TNazwisko oblężonego kanclerza Niemiec, Olafa Scholza, nie znalazło się w karcie do głosowania w niedzielę, kiedy jego rodzinny kraj związkowy Brandenburgia poszedł do urn. Ale równie dobrze mogłoby się tam znaleźć. Wskaźniki akceptacji dla koalicji socjaldemokratów, Zielonych i liberałów, której przewodzi, spadły do ​​rekordowo niskiego poziomu. Na początku tego miesiąca skrajnie prawicowa partia szokująco wygrał wybory regionalne po raz pierwszy od drugiej wojny światowej. Gdyby Alternative für Deutschland (AfD) powtórzyła ten wyczyn w Brandenburgii – wschodnim kraju związkowym, który od zjednoczenia kontrolowała Socjaldemokratyczna Partia (SPD) pana Scholza – noże byłyby skierowane na lidera, którego partia obawia się porażek w wyborach federalnych w przyszłym roku.

W rezultacie katastrofę udało się zażegnać. AfD wygrała niewielką przewagą druginie pierwsza, ponieważ SPD skorzystała z taktycznego głosowania, aby utrzymać ją na dystans. Ale dobre wieści dla kanclerz na tym się kończą. Nawet biorąc pod uwagę szczególną dynamikę polityczną wschodnich Niemiec, ponury wrzesień dla rządu koalicyjnego grozi zatopieniem go poniżej linii wodnej. W wybory w Brandenburgii, Saksonii i Turyngii Zieloni walczyli nawet o osiągnięcie 5% progu niezbędnego do reprezentacji parlamentarnej. Liberalna partia Wolnych Demokratów (FDP) została niemal całkowicie wymazana z mapy politycznej. W Brandenburgii długoletni premier SPD, Dietmar Woidke, zachował urząd dopiero po skutecznym odcięciu się od partii narodowej i pana Scholza.

Skutkiem tych upokorzeń będzie prawdopodobnie dysfunkcyjna, rozbita administracja w stanie wojny z samą sobą, przed przyszłorocznym rozliczeniem politycznym. Partnerzy koalicyjni będą się ustawiać i próbować obwiniać się nawzajem za bałagan, w którym się znaleźli. W przypadku braku wewnętrznej partii nacisku na zastąpienie go, co pozostaje możliwe, pan Scholz nadal będzie wygodnym workiem treningowym i kozłem ofiarnym.

Ten spektakl postępującego chaosu jest głęboko niepokojący w momencie, gdy najpotężniejsze państwo członkowskie UE mierzy się z poważnymi wyzwaniami społecznymi, środowiskowymi i geopolitycznymi. Trwający wzrost Przyjazny Putinowi AfD – i równoległa sukces start-upowej „lewicowo-konserwatywnej” partii z korzeniami na wschodzie – generuje nowe poziomy sprzeciwu zarówno wobec tempa zielonej transformacji, jak i wobec ciągłego poparcia dla walki Ukrainy z Rosją. Kryzys kosztów utrzymania jest nieustannie wykorzystywany przez skrajną prawicę do własnych celów, ponieważ stara się ona demonizować migrantów jako obciążenie dla ograniczonych zasobów. A w obliczu chińskiej i amerykańskiej konkurencji, utrata miejsc pracy i zamykanie fabryk są rozważany przez niemieckich producentów samochodów.

Trudno sobie wyobrazić rozbity i zdemoralizowany rząd działający skutecznie na tych licznych i groźnych frontach. Od samego początku koalicja „sygnalizacji świetlnej” pana Scholza była podważana przez podziały i nieporozumienia. Co najważniejsze, minister finansów FDP, Christian Lindner, jastrząb fiskalny, stanowczo odmawiał udzielenia licencji na tego rodzaju inwestycje publiczne, które są potrzebne do złagodzenia niepokojów w dobie niepewności.

Pozwoliło to AfD na kształtowanie pogody politycznej w takich kwestiach jak imigracja. Co przerażające, w Brandenburgii – gdzie jej regionalna partia została uznana za szczególnie ekstremalną przez krajowe agencje wywiadowcze – AfD zajęła pierwsze miejsce w każdym głosowaniu kohorta poniżej 60. roku życia. O włos, partia pana Scholza wygrała w niedzielę regionalne głosowanie, które było jednocześnie nieoficjalnym referendum w sprawie jego rządu. Ale po burzliwym miesiącu, wydaje się to zwycięstwem pyrrusowym.

Source link