WKiedy miałem mniej więcej siedem lat, rozwinęła się we mnie ogromna fascynacja – choć podszyta głębokim strachem – książką dla dzieci „Co ludzie robią przez cały dzień?”. przez Richarda Scarry’ego. Byłem jednym z tych płaczliwych, melancholijnych dzieciaków, na które inne dzieci wysyła się, żeby się czepiać, jakby wezwano ich do pełnienia obowiązków ławy przysięgłych. Nie noszę żadnych urazów. Dokuczanie mi było obowiązkiem – jednym z moich stałych zainteresowań był wówczas brzuchomówstwo.

Bałem się, że zostanę sam, bałem się ciemności, bałem się UFO i, co być może najbardziej podstępne, dopadła mnie egzystencjalna panika wynikająca z niewiedzy, co robić. Do ze sobą. Wydawało mi się całkiem możliwe, że w każdej chwili ktoś na mnie spojrzy, zorientuje się, że nie mam pojęcia, jak spędzę swoje dni i na stałe wyśle ​​mnie w niegrzeczny zakątek życia (tzn. zostać księgowym).

Z tego powodu tytuł książki Scarry’ego był jednocześnie przerażająco naładowanym pytaniem („co robić Ty co cały dzień robisz?”) i kojącą obietnicę, że jeśli przeczytam tę książkę, dokładnie zrozumiem, w jaki sposób mam spędzać czas. Co ludzie robią przez cały dzień? to bardziej encyklopedia niż powieść, opisująca życie antropomorficznych mieszkańców Busytown, którzy pracują jako strażacy, budowniczowie, rolnicy i – co dla mnie najbardziej satysfakcjonujące – załatwiają drobne sprawy.

I to było to, zdecydowałem: moje powołanie. Nie jestem strażakiem ani rolnikiem. Nie pracować A stanowisko. Ale do wykonywania wielu drobnych prac. Sprawunki. Zadania. Nie chciałem kariery jako takiej. Chciałem zrobić to, co często robili bohaterowie Scarry’ego: wpadali, żeby przywitać się ze swoimi sąsiadami; poszedłem do centrum handlowego; naprawiono małe przedmioty, które zostały zepsute; pojechał do lekarzy. Chciałem robić te rzeczy ze śmiałością i zapałem, jakie inni ludzie wnieśli do swojej kariery lekarskiej lub prawniczej. Chciałem używać.

To się nie zmieniło. Tak naprawdę, chociaż niestety miałem karierę, moją pasją nadal pozostaje mała praca. Dla mnie idealne życie to takie, w którym mogę się obudzić, przejrzeć w myślach listę zadań – kupić jagody w sklepie, wpaść do znajomego na herbatę, może zrobić obraz, zrealizować receptę z apteki – a potem przeprowadzić się te zadania we własnym tempie, jak mysz w książeczce dla dzieci z plecakiem przerzuconym przez ramię. To o wiele lepsze niż zmierzenie się z tym, kim naprawdę jestem, czyli 33-letnim mężczyzną, który prawdopodobnie nigdy nie będzie właścicielem domu.

Piękno drobnej pracy polega na tym, że jest ona oderwana od kultury „kariery jako poczucia własnej wartości i tożsamości”, którą narzuca nam kapitalizm. Zachęcamy nas do myślenia, że ​​nasza kariera całkowicie nas wyjaśnia – jak często jesteśmy pytani: „Co robisz?” jakby to uczyniło nas zrozumiałymi dla świata. Jednak drobne prace nie są postrzegane jako związane z naszą duszą w ten sposób. Nikt nie wyobraża sobie, że oddając samochód do serwisu wyrażasz całą siebie – co jest zabawne, bo tak naprawdę to robisz.

Mała praca leczy; pozwala nam podzielić nieznośny podmuch naszych dni na zgrabne małe segmenty, przekształcając nasze życie w pomarańcze, które możemy obrać i zjeść kawałek po kawałku. Jestem głęboko przekonana, że ​​każdemu z nas powinniśmy wręczyć brzęczyki, takie jak te, które informują nas, że w pubie są gotowe żetony, i które raz dziennie będą włączać się losowo i dać nam zadanie. Jestem też zdania, że ​​taki program zapewniłby mi większą jasność umysłu i komfort, niż jestem w stanie odpowiednio wytłumaczyć.

pomiń poprzednią promocję w biuletynie

Jestem zdeklarowanym socjalistą – oczywiście, że tak, wczesne zainteresowanie brzuchomówstwem prowadzi tylko w jedną stronę – więc to, za czym opowiadam, nie jest pracą w kapitalizmie. Ta mała praca nie zapewnia żadnego wynagrodzenia finansowego. Ale jest duchowy wynagrodzenie. To są te małe prace, które pozwalają nam wyrazić zarówno naszą niezależność – kiedy wykonujesz małą pracę, to ty rządzisz, to zależy od ciebie, nikt inny nie może pójść na spacer i zabrać tej potłuczonej ramki na zdjęcie, żeby mieć jej szklankę zastąpione – i aby przypomnieć nam o naszym połączeniu z innymi. Wykonujemy drobne prace dla ludzi, a nawet jeśli wykonujemy je dla siebie, wychodzimy w świat, w którym żyją ludzie.

Być może tym, co przyciąga mnie do tej małej pracy, jest to, że jej rytm jest repliką rytmu miłości. Nie jesteśmy zmuszani do wykonywania drobnych prac, tak jak nie jesteśmy zmuszani do kochania konkretnej osoby. Wybieramy. Kochamy na swój sposób, na swój sposób. Być może nie ma większej ekscytacji w życiu niż obudzić się obok osoby, którą kochasz, zwrócić się do niej i zapytać: „Co będziemy dzisiaj robić?” Kiedy wykonujemy małą pracę, budzimy się i zadajemy sobie to samo pytanie. A odpowiedź, pięknie, w obu przypadkach jest taka sama: zrobimy to, co musimy. Że chcemy.

Joseph Earp jest krytykiem, malarzem i powieściopisarzem. Jego książka „Malowanie portretów wszystkich, z którymi się kiedykolwiek spotykałem” ukaże się nakładem Pantera Press w 2025 roku

Source link