Laurę BickerKorespondent z Chin
Donald Trump wyszedł ze spotkania z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem pełen bombastycznego optymizmu.
Nazwał to „wielkim sukcesem” i ocenił na 12 w skali od 1 do 10. Chiny były mniej entuzjastyczne. Wstępne oświadczenie Pekinu brzmi jak instrukcja obsługi, a Xi nalega, aby zespoły po obu stronach „jak najszybciej podjęły dalsze działania”.
Trumpowi zależy na porozumieniu, które może nastąpić „wkrótce”, podczas gdy Pekin, jak się wydaje, chce kontynuować rozmowy, ponieważ gra długoterminowo.
W drugim chińskim oświadczeniu pojawiło się bardziej szczegółowe oświadczenie, w którym powtórzono słowa Trumpa na pokładzie Air Force One.
Między innymi USA obniżyłyby cła na chiński import, a Chiny zawiesiłyby kontrole eksportu pierwiastków ziem rzadkich, kluczowych minerałów, bez których nie można produkować smartfonów, samochodów elektrycznych i, co być może, co ważniejsze, sprzętu wojskowego.
Nie osiągnięto jeszcze porozumienia, a negocjatorzy po obu stronach już od miesięcy rozmawiają o dopracowaniu szczegółów. Jednak czwartkowe porozumienie nadal jest przełomem.
Utrzymuje to, co stało się trudne relacje między dwiema największymi gospodarkami świata, i zapewnia bezpieczeństwo na rynkach światowych.
Ale to tylko tymczasowy rozejm. Nie rozwiązuje to różnic leżących u podstaw tak konkurencyjnej relacji.
„Stany Zjednoczone i Chiny idą w różnych kierunkach” – mówi Kelly Ann Shaw, która była doradcą ekonomicznym prezydenta Trumpa podczas jego pierwszej kadencji.
„Tak naprawdę chodzi o zarządzanie rozstaniem w sposób, który wyrządza ograniczone szkody, chroni interesy USA i, jak sądzę, z perspektywy Chin, chroni ich własne interesy. Jednak nie jest to relacja, która koniecznie ulegnie radykalnej poprawie w najbliższym czasie”.
„Walcz, ale nie załamuj się”
Zawarcie porozumienia z Donaldem Trumpem jest sztuką.
Wiąże się to z pochlebstwami, a większość krajów tego próbowała, m.in. podczas swojej dotychczasowej podróży do Azji. Korea Południowa obdarzyła go ogromną złotą koroną, a premier Japonii nominował go do Pokojowej Nagrody Nobla.
Jednak chiński przywódca zaproponował jedynie spotkanie w południowokoreańskiej bazie lotniczej, gdzie ścieżki jego i Trumpa skrzyżowały się – jeden przyleciał do kraju, a drugi odleciał.
Nie wydawało się to odbiegające od ostrożnej, ale wyzywającej reakcji Chin od początku wojny handlowej Trumpa. Zaledwie kilka dni po tym, jak amerykański prezydent podniósł cła na chińskie towary, Pekin wziął odwet, wprowadzając własne cła.
Chińscy urzędnicy powiedzieli światu, że w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców. Podobnie jak Trump, Xi również wierzył, że ma przewagę i wydawało się, że ma plan.
Postanowił wykorzystać siłę gospodarczą kraju – jako światowej fabryki, jako ogromnego rynku zbytu dla swoich towarów – do odparcia.
W przeciwieństwie do Trumpa nie musi się on martwić wyborami ani zmartwioną bazą wyborczą.
Nie oznacza to, że Xi nie podlega żadnej presji – z pewnością ją odczuwa. Potrzebuje chińskiej gospodarki, aby się rozwijać oraz tworzyć miejsca pracy i bogactwo, aby władza Komunistycznej Partii Chin nie była zagrożona przez niestabilność i niezadowolenie.
Obrazy Getty’egoA jednak pomimo obecnych wyzwań stojących przed krajem – kryzysu na rynku nieruchomości, wysokiego bezrobocia wśród młodych ludzi i słabych wydatków konsumenckich – Chiny pokazały, że są skłonne znieść ból związany z cłami Trumpa.
Pekin będzie „walczył do samego końca” – brzmiały komunikaty różnych ministerstw.
„Główną zasadą Chin jest walcz, ale się nie załamuj” – mówi Keyu Jin, autor książki The New China Playbook.
