Izraelskie ataki lotnicze sprawiły, że mieszkańcy południa Libanu czują, że nie ma już w tej chwili bezpiecznych miejsc.
Dziesiątki kolejnych osób zginęły w kolejny intensywny dzień izraelskich bombardowań w tym więcej dzieci – całe rodziny zaginęły i są nieodnalezione.
Śledź najnowsze: Izrael przygotowuje się „do możliwej inwazji lądowej”
Jeden libański generał armii powiedział nam: „Teraz ten obszar nie jest bezpieczny. Powinniście stąd odejść. Ewakuujemy wszystkich stąd”.
Jechał z grupą żołnierzy w wojskowym samochodzie Humvee i powiedział, że jego ludzie niedawno ewakuowali mieszkańców chrześcijańskiego miasta Aalma El Chaeb, położonego dalej na południe, przy granicy.
Był to obszar, który odwiedziliśmy wcześniej z siłami pokojowymi ONZ i którego mieszkańcy nalegali, Hezbollah pozostał poza miastem.
Warto zwrócić uwagę na to, że pozostało niemal nietknięte, mimo zniszczeń widocznych we wszystkich okolicznych wioskach przygranicznych.
Obecnie sytuację tę uznaje się za zbyt ryzykowną nawet dla tych mieszkańców, którzy otwarcie i skutecznie sprzeciwiali się jakiemukolwiek zaangażowaniu się w działalność Hezbollahu lub interakcji z nią.
Jadąc na południe, widzieliśmy kratery na poboczu głównej autostrady nadmorskiej, łączącej ten obszar ze stolicą Bejrutem.
Były dwa wywrócone samochody, które wylądowały po drugiej stronie drogi. Na jednej ulicy rzędy sklepów i przedsiębiorstw wydawały się być wysadzone w powietrze.
Na ziemi leżało coś, co wyglądało jak indywidualne zdjęcia kobiety, a także ubrania i śliniaczek niemowlęcy. W małym akwarium w jednym ze sklepów wciąż pływali mieszkańcy – ale niewiele poza tym wyglądało na nienaruszone.
Kiedy tam przyjechaliśmy, okazało się, że budynek mieszkalny na obrzeżach Tyru został niedawno trafiony – z gruzów unosił się dym, a w środku wciąż płonął ogień.
Gdy tam byliśmy, przyjechał wóz strażacki, a chwilę później szybko przejechali obok nas zwolennicy Hezbollahu na motocyklach.
„Opuśćcie ten obszar” – powiedział jeden z nich, mówiąc, że jest niebezpieczny z powodu ulatniającego się gazu. Zauważyliśmy dwie samotne kobiety ciągnące za sobą walizki, gdy szły drogą poza ten obszar.
Wiele szkół i uniwersytetów zostało przekształconych w tymczasowe schronienia. Byliśmy na Wydziale Prawa w Sydonie, gdy kilka ciężarówek pełnych żywności wjechało w tłum zaniepokojonych i rozgniewanych przesiedleńców.
Edouard Beigbeder z UNICEF powiedział nam: „Są w szoku. Stracili swoje domy. Widzieli, jak ich domy płoną.
„Stracili dochody. Stracili wiele rzeczy”.
Hector Hajjar, libański minister spraw społecznych, który odwiedził schronisko, zignorował naszą próbę zapytania go o sytuację, a jego uzbrojony ochroniarz próbował zablokować drogę jednej zdenerwowanej kobiecie, która zaczepiała go, gdy odchodził.
„Jeśli zamierzasz tu przyjść, to przynajmniej nas posłuchaj” – krzyknęła za nim żałośnie. Minister odwrócił się na chwilę, żeby z nią porozmawiać, ale cokolwiek powiedział, nie zdołało jej uspokoić.
„Oni nas nie słuchają” – powiedziała nam. „Każdy dba tylko o siebie… nie mamy materacy, koców ani poduszek… a nasze dzieci śpią na podłodze”.
Nasza obecność w schronisku wydaje się rozdrażniać wielu przesiedleńców. Nie jest jasne, czy to dlatego, że jesteśmy wyraźnie zachodni, czy dlatego, że jesteśmy mediami, czy też dlatego, że są po prostu bardzo zestresowani. Może wszystkie trzy. Napięcie jest wysokie, a nastroje napięte.
Pewna młoda matka trzymająca na biodrze małe dziecko opowiedziała nam, że uciekła przed bombardowaniem jeszcze dalej na południe wraz z piątką dzieci i zaledwie kilka godzin wcześniej przeprowadziła się na północ, do Sydonu.
„Jest wiele zniszczeń” – powiedziała o domu, który właśnie opuściła. „Ludzie ginęli, domy były zniszczone, drogi były zablokowane”.
Dodała: „Nie ma już chleba, nie ma już jedzenia, nie ma już wody”.
Stojący obok niej młody mężczyzna o imieniu Yousuf powiedział nam, że celem ataku nie byli wyłącznie bojownicy i zwolennicy Hezbollahu.
„Oni nie robią różnicy między bojownikami i cywilami… ta agresja jest skierowana szczególnie przeciwko obszarom zamieszkanym przez ludność cywilną – oni w ogóle nie robią różnicy” – powiedział.
Jako kolejny dzień izraelski bombardowanie przerodziło się w noc, z naszego miejsca zakwaterowania słychać było regularne odgłosy pocisków uderzających w cele.
Przeczytaj więcej w Sky News:
Brytyjska matka „rozdarta” po opuszczeniu męża w Libanie
„Już jesteśmy w stanie wojny” – mówi libański minister
Ostrzeganie Hezbollahu przed inwazją byłoby dziwną taktyką – analiza
Hezbollah twierdzi, że nie ustąpi i twierdzi, że po raz pierwszy wystrzelił rakietę balistyczną w kwaterę główną wywiadu w pobliżu Tel Awiwu. Rakieta została przechwycona.
W ciągu ostatnich kilku dni słyszeliśmy o wystrzeleniu kilku rakiet przez Hezbollah, ale i tak wydaje się, że w naszej okolicy liczba ich ostrzałów wyraźnie spadła.
Siły izraelskie i premier Benjamin Netanjahu zapewniają, że nie ustają w wysiłkach, a dowódca armii powiedział, że ataki te stanowią przygotowanie do ewentualnego ataku lądowego.
Niezależnie od tego, czy to retoryka, czy nie, jest to przerażająca perspektywa dla narodu libańskiego, uwikłanego w sam środek tego bombardowania.
Alex Crawford relacjonuje z kamerzystą Jakiem Brittonem, producentem specjalistycznym Chrisem Cunninghamem oraz producentami z Libanu Jihadem Jineidem i Samim Zeinem



















