Ci, którzy już zostali bez dachu nad głową w wyniku izraelskiego bombardowania Libanu, obserwują najnowszy cel – budynek mieszkalny, w którym całkowicie zniszczone zostało piąte piętro.
W ciągu nocy izraelskie ataki na Liban po raz pierwszy od prawie dwóch dekad dotarły do samego centrum Bejrutu.
Najnowsze informacje dotyczące Izraela i Libanu: Śledź aktualizacje na żywo
Premier Izraela Benjamina Netanjahu i jego rząd chcą sprawiać wrażenie, że mogą dotrzeć do każdego i wszędzie.
Tym razem celem nie był Hezbollah, ale palestyńska grupa bojowników, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny.
Naprzeciwko zniszczonego budynku, w ruchliwej części miasta, gdzie autobusy przewożą ludzi z Bejrutu do reszty kraju, właściciele firm próbujący zarobić na życie mówią, że są przerażeni.
„Trzy czwarte Bejrutu opuściło już miasto, a handel tutaj nie działa” – mówi właściciel sklepu Zawal Hamad.
Twarz zastępcy generała bezpieczeństwa Hezbollahu można zobaczyć na ekranach telewizorów w kawiarniach w całej stolicy.
W środku znajduje się zdenerwowany właściciel Mohammad.
„Nie wiadomo, gdzie spadną bomby” – mówi.
„Wszędzie spadają bomby, a ludzie nie wiedzą, dokąd się udać, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo”.
Rasha, nauczycielka matematyki, trzy dni temu uciekła z Dahieh na południowych przedmieściach Bejrutu.
Straciła dom w wyniku bombardowań, ale nie chce, aby Hezbollah się wycofał.
„Opłakujemy męczeństwo kogoś, kto wiele dla nas znaczy. Jego przeznaczeniem było wyzwolenie Palestyny i podążamy tą drogą” – Rasha mówi, odnosząc się do przywódcy Hezbollahu Hassana Nasrallaha, który zginął w izraelskim ataku.
„Nie powinniśmy przerywać tego pościgu, nawet jeśli stracimy wszystko. Popieramy to”.
Na placu w centrum Bejrutu rodziny z małymi dziećmi gromadzą się na skrawkach trawy, które teraz nazywają swoim domem.
Wśród nich jest siedmioletnia Laya i jej sześcioletni brat Roni, którzy trzy dni temu uciekli z rodzicami, by ratować życie.
Layi nie trzeba wiele, żeby wyrazić swoje zdenerwowanie.
„Nie będziemy mogli wrócić do swoich domów, ponieważ strajki są tak blisko. Jeden strajk miał miejsce naprawdę blisko mojej szkoły, a drugi – domu mojego wujka” – mówi.
Przeczytaj więcej:
„Przywódca Hamasu” w Libanie zabity przez Izrael był pracownikiem ONZ
Czy szersza wojna na Bliskim Wschodzie jest teraz nieunikniona?
Czołgi gromadzą się w pobliżu granicy izraelsko-libańskiej
Jej matka, Zeina, próbuje uspokoić dzieci.
„Próbuję je uspokoić i powiedzieć, że to fajerwerki i nie ma się czym martwić. Ale kiedy na własne oczy widzą strajki, przestraszają się i mówią do mnie: «Mamo, dzieje się coś złego»”.
„Zaczynają płakać i coś jest nie tak”.
Laya chce tylko wrócić do domu i szkoły.
Ponieważ jednak wtargnięcie Izraela do Libanu wydaje się nieuchronne i nie widać zawieszenia broni, park ten może przez jakiś czas stać się domem.



