„I doszło do eskalacji, która doprowadziła do deeskalacji, co jest bardzo nową taktyką”.
Xi miał plan
Oznacza to, że Chiny uderzyły Trumpa tam, gdzie zabolało. Po raz pierwszy ograniczono eksport metali ziem rzadkich do Stanów Zjednoczonych, a Chiny przetwarzają około 90% metali ziem rzadkich na świecie.
„Niusień często pomijany w debacie na temat pierwiastków ziem rzadkich polega na tym, że Chiny zajmują przeważającą pozycję w najbardziej strategicznym fragmencie łańcucha dostaw pierwiastków ziem rzadkich: ciężkich pierwiastkach ziem rzadkich wykorzystywanych w zaawansowanych systemach obronnych” – mówi Jason Bedford, ekspert makroekonomii i analityk inwestycyjny.
„Ta przewaga jest znacznie trudniejsza do usunięcia niż w przypadku innych części przemysłu metali ziem rzadkich”.
Zatem nakłonienie Chin do złagodzenia kontroli eksportu stało się priorytetem dla Waszyngtonu – i to był kluczowy element dźwigni dla Xi, gdy usiadł z Trumpem.
Chiny przestały także kupować amerykańską soję, która była skierowana do rolników w stanach republikańskich – bazie Trumpa.
Z raportów z tego tygodnia wynika, że Pekin ponownie zaczął już kupować soję z USA.
„Jeśli Stany Zjednoczone myślą, że mogą zdominować Chiny, mogą je stłumić, to moim zdaniem okazało się, że się mylą” – mówi pani Jin.
„To naprawdę sygnalizuje światu, zwłaszcza Stanom Zjednoczonym, że Chiny należy szanować, aby nie kłaniały się ani nie dawały zbyt wielu ustępstw politycznych lub gospodarczych”.
Obrazy Getty’egoZespół Trumpa miał do czynienia z silniejszymi Chinami w porównaniu z jego pierwszą kadencją. Pekin też wyciągnął wnioski.
Ostatnie cztery lata spędził na poszukiwaniu nowych partnerów handlowych i mniejszym uzależnieniu od amerykańskiego eksportu – prawie jedna piąta chińskiego eksportu trafiała kiedyś do USA, ale w pierwszej połowie tego roku odsetek ten spadł do 11%.
Xi pojawił się w Korei Południowej, po oficjalnym potwierdzeniu spotkania z Trumpem zaledwie dzień wcześniej, aby wziąć udział w teatrze politycznym, który zdawał się podkreślać pozycję siły.
Jak zwykle stanął przed Trumpem podczas uścisku dłoni. Stał, nie mrugając, podczas gdy Trump pochylił się i szepnął mu do ucha – taki moment ad lib, którego Chiny nie znoszą.
Pod koniec spotkania Trump zaprowadził Xi do czekającego na niego samochodu, gdzie chiński przywódca został natychmiast otoczony przez swój zespół ochrony. Prezydent USA był wówczas zmuszony oddalić się od kamery i sam odnaleźć swój pojazd.
A jednak można wyciągnąć wiele pozytywów ze szczytu supermocarstw, który będzie pierwszym w ramach drugiej kadencji Trumpa.
„Chiny chcą być na pozycji siły, jeśli chodzi o negocjacje, ale nie zerwie to stosunków, ponieważ nie leży to w niczyim interesie, w tym Chin”, mówi pani Jin.
Na początek przedsiębiorstwa, rynki i inne kraje uwięzione pomiędzy rywalami z radością powitają spokój. Ale obserwatorzy nie są pewni, czy to potrwa.
„Myślę, że w perspektywie średnio- i długoterminowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami istnieją bardzo poważne różnice i nie zdziwiłabym się, gdyby w ciągu najbliższych trzech do sześciu miesięcy doszło do większej destabilizacji” – mówi pani Shaw.
Czy Trump osiągnął lepszą i lepszą umowę z Chinami, jakiej zawsze chciał? Jeszcze nie.
Nawet jeśli uda mu się osiągnąć porozumienie i obie strony wylają atrament na papier, Pekin pokazał, że nie chce uginać się przed Waszyngtonem i że jest bardziej odporny.
Rywalizacja między obiema stronami prawdopodobnie będzie kontynuowana, jeśli w ogóle uda się osiągnąć porozumienie.


















