Brytyjski wolontariusz w swojej dziewiątej podróży niosący pomoc Ukraina został ostrzelany przez siły rosyjskie zaledwie 800 metrów od miejsca, w którym dostarczał pomoc na linii frontu.
Pete Masters, 55 lat, był ostatni w Ukraina w marcu, po wyzdrowieniu i spotkaniu z rodziną, udało mu się zebrać wystarczającą ilość środków z darowizn i pracując na trzech etatach, żeby wrócić w ten weekend.
W piątek podróżował pociągiem ze stolicy Kijowa wraz z ukraińskimi żołnierzami, którzy wracali na linię frontu, aby stawić czoła wojskom Putina.
Po dotarciu do celu, którego Express.co.uk nie chce ujawnić ze względów bezpieczeństwa, pan Masters powiedział, że Ukraińcy trzymają się mocno, ale od jego ostatniej podróży ponieśli „dużo strat”.
Powiedział: „Wczoraj (w piątek) byliśmy 800 metrów od Rosjan i byliśmy pod ostrzałem artyleryjskim, byliśmy bardzo, bardzo blisko.
„Miasto, do którego dostarczaliśmy pomoc, miało tylko jedną drogę wjazdową i wyjazdową. Rosjanie wiedzieli, że tam jesteśmy i próbowali zniszczyć drogę, ale mieliśmy inne trasy, którymi mogliśmy pójść.
„Próbowali ruszyć w drogę, gdy my wyjeżdżaliśmy. Czuliśmy żar z płonących zapalników, chciałem zrobić zdjęcie, ale prawie stopiło mi twarz, było tak gorąco.
„Przejeżdżaliśmy przez miasto, w którym z kapelanem i ja zatrzymaliśmy się ostatnim razem, gdy byłem tu na posiłku. Teraz jest to miasto widmo, zbombardowane, z budynkami bez okien. Nie zostało z niego nic.
„Od czasu, kiedy ostatnio tu byłem, poniosłem wiele strat, wiele strat. Jechałem pociągiem z niemieckim żołnierzem, który jechał tu walczyć, a on powiedział, że Niemcy przygotowują się do wojny z Rosja w ciągu najbliższych czterech lat.
„Jeśli to się stanie i rozleje się na NATO, wszyscy będziemy w to zaangażowani, i wszyscy jesteśmy zaangażowani naprawdę teraz”.
Pan Masters powiedział, że jego przyjaciel, kapelan Alexander, był „wyczerpany” wojną, ale nadal dostarczał niezbędną pomoc, którą przekazywał od czasu inwazji Rosjan.
Dodał: „Jego dom został zbombardowany, jego samochód został zbombardowany, jest wolontariuszem i codziennie żyje na linii frontu, ale nadal jest na nogach i cały czas pracuje, nieustannie będąc na linii frontu, mając żonę i małe dziecko w domu.
„Przyjechałem tu pociągiem, który wiózł żołnierzy, mężczyzn i kobiety, z powrotem na linię frontu po tym, jak mieli trochę czasu w Kijowie. Ludzie mnie obejmowali i przytulali, ale było to radosne i smutne, ponieważ wszyscy wracali, żeby walczyć.
„Nikt nie chciał spać w pociągu. Gdy obudziłem się rano, ludzie wciąż rozmawiali i pili, jakby to była ich ostatnia noc na Ziemi.
„To była przyjemność i zaszczyt być wśród nich wszystkich, pomimo tak tragicznych okoliczności. Są grupą braci i sióstr”.
Kiedy zapytano go, dlaczego wrócił, Ukraina tak wiele razy i będąc tak blisko niebezpieczeństwa, pan Masters wyjaśnił, że chciał „pomóc” i że jest to jego powołanie wynikające z wiary chrześcijańskiej.
Kontynuował: „Nie jestem najlepszym chrześcijaninem, ale jestem głęboko wierzący i staram się pomagać wszystkim. Jestem 800 metrów od Rosjan, mógłbym podnieść broń, ale nie chcę tego robić, nie jestem tu, żeby odbierać życie, chcę po prostu pomagać.
„Nie jestem antyrosyjski, jestem proukraiński.
„Ale kiedy byłem w Kijowie, poszedłem na pomnik pełen flag poległych, musiało ich być tysiące, i znalazłem trzy osoby z Wielkiej Brytanii, które znałem”.


















