Iran obiecał wczoraj bronić się przed jakimkolwiek zagrożeniem z zagranicy po tym, jak prezydent USA Donald Trump powiedział, że „obejrzy i zobaczy” działania wojskowe w związku z stłumieniem protestów.
Irański sądownictwo stwierdził, że protestujący, którego obawiały się Stany Zjednoczone i grupy praw człowieka, groziła nieuchronna egzekucja, nie zostanie skazany na śmierć po tym, jak Trump ostrzegł przed strajkami w przypadku śmierci osób aresztowanych za demonstracje.
Protesty zostały wywołane problemami gospodarczymi, ale szybko przekształciły się w ruch o zasięgu ogólnokrajowym, który stanowi największe zagrożenie dla republiki islamskiej od jej powstania w 1979 r.
Organizacje praw człowieka twierdzą, że w wyniku stłumienia działań władz, które wykazują zerową tolerancję dla sprzeciwu, zginęło co najmniej 3428 osób. Oskarżają także teokratycznych przywódców kraju o wykorzystywanie przerw w dostępie do Internetu w celu ukrycia brutalności swoich represji.

Wczoraj podczas rozmów telefonicznych minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi powiedział saudyjskiemu odpowiednikowi Faisalowi bin Farhanowi o znaczeniu „globalnego potępienia zagranicznej ingerencji w wewnętrzne sprawy krajów regionalnych”.
Powtórzył także, że Iran będzie się bronił „przed jakimkolwiek zagranicznym zagrożeniem”.
Wydarzenia te nastąpiły na kilka godzin przed wczorajszym posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Iranu, na który zwróciły się Stany Zjednoczone.
W środę Arabia Saudyjska poinformowała Iran, że nie pozwoli na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej ani terytorium do ataku, podają AFP dwa źródła bliskie rządowi królestwa.
Do środy Stany Zjednoczone groziły podjęciem działań wojskowych przeciwko Iranowi, jeśli ten wykona karę śmierci wobec osób aresztowanych w związku z protestami.
W oświadczeniu wygłoszonym w Białym Domu Trump oświadczył, że otrzymał zapewnienia z „bardzo ważnych źródeł po drugiej stronie”, że egzekucje nie zostaną przeprowadzone.
„Powiedzieli, że zabójstwa ustały i egzekucje nie zostaną przeprowadzone – dzisiaj miało odbyć się wiele egzekucji, ale egzekucje się nie odbędą – i przekonamy się o tym” – powiedział Trump.
Zapytany przez reportera AFP w Gabinecie Owalnym, czy podjęcie działań wojskowych przez USA nie wchodzi już w grę, Trump nie wykluczył jednak możliwych działań wojskowych USA. „Będziemy to obserwować i zobaczymy, jaki będzie proces”.
W oddzielnych komentarzach Trump powiedział agencji Reuters w ekskluzywnym wywiadzie, że irański opozycjonista Reza Pahlavi „wydaje się bardzo miły”, ale wyraził niepewność co do tego, czy Pahlavi będzie w stanie zgromadzić poparcie w Iranie, aby ostatecznie przejąć władzę.
Wszystkie oczy były zwrócone na 26-letniego protestującego Erfana Soltaniego, który od czasu aresztowania przebywa w więzieniu w Karaj pod Teheranem, któremu postawiono zarzuty propagandy przeciwko irańskiemu systemowi islamskiemu i działania przeciwko bezpieczeństwu narodowemu.
Wczoraj irański wymiar sprawiedliwości stwierdził, że Soltani „nie został skazany na śmierć” i jeśli zostanie skazany, „karą, zgodnie z prawem, będzie pozbawienie wolności, ponieważ kara śmierci nie istnieje za takie zarzuty”.
Szef irańskiego wymiaru sprawiedliwości zapowiedział przyspieszone procesy dla aresztowanych, a prokuratorzy powiedzieli, że niektórym zatrzymanym zostaną postawione zarzuty śmierci za „prowadzenie wojny z Bogiem”.
Media państwowe doniosły o setkach aresztowań i przetrzymywaniu cudzoziemca za szpiegostwo, nie podając szczegółów.
W wywiadzie dla amerykańskiej sieci Fox News Araghchi powiedział, że „nie będzie powieszania ani dziś, ani jutro”, jednocześnie oskarżając sojusznika USA, Izrael o organizowanie przemocy w Iranie, bez przedstawienia dowodów.
Araghchi twierdzi, że protesty przekształciły się w powszechną przemoc między 7 a 10 stycznia, ponieważ infiltrowały je „elementy zewnętrzne, które miały plan spowodowania dużej liczby zabójstw, aby sprowokować prezydenta Trumpa do przystąpienia do tego konfliktu i rozpoczęcia nowej wojny z Iranem”.
Powiedział, że irański rząd „ma pełną kontrolę” i poinformował, że po, jak to określił, trzech dniach „operacji terrorystycznej” zapanowała „spokój”.
Amerykański Instytut Studiów nad Wojną, który monitorował aktywność protestacyjną w związku z zawieszeniem działalności, podał, że w środę odnotował „zero protestów”.
Gdy napięcie nieco opadło, Iran wczoraj ponownie otworzył swoją przestrzeń powietrzną po prawie pięciogodzinnym zamknięciu.
Jednak według doniesień europejskie linie lotnicze w dalszym ciągu unikają lotów nad Iranem. Jak podał Reuters, powołując się na informacje dotyczące śledzenia lotów, linie lotnicze również unikały lotów nad sąsiednim Irakiem strony internetowe.
W podzielonej irańskiej opozycji Pahlavi, przebywający w USA syn ostatniego szacha Iranu, wyłonił się podczas zamieszek jako znaczący głos.
Wczoraj w poście na portalu X nakreślił swoją wizję tego, co określa jako „wolny Iran”, w uwagach, które wydają się wskazywać na przyszłą rolę przywódczą. Pahlavi powiedział, że Iran zakończy swój nuklearny program wojskowy i natychmiast wstrzyma wsparcie dla grup zbrojnych za granicą.
Napięcia wzmogły się w środę, gdy Iran oświadczył, że ostrzegł sąsiadów, że w przypadku amerykańskich ataków uderzy w amerykańskie bazy w regionie, a amerykański urzędnik poinformował, że Stany Zjednoczone wycofują część personelu z baz w regionie. Kilku zachodnich urzędników stwierdziło, że interwencja wojskowa USA może być nieunikniona.
Amerykańskie media podały, że w związku z kampanią nacisków administracji Trumpa na Wenezuelę nie ma obecnie żadnych amerykańskich lotniskowców rozmieszczonych na Bliskim Wschodzie ani w Europie. Według amerykańskiej sieci kablowej NewsNation Pentagon nakazał grupie uderzeniowej USS Abraham Lincoln udać się z południowych Chin na Bliski Wschód.
Pomimo możliwej deeskalacji w regionie nadal szalały obawy przed możliwymi działaniami wojskowymi Stanów Zjednoczonych, a Turcja oświadczyła wczoraj, że sprzeciwia się operacji wojskowej przeciwko Iranowi.
Jak poinformowało ministerstwo spraw zagranicznych Pekinu, najwyższy chiński dyplomata Wang Yi powiedział swojemu irańskiemu odpowiednikowi, że Pekin sprzeciwia się „użyciu siły lub groźbie użycia siły w stosunkach międzynarodowych”.


















