Z pewnością nie. Z pewnością Partia Pracy nie znalazła magicznej kuli, która mogłaby zabić Reform UK, jeśli chodzi o kluczową politykę partii powstańczej polegającą na kontrolowaniu imigracji? Zgodnie z planem omawianym w kręgach rządowych wykwalifikowani imigranci mieliby obowiązek szkolić brytyjskich pracowników lub doradzać im w ramach programu „pracuj i nauczaj”. Jest to część planu opracowanego przez zespół doradców Fundacji Dobry Wzrost w ramach raportu Take Back Control.
Sondaż wykazał, że polityka „pracuj i ucz” zmniejsza liczbę wyborców „bardzo zaniepokojonych” imigracją o 18 punktów. Kto wie, czy takie sondaże by się sprawdziły, gdyby taka polityka została wprowadzona w życie, i czy Praful Nargund, dyrektor Fundacji Dobrego Wzrostu, ma rację, mówiąc, że „jest to tak bliskie złotego środka, jak to tylko możliwe dla tego rządu”.
Można uczciwie powiedzieć, że imigracja dotyczy integracji, a nie tylko ekonomii. Japonia i Korea nie zamykają swoich drzwi przed obcymi tylko ze względu na możliwe rachunki za opiekę społeczną lub pomimo faktu, że większa liczba obcokrajowców mogłaby pobudzić ich gospodarki.
Ma to tyle samo wspólnego z poczuciem „my” lub „my”. Cudzoziemcy mogą dołączyć do tej grupy, ale ich liczebność wymaga kontroli i czasu, aby się przespać, w przeciwieństwie do niekończącego się potopu, jaki ma Wielka Brytania i inne kraje zachodnie, gdzie nie widać końca ani czasu na integrację.
Jednym z kluczowych niebezpieczeństw związanych z masową imigracją – jak zauważyłem, dorastając w Luton – jest to, że społeczność imigrantów urośnie na tyle duża, że będzie mogła utworzyć getto.
Być może najnowszy program zachęciłby do integracji i faktycznie wypełniłby kluczowe luki, powiedzmy, w NHS. Ale czy dotyczy to kosztów większej liczby mieszkań, szpitali i szkół? Notatka – migranci i mniejszości też chorują!
Do tego dochodzi kwestia narodowości. Czy migranci szkolący lokalnych mieszkańców naprawdę zachęcą ludzi do stania się jedną wielką szczęśliwą rodziną? Może. Ale wątpię.
Wbrew kłamstwom martwienie się imigracją nie wynika z nienawiści. Czy to nienawiść, gdy Japończycy chcą pozostać Japończykami, Koreańczycy chcą pozostać Koreańczykami, a Chińczycy chcą pozostać Chińczykami?
Ponadto pan Nargund powinien zauważyć fakt, że jego własna grupa demograficzna – Brytyjczycy – odnotowuje gwałtowny wzrost poparcia dla reformy, przy czym wielu z nich przeszło już wiele lat temu z Partii Pracy do Partii Konserwatyści.
Wbrew popularnemu mitowi, nie wszyscy nie-biali ludzie w Wielkiej Brytanii są zagorzałymi lewicowcami. Wielu z nich ma społecznie konserwatywne poglądy i jest tak samo zaniepokojonych imigracją, przestępczością i presją mieszkaniową, jak biali wyborcy.
Dlatego też, nie chcąc naszczać na paradę Fundacji Dobrego Wzrostu, bardzo wątpię, czy migranci szkolący Brytyjczyków – sami w sobie – magicznie zabiją zagrożenie reformą dla Partii Pracy.
Wymagałoby to od Partii Pracy radykalnego zmniejszenia liczby legalnych i nielegalnych imigrantów, masowego wyrzucania nielegalnych imigrantów oraz prawdziwego „rozbijania gangów” i utrzymywania ich w stanie „rozbicia”.
Nie wiem jak Wy, ale ja nie wstrzymuję oddechu!


















