Wiceprezydent USA Kamala Harris, chcąc podkreślić wagę swojego przekazu ekonomicznego, zobowiązała się, że jeśli w listopadzie zostanie wybrana do Białego Domu, wprowadzi nowe inwestycje w krajowy przemysł w wielu gałęziach przemysłu.

W przemówieniu wygłoszonym w środę w stanie Pensylwania, który musi wygrać, Harris przedstawiła się jako „kapitalistka” z pragmatycznym podejściem do wspierania klasy średniej.

Godzinę przed przemówieniem jej republikański rywal Donald Trump, podczas wizyty w Karolinie Północnej, zachwalał własny program gospodarczy – obejmujący m.in. propozycję 15-procentowego podatku od dóbr wyprodukowanych w Ameryce.

Obaj kandydaci prowadzą w tym tygodniu kampanie w stanach kluczowych, dzieląc się swoimi sprzecznymi wizjami gospodarki. Jest to kluczowa kwestia, którą wyborcy uważają za priorytetową w głosowaniu.

W milczącej odpowiedzi na republikańskie twierdzenia, jakoby popierała politykę „komunistyczną”, Harris określiła siebie jako „kapitalistkę”.

„Obiecuję, że będę podchodzić do tego pragmatycznie” – powiedziała podczas wydarzenia zorganizowanego przez The Economic Club of Pittsburgh.

Opierając się na swojej wizji „gospodarki szans”, Harris przedstawiła nowe propozycje pomocy młodym rodzinom, osobom kupującym dom po raz pierwszy i osobom starszym poprzez ulgi podatkowe i zachęty finansowe o wartości 100 mld USD. Obiecała nowe inwestycje w sztuczną inteligencję, lotnictwo i rozwój energetyki.

Harris dodał jednak, że stawki podatkowe dla dużych korporacji i najbogatszych Amerykanów muszą wzrosnąć, aby „płacili swoją sprawiedliwą część”.

Obiecała także zreformować system wydawania pozwoleń, aby przyspieszyć budowę domów w USA, znieść wymóg posiadania wyższego wykształcenia na stanowiskach federalnych i zwiększyć liczbę związkowych staży, jeśli zostanie wybrana.

„Zamierzam wytyczyć nową drogę naprzód i powiększyć amerykańską klasę średnią” – argumentowała, podczas gdy Trump „nie ma zamiaru powiększać naszej klasy średniej – interesuje go tylko poprawa życia dla siebie i ludzi podobnych do siebie”.

Później, w swoim pierwszym poważnym wywiadzie dla MSNBC, Harris ostro skrytykowała Trumpa, stwierdzając, że „nie traktuje zbyt poważnie” swoich propozycji dotyczących taryf i że „Chiny ciągle nim manipulują”.

„Nie rzuca się po prostu pomysłem taryf na wszystkie strony” – powiedziała. „On po prostu nie traktuje poważnie wielu z tych kwestii”.

Harris po raz pierwszy odniosła się także do zarzutów kampanii Trumpa, jakoby kłamiła, mówiąc, że jako studentka pracowała w McDonald’s.

„Jednym z powodów, dla których w ogóle mówię o pracy w McDonald’s, jest to, że w naszym kraju pracują ludzie, którzy próbują założyć rodzinę” – powiedziała. „Pracowałam tam jako studentka”.

Wypowiedzi Harris są wyrazem jej chęci osłabienia przewagi Trumpa wśród wyborców, wynikającej z jego podejścia do gospodarki.

Choć wyścig jest wciąż wyrównany, Harris uzyskała niewielką przewagę w sondażach krajowych od czasu, gdy obaj kandydaci spotkali się na scenie debaty na początku tego miesiąca.

Podczas spotkania kampanijnego w Mint Hill w Karolinie Północnej Trump bronił swoich propozycji wprowadzenia taryf celnych i zasugerował, że są one powodem, dla którego „ludzie w (innych) krajach chcą mnie zabić”.

„Nakładam cła na waszą konkurencję z zagranicy, na wszystkie te zagranice, które nas oszukały, które wiele lat temu ukradły wszystkie wasze przedsiębiorstwa i wszystkie wasze miejsca pracy” – powiedział.

Przypomniał swoim zwolennikom, że jako prezydent wprowadził największą obniżkę podatku od osób prawnych w historii USA, z 35% do 21%.

Jak powiedział, najważniejszym wydarzeniem jego drugiej kadencji będzie „renesans produkcji”, którego zapowiedzią będzie wprowadzenie 15-procentowej stawki podatku na produkty wyprodukowane w Ameryce.

Gospodarka regularnie pojawia się jako najważniejszy temat dla wyborców w listopadzie, a obaj kandydaci promują politykę populistyczną, przy czym Harris wydaje się być zwolennikiem propozycji Trumpa, aby zakończyć opodatkowanie napiwków dla pracowników sektora usług.

W wywiadzie dla MSNBC Harris stwierdziła, że ​​„Donald Trump ma tradycję dbania o bogatych ludzi”.

„Nie jestem zła na nikogo za to, że jest bogaty, ale każdy powinien płacić swoją uczciwą część” – dodała, argumentując, że Trump opowiada się za „obniżkami podatków dla miliarderów i największych korporacji w naszym kraju”.

„Moje spojrzenie na gospodarkę jest takie, że gdy klasa średnia się rozwija, gospodarka amerykańska jest silniejsza i istnieją dowody empiryczne potwierdzające słuszność mojego punktu widzenia”.

Source link