Sekretarz obrony Pete Hegseth twierdzi, że siły amerykańskie zabiły 14 osób w atakach na cztery rzekome łodzie z narkotykami na Pacyfiku.
Powiedział, że jeden z ocalałych został uratowany przez meksykański personel poszukiwawczo-ratowniczy.
Jest to najnowszy z serii ataków na łodzie, które według USA przewożą narkotyki zarówno na Pacyfiku, jak i na Karaibach.
Ostatnie strajki na wschodnim Pacyfiku, które według Hegseth miały miejsce w poniedziałek na polecenie prezydenta Donalda Trumpa, oznaczają eskalację tego, co według niego jest kampanią wymierzoną w handlarzy narkotykami.
W strajkach zginęło co najmniej 51 osób, co doprowadziło do eskalacji napięć między USA a rządami Kolumbii i Wenezueli.
Większość z nich miała miejsce u wybrzeży Ameryki Południowej, na Karaibach, ale ostatnio przeprowadzono także strajki na Oceanie Spokojnym.
Amerykańskie strajki spotkały się z potępieniem w regionie, a eksperci kwestionują ich legalność. Członkowie Kongresu USA, zarówno Demokraci, jak i Republikanie, również wyrazili obawy i kwestionowali uprawnienia prezydenta do wydawania im poleceń.
W oświadczeniu dla X Hegseth powiedział, że cztery statki uderzone w poniedziałek „były znane naszemu aparatowi wywiadowczemu, gdyż przemieszczały się znanymi szlakami przemytu narkotyków i przewożyły narkotyki”.
Hegseth dodał, że w pierwszym ataku zginęło ośmiu „narkoterrorystów”. W dwóch kolejnych atakach zginęło czterech i trzech.
Jedna osoba przeżyła strajki. Według Hegsetha meksykańskie władze poszukiwawczo-ratownicze „zaakceptowały sprawę i przejęły odpowiedzialność za koordynację akcji ratowniczej”.
Nie jest jasne, w jakim stanie jest ocalały ani gdzie obecnie przebywa.
„Departament spędził ponad dwie dekady na obronie innych ojczyzn” – napisał Hegseth. „Teraz bronimy swoich”.


















