Wgdy byliśmy nastolatkami w Polsce, był koniec lat 90. i wtedy już mieliśmy swobodę podróżowania do Paryża lub Londynu, aby chodzić do szkoły językowej i pracować. Aby sobie na to pozwolić, podróżowaliśmy obskurnymi, wysłużonymi autobusami. Zajmowało to dziesiątki godzin, a podróż zawsze wydłużała się o kilkugodzinny postój na granicy polsko-niemieckiej.

Granica była realna i symboliczna. To był początek europejskiej przestrzeni, ale w naszych głowach odbywaliśmy podróż przez czas – podróż w przyszłość, do czasu, gdy jako członkowie Unii Europejskiej będziemy realizować obietnicę lepszego życia.

Mieliśmy wrażenie, że żyjemy w alternatywnej wersji opowieści Kafki Przed prawemw którym człowiek czeka całe życie przed drzwiami, nigdy nie będąc wpuszczonym. Bramy Europy były zamknięte przez pół wieku dla naszych rodziców i dziadków. Dla nas jednak cud upadku muru berlińskiego oznaczał, że mogliśmy przejść przez te drzwi swobodnie.

Dziesięć lat po naszej pierwszej podróży, jedno przeziębienie Noc grudniowa 2007 roku, ludzie zebrali się na moście nad Odrą, łączącym Niemcy i Polskę. Zimno nie zniechęciło nikogo do imprezowania przy głośnej muzyce świętować układ z Schengen, który zaczynał wchodzić w życie, znosząc granice wewnętrzne w Europie i umożliwiając przemieszczanie się bez paszportów. Odśpiewano hymny narodowe obu krajów i UE. Zrobiono pamiątkowe zdjęcia w miejscach, w których było to surowo zabronione ze względów bezpieczeństwa. Przecięto drut kolczasty i usunięto bariery graniczne.

Dziś nacisk polityczny przesuwa się z czasu na przestrzeń.

Po niezwykłym wydarzeniu Niemiec decyzja o ponownym wprowadzeniu kontroli granicznych na wszystkich dziewięciu granicach lądowych od 16 września – w ciągu jednej nocy i bez konsultacji z sąsiednimi rządami lub UE – wydaje nam się, że te drzwi zostaną ponownie zamknięte.

W miarę jak Unia Europejska stopniowo przestaje spełniać obietnice lepszej przyszłości, decyzja rządu Olafa Scholza stanowi gorzkie przypomnienie naszej przeszłości i dawnych złudzeń.

Historia wyjaśnia, dlaczego reakcja na te nowe kontrole różni się w zależności od tego, po której stronie dawnej żelaznej kurtyny się znajdujesz. Proces znoszenia kontroli granicznych między Francją a Niemcyktóry sięga lat 80., nie był tylko częścią pojednania narodów, które prowadziły ze sobą wojny, ale także szerszą integracją gospodarek i kultur. Nic więc dziwnego, że większość reakcji we Francji na decyzję Niemiec skupiła się na ryzyku dłuższego czasu oczekiwania dla osób dojeżdżających do pracy po niemieckiej stronie granicy.

W Europie Środkowej i Wschodniej jest inaczej. Dla pokoleń ludzi urodzonych przed 1989 r. fakt, czy granice Niemiec są otwarte, czy nie, ma znaczenie moralne.

pomiń promocję w newsletterze

Po zimnej wojnie mówiliśmy w latach 90. o „powrocie do Europy”. Zniesienie kontroli granicznych rozumiano jako przywrócenie utraconych po drugiej wojnie światowej praw, przywrócenie geopolitycznej normalności. Dla krajów takich jak Polska i Czechy był to jeden z najważniejszych przełomów w opuszczaniu rosyjskiej strefy wpływów.

Choć my, jako mieszkańcy Europy Wschodniej, byliśmy szczęśliwi, nie wynikało to z faktu, że naprawdę uważaliśmy upadek muru za legendarny „koniec historii”. Każdy miał swoje obawy. Niemcy obawiali się wzrostu przestępczości. Ich sąsiedzi, tacy jak Polska i Czechy, obawiali się nielegalnego składowania odpadów przemysłowych. Stare obawy z czasem zostały przyćmione przez nowe, nie w ostatniej kolejności migracja, ponieważ populistyczni politycy w Niemczech grali na obawach ludzi, aby zbudować wokół nich swoją retorykę.

Czy decyzja niemieckiego rządu o wzmocnieniu granic zneutralizuje skrajną prawicę? Z pewnością wysyła sygnał całej Europie, że Niemcy nie mają zaufania do innych krajów UE, jeśli chodzi o kontrolę własnych granic, ani do Frontexu, unijnej straży przybrzeżnej i agencji granicznej.

Od czasu Brexitu stało się jasne, że ani zamknięcie granic, ani nawet opuszczenie UE nie rozwiązuje problemu nielegalnej imigracji. Wprowadzenie jednostronnych losowych kontroli tożsamości przyniesie jeszcze mniej. Na razie jednak Berlin bardziej interesuje się postrzeganiem tej polityki niż jej skutecznym wdrożeniem. Stwarza wrażenie oddzielenia od niepewnych sąsiadów. A Scholz chce przywrócić poczucie suwerenności, kontroli i sprawczości. Jaki lepszy sposób na odpowiedź na sukcesy wyborcze partii antyimigracyjnych Alternative für Deutschland (AfD) i Sahra Wagenknecht Alliance (BSW), których przemówienia są naszpikowane odniesieniami do Niemiec „Utrata kontroli” (utrata kontroli).

Jednak jest to działanie polityczne, a populiści zawsze będą żądać więcej. W wizji radykalnej niemieckiej skrajnej prawicy odzyskanie suwerenności ma być zmaksymalizowane. Nie będzie przesadą wyobrażać sobie, że dekady po Mur Berliński upadł, drugi mur mógłby ostatecznie otoczyć całe Niemcy w celu zwiększenia skuteczności kontroli granicznej.

Warto przypomnieć Scholzowi, że Georg Simmel, ojciec założyciel niemieckiej myśli socjologicznej, napisał kiedyś, że podczas gdy most łączy rzeczy, które są rozdzielone, drzwi rozdzielają rzeczy, które są już połączone. Być może ponowne wprowadzenie granic Niemiec jeszcze bardziej rozdziela to, co w rzeczywistości wciąż było rozdzielone: ​​nasze kraje wymagają o wiele więcej pracy nad integracją europejską. Jednak ten ruch teraz pozostawia nas niespokojnymi z powodu naszej przeszłości. Nie tylko niespokojnymi o nasz los w Polsce, ale także o Unię Europejską.

  • Karolina Wigura jest historyczką idei i socjolożką. Jest członkinią zarządu Fundacji Kultura Liberalna i członkinią Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych

  • Jarosław Kuisz jest historykiem prawa i pisarzem. Jest redaktorem naczelnym tygodnika Kultura Liberalna, a jego ostatnią książką jest The New Politics of Poland

Source link