Strach ogarnął Riza, gdy dotarł na plażę i zobaczył ponton.
Należał do grupy, którą członek gangu przemytników zaprowadził na morze w pobliżu Dunkierki, a następnie porzucił ich, aby sami wysadzić tratwę w powietrze.
„Kiedy to zobaczyłem, przypomniały mi się te małe łódki, które dzieciaki ciągle pompowały na plażach” – powiedział Riz, który poprosił, abyśmy nie podawali jego prawdziwego nazwiska, w wywiadzie dla Express.
„Wszystkie części i narzędzia były na miejscu, ale nie mieliśmy instrukcji ani doświadczenia w składaniu tej rzeczy. Była ręczna pompka, którą wymienialiśmy się, aż do momentu napompowania. Warunki były naprawdę prymitywne”.
Patrząc na 55 osób zgromadzonych na plaży i ponton, myśl, że mogłoby z niego korzystać tak wiele osób, wydawała mu się niemal niemożliwa.
Mimo to, weszli do zimnych, szarych wód i ostrożnie weszli na pokład. Powoli zaczęli sterować statkiem w kierunku, w którym, jak sądzili, leżała Brytania.
Riz kontynuował: „Silnik był naprawdę słaby. Był ekstremalnie wolny. Nie pomagała też ogromna liczba ludzi w środku. Godziny spędzone na pokładzie były męczące i w pewnym momencie pomyślałem, że nie damy rady.
„Na początku możesz powiedzieć: 'Spójrz, wybrzeże Francji jest już blisko, mogę wrócić bezpiecznie do wody’, ale gdy pokonujesz połowę trasy, nagle ze wszystkich stron otacza cię gigantyczna woda i mówisz sobie: 'Co mogę teraz zrobić?’, więc tak, to przerażające, gdy pomyślisz o tym jasno”.
Im bardziej Riz oddalał się od brzegu, tym bardziej zaczął przemyśliwać decyzję o przyjeździe do Wielkiej Brytanii, w przeciwieństwie do innych migrantów, którzy czuli, „lepiej zginąć w falach, niż nie dotrzeć do Wielkiej Brytanii”. Zaczął zdawać sobie sprawę, że ryzykowanie życia, aby dotrzeć do Wielkiej Brytanii, nie było tego warte. Poczuł żal.
Powiedział: „Kiedy jesteś w połowie drogi, na środku morza, myślisz i mówisz sobie: 'Zabierz mnie choćby do piekła, ale stąd mnie uratuj’.
„Instynkt przetrwania włącza się i jedyne o czym myślisz to to, żeby nie utonąć, żeby żyć dalej.”
W miarę jak godziny mijały, a oni sunęli po morzu w ślimaczym tempie, Riz czuł się coraz bardziej wyobcowany, patrząc na morze.
„Woda oczywiście była zimna, pogoda pochmurna, ale bezwietrzna” – wspominał.
„Fale nie były duże, ale ostatecznie była to tylko łódź, a każda fala w ten czy inny sposób nią wstrząsała.
„Uważam, że jestem dobrym pływakiem, ale co można zrobić przy takich temperaturach i na środku morza?
„Gdybym był blisko wybrzeża, byłoby nieco inaczej, mógłbyś się zmotywować. Może mógłbym przepłynąć około jednej mili w takich zimnych wodach, ale nie więcej”.
Po czterech godzinach wyjątkowo powolnej wędrówki Riz dostrzegł łódź brytyjskiej straży granicznej i zamiast martwić się, że zostanie złapany i odesłany, poczuł się po prostu szczęśliwy, widząc statek, który potrafił poradzić sobie z falami.
„Po wszystkich tych kłopotach, przez które przeszliśmy, poczuliśmy ulgę, że zobaczyliśmy przed sobą porządną łódź, przynajmniej będziemy bezpieczni i nie utoniemy w morzu” – powiedział.
„Następnie trzeba przejść przez wszystkie procedury z policją, ale to jest kwestia drugorzędna”.
Gdy teraz wspomina tę podróż, nie sądzi, że mógłby ją powtórzyć.
„Czasami, gdy przypominam sobie chwile, gdy byłem na środku morza, otoczony wodą, z dala od lądu, myślę, że na pewno nie chciałbym tego przeżyć jeszcze raz” – powiedział.
„Udało mi się przez to przebrnąć, ale szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym zrobił to jeszcze raz”.


















