Rozmieszczenie okrętów wojennych przez prezydenta Donalda Trumpa oraz tysiące żołnierzy piechoty morskiej i żeglarzy u wybrzeży Wenezueli zwróciło uwagę na stosunki Stanów Zjednoczonych z własną półkulą – i ożywiło się niektórym w regionie niepokojące wspomnienia wojskowego wuja Sama.
Podobnie jak wcześniejsze groźby pana Trumpa o odzyskaniu Kanału Panamskiego, wysyłanie w zeszłym tygodniu sił w pobliżu tego, co administracja uważa za terrorystyczny stan narco, podniósł szereg wciąż nieobecnych pytań na temat zamiarów prezydenta rtęci.
Czy pokaz siły ma na celu zmęczone prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro w dalszej współpracy z USA w sprawach imigracyjnych i rozwiązanie karteli narkotykowych w regionie i gangom handlu wenezuelą?
Dlaczego to napisaliśmy
Niezależnie od tego, czy wysłanie amerykańskiej siły morskiej u wybrzeży Wenezueli jest zwykłą postawą, ożywiła regionalną lęk przed amerykańskim militaryzmem. Czy wyświetlanie władzy rozwija interesy USA lub daje Chinom większe otwarcie w regionie?
A może nagromadzenie jest preludium do operacji wojskowej do Wenezueli – zaprojektowanej po inwazji USA w 1989 roku na Panamę? Ta opcja pozostaje daleka w oczach większości obserwatorów, ale zyskała pewną wiarygodność, że Biały Dom polecił Pentagonowi opracowanie planów awaryjnych interwencji-rzekomo skierowanego do karteli narkotykowych.
W odpowiedzi na rozmieszczenie pan Maduro ogłosił w środę, że wysłał okręty wojenne i drony w celu ochrony wód terytorialnych Wenezueli przed siłami „imperium Gringo” – odpowiedzi, która wzbudziła obawy dotyczące przypadkowej konfrontacji.
„Sposób, aby wyglądać twardo”
Jeśli nic więcej, rozmieszczenie podkreśla przyciąganie prezydenta Trumpa do dyplomacji łodzi z początku XX wieku, kiedy USA pod prezydentem Theodore Roosevelt wykorzystały siły morskie do rzutowania władzy i zapewnienia zainteresowania rozszerzającej się mocy na Karaibach i Pacyfiku.
„Dla Trumpa jest to sposób, aby wyglądać twardo i być silną obecnością na półkuli, nawet gdy jego skupienie i zainteresowania naprawdę są gdzie indziej”, mówi Will Freeman, członek studiów Ameryki Łacińskiej w Radzie ds. Stosunków Zagranicznych w Nowym Jorku.
„Uważa, że wygląda fajnie. Chce pokazać, że jest twardy na kartelach, ale myślę, że nie wykracza poza to, gdzie jesteśmy teraz”, mówi, dodając, „chociaż z Trumpem nigdy nie wiesz i mogę się błądby jutro”.
Wenezuela była w USA przez większość ostatnich dwóch dekad, po „boliwijnej rewolucji” byłego prezydenta Hugo Cháveza pod koniec lat 90., która zmieniła najbogatszy kraj Ameryki Południowej w społeczeństwo społeczne z szybkim ubóstwem.
Początkowo Waszyngton podkreślił demokratyczną slajd Wenezueli i kurczącą przestrzeń dla wolności politycznych w swojej regionalnej dyplomacji. Ale pod pierwszą administracją Trumpa skupiono się na domniemanym zaangażowaniu następcy pana Cháveza – pana Maduro – w handlu narkotykami.
Pan Maduro został wymieniony w akcie oskarżenia Departamentu Sprawiedliwości USA w 2020
W tym miesiącu Biały Dom zwiększył retorykę antymaduro, jednocześnie omijając wszelkie bezpośrednie wyjaśnienie nagromadzenia Karaibów.
„Reżim Maduro nie jest uzasadnionym rządem Wenezueli, jest kartelem Narco-Terror”, powiedział sekretarz prasowy Karoline Leavitt w komentarzach do mediów 19 sierpnia. Rzeczywiście, znaczna część społeczności międzynarodowej, w tym USA, odrzucona w zeszłym roku wybory prezydenckie, w których pan Maduro zgłosił Victory.
