Zbyt długo powiedziano nam, aby wstydzić się Wielkiej Brytanii – teraz Lew ryknął do życia. Przez ponad dwie dekady, odkąd Tony Blair i New Labour do władzy, klasa polityczna zajmuje się powolnym, celowym rebrandingiem Wielkiej Brytanii. Starali się rozebrać nas z naszej dumy, osłabić naszą miłość do naszej kultury i wstydzić, kim jesteśmy. To nie był wypadek.
To było przygotowanie – przygotowanie do masowej imigracji, przygotowanie do rozcieńczenia naszego dziedzictwa, przygotowanie do globalistycznego projektu, który wymaga, abyśmy rezygnowali z naszej tożsamości na rzecz globalistycznego, bez granic niczego. A jednak, w obliczu tego ataku, duch brytyjski odmawia śmierci. Dzisiaj, jeśli odważysz się nazywać siebie patriotą, jeśli odważysz się powiedzieć, że kochasz ten kraj, jesteś rozmazany jako rasista.
Jeśli powiesisz krzyż św. George’a lub Union Jack z domu, jesteś faszystą. Te flagi, które kiedyś zjednoczyły się z radości, są teraz traktowane jako haniebne symbole przez samych ludzi, którzy powinni być z nich dumni. Rady rozbijają je. Politycy szydzą z nich.
A establishment zapewnia, że przesłanie jest jasne: jeśli kochasz Wielką Brytanię, powinieneś być zawstydzony. Cóż, wystarczy.
Ponieważ prawda jest taka, że ten naród nie jest źródłem wstydu – jest źródłem ogromnej dumy. Wielka Brytania nadała światu rewolucję rolną, rewolucję przemysłową i współczesną demokrację.
Jako pierwsi znosiliśmy handel niewolnikami i zabrali się na morze, aby egzekwować to na całym świecie. Nasze prawa pozostają podstawą handlu międzynarodowego. A kiedy najciemniejsza tyranii XX wieku wzrosła w Europie, Wielka Brytania stanęła na niej.
Byliśmy ogromną siłą na dobre, niezrównani przez żaden inny naród w historii. Brytyjczycy to wiedzą. W głębi duszy zawsze to wiedzieliśmy. A teraz znowu to głośno to głośno.
To właśnie operacja podnosi kolory. Jest to dźwięk śpiącego lwa poruszającego się ponownie. W całym kraju – od Bradford po Birmingham, od Tower Hamlets po wyspę Wight – zwykli mężczyźni i kobiety wstają i odmawiają krwawienia.
Umieszczają flagi na latarni, na mostach, na rondzie. Mówią: jesteśmy dumni z bycia Brytyjczykami i nie przepraszamy za to.
Jak można się spodziewać, establishment zmienił się przeciwko nim. Rady każdej partii, od pracy po Konserwatyścirozrywają flagi i ścigają tych, którzy odważą się okazać swoją dumę.
Pomyśl o tym: wybrani urzędnicy rzekomo reprezentujący lud, zachowując się tak niepatriotycznie – zaciskając się na tożsamość narodową, nadzorując same symbole naszego narodu.
Mówią nam, że chodzi o „bezpieczeństwo”. Mówią nam, że należy przestrzegać zasad Flagi palestyńskie mogą latać z latarni przez ponad sześć miesięcy. Rady, które przymknęły oko na jawnie pokazy polityczne, są nagle gorliwe, jeśli chodzi o brytyjskie sztandary. Hipokryzja nie mogła być jaśniejsza.
Ale oto to, czego nie widzą: każda flaga, którą się rozbijają, każda próba uciszenia dumy, tylko napędza ogień. Na każdy krzyż St George wyrwany z latarni, kolejne 10 idzie następnego dnia.
Na każdy szyderstwo dołącza do sprawy inny patriot. To nie jest wandalizm. To nie jest agresja. To ludzie w Wielkiej Brytanii odzyskują swój kraj od tych, którzy chcą go wymazać.
Od dziesięcioleci elity mówią nam, że patriotyzm jest czymś brudnym. Próbowali nas przekonać, że miłość do kraju jest bigoterią, że duma jest nienawiścią. Ale brytyjski lew usłyszał wystarczająco dużo. Powstajemy, a po obudzeniu nie możemy być stłumione.
Nie chodzi o lewą lub prawą. Chodzi o Wielką Brytanię. Chodzi o to, kim jesteśmy. Chodzi o to, czy nadal wierzymy w siebie.
Operacja podniesienia kolory to więcej niż flagi na latarnich. Jest to linia w piasku. To zwykli mieszkańcy tego narodu przypomina klasę polityczną, że Wielka Brytania należy do nas – nie do nich, nie do globalistów, nie do biurokratów, ale do ludu.
Tide się obraca. Lew nie śpi. I odbieramy nasz kraj. Podnieś swoją flagę, stań wysoko i pokaż światu, że Wielka Brytania znów nie śpi.