Dodała, że Trump jest „przygotowany do wykorzystania każdego elementu amerykańskiej władzy, aby powstrzymać narkotyki przed powodzeniem w naszym kraju i doprowadzenia osób odpowiedzialnych przed wymiarem sprawiedliwości”.
Chiny, teraz regionalny gracz
Ameryka Łacińska zachowuje gorzką pamięć o powtarzających się atakach interwencji „Yanqui” w regionie. Ale jednym z czynników różniących się od pierwotnego odwołania do dyplomacji na łodzi gunboat ponad sto lat temu jest obecność Chin jako znaczącego (i coraz bardziej politycznego) gracza w całym regionie.
Pekin podjął znaczący krok, ostrzegając USA 21 sierpnia przed „każdym ruchem, który narusza… suwerenność i bezpieczeństwo kraju” i wezwał Stany Zjednoczone do „robienia więcej rzeczy sprzyjających pokoju i bezpieczeństwa w Ameryce Łacińskiej i regionie karaibskim”.
„Ta administracja bardzo martwi się Chinami”-mówi Rebecca Bill Chavez, prezes i dyrektor generalny dialogu międzyamerykańskiego w Waszyngtonie. „Ale jednocześnie łatwo jest zobaczyć, jak nie tylko ten wojskowy elastyczność, ale rozmowa o innych jednostronnych działaniach wojskowych może ożywić stare obawy dotyczące USA i dać Chinom jeszcze większe otwarcie”.
Dr Chavez mówi, że w ostatnich miesiącach uważa szczególnie niepokojące oświadczenia prezydenta Trumpa o potencjalnym użyciu wojska do karteli narkotykowych w Meksyku.
„Gdyby Stany Zjednoczone podjęły jednostronne strajk do Meksyku, aby poszli za kartelami, które są obecnie oficjalnie oznaczone jako zagraniczne organizacje terrorystyczne, które naprawdę miałyby znaczenie”, mówi, „dla naszych stosunków z Meksykiem, które są dla nas tak ważne na tak wiele sposobów, dla relacji z szerszym regionem, a dla Rola Chin w meksyku, o którym USA były tak zmartwione”.
Sekretarz stanu Marco Rubio argumentował w komentarzach w tym miesiącu, że wyznaczenie karteli narkotykowych jako zagranicznych organizacji terrorystycznych otwiera drzwi do używania większej liczby elementów amerykańskiej władzy, w tym wojska, aby im przeciwdziałać.
Eksperci, tacy jak dr Chavez, zauważają, że Ameryka Łacińska jest tak spolaryzowana politycznie, że nie zunifikowała regionalna reakcja na nagromadzenie karaibskie. Jednym z powodów, jak mówi dr Freeman z Rady Stosunków Zagranicznych, jest to, że nastroje anty-USA jest najsłabsze od dziesięcioleci.
Konkurencyjne frakcje Białego Domu
Ale jednocześnie oboje mówią, że faktyczna interwencja wojskowa – w Wenezueli, Meksyku lub gdzie indziej – prawie na pewno spotkałaby się z zjednoczonym regionalnym potępieniem.
W każdym razie większość widzi interwencję w Wenezuelę tak daleko od prawdopodobnego.
Dr Freeman mówi, że w rozmieszczeniu morskim widzi „akt równoważenia” między dwiema konkurującymi frakcjami Białego Domu, które mają różne wizje i priorytety dotyczące tego, co powinien osiągnąć siłę na Karaibach.
Jedna grupa – prowadzona przez „wysłannika na specjalne misje”, Richard Grenell – jest tym, co dr Freeman określa jako „First America First”, który koncentruje się na wywieraniu presji pana Maduro, aby odzyskać więcej Wenezuelczyków deportowanych z USA
Kluczem do tej grupy jest również działanie zmniejszające przepływ nielegalnych narkotyków (i innych operacji handlu ludźmi) do Stanów Zjednoczonych.
Druga grupa, mówi dr Freeman, jest zakotwiczona przez sekretarza Rubio i innych, którzy „nadal dbają o powrót demokracji do Wenezueli”.
Mimo to, mówi: „Nie sądzę, aby żadna grupa postrzegała interwencję wojskową jako klucz do ich celów, więc naprawdę uważam, że to (rozmieszczenie) jest i pozostanie programem”.