W ubiegły weekend, gdy świat zastanawiał się, czy Donald Trump podbije Grenlandię, Keira Starmera dokonał własnej dużej interwencji geograficznej: opublikował mapę, na której gminy naprawiały dziury.

Tak, dziury. Tak, mapa. Zaledwie 18 miesięcy od objęcia urzędu, tuż przed kluczowymi wyborami i jego partią pozostając w tyle obdarci żołnierze Nigela Farage’a, a nawet Kemi Badenoch, tak Team Starmer rozpoczął rok 2026. Aby być uczciwym, jak mówią młodzi ludzie, mapa jest oznaczona kolorami.

Potem premier był twardy. Zachęcony przez wściekłość na Grokausługa sztucznej inteligencji, która pełni także funkcję fabryki porno dziecięcegroził X Elona Muska utratą „prawa do samoregulacji”. Nr 10 niewątpliwie uważa tę rozmowę za walkę, ale nikt nie nazwałby tego działaniem. W tym celu spójrz na inne kraje, które po prostu poszły dalej i zawieszony X.

W tym tygodniu dziesiątki tysięcy rodzin, szkół, pubów i restauracji w hrabstwach Kent i Sussex nie mieli wody. Po raz drugi tej zimy firma South East Water pozbawiła klientów jednego z artykułów niezbędnych do życia. Porażka firmy jest tak rażąca, że ​​parlamentarzyści torysów – prawdziwi błękitni, leseferyjni i kochający korsarzy dzieciaki Thatcher – żądają odejścia jej szefa, podczas gdy Liberalni Demokraci Eda Davey’a chce skonfiskowania licencji. Jak zatem zareagował Starmer? Ogłaszając fiasko – poczekaj na to – „całkowicie nie do przyjęcia„To im mówi!

To nie jest kolejny felieton w gazecie na temat zwolnienia naszego premiera, bo takie teksty same w sobie są zbędne. Od pierwszego dnia opinia publiczna znacznie wyprzedziła większość prasy, a poza tym, kiedy tanie sklepy biją kartki świąteczne przeciwko Starmerowi, wiadomo, że w grudniu przyszłego roku Downing Street będzie miało nowego mieszkańca.

Nie mam też zamiaru wychwalać Donalda Trumpaktóry jest, jak już wspomniałem wcześniej, nic nie wiedzącym, próżnym tyranem, który chce wywrzeć co się da dla siebie, swojej rodziny i fundatorów. Jednak ten ekstremistyczny prawicowiec daje lewicy głęboką lekcję. Pokazuje nam, że władza polityczna naprawdę może mieć znaczenie, pod warunkiem, że jest sprawowana w sposób jasny i celowy.

Dzień po dniu najbardziej antyrządowy prezydent od czasów Ronalda Reagana demonstruje, do czego służy rząd. I zgadnij co? Okazuje się, że celem kierowania krajem nie jest zlecanie trudnych decyzji Ofcomowi lub Ofwatowi. Nie po to, żeby ogłosić kolejną pozornie niezbędną politykę, po której nastąpi kolejny zwrot. Nie po to, żeby zbierać materiały dla beksi, piszącej o tym, jak niektórzy twardzieli z Whitehall (przepraszam, mam na myśli „stała klasa polityczna”) wyśmiał wielkość waszej większości, zanim wzmocnił ją swoim nowym, błyszczącym mandatem.

Mniej więcej w ciągu ostatniej dekady, gdy polityka w Wielkiej Brytanii, USA i innych krajach stała się coraz bardziej reakcyjna, lewicowcy szukali pomysłów u swoich odpowiedników na prawicy. Następnie piszą wątki, felietony lub całe artykuły o tym, jak postępowcy muszą nauczyć się TikToka, obciąć zasiłki socjalne lub być nieco rasistowscy. Wniosek, jaki wyciągam, jest raczej bardziej podstawowy: centrolewicy przydałoby się przypomnieć sobie, po co jest polityka.

Ponieważ dla Trumpa zmiana to nie tylko słowo, które wrzuca się na okładkę manifestu. Nagina do swojej woli zarówno Stany Zjednoczone, jak i świat, podczas gdy centrolewica, czy to w Waszyngtonie, czy dalej, ze złością uderza w duży znak z napisem „ZASADY”.

Po żołnierzach Trumpa nielegalnie porwany zagraniczny przywódca, jak poradził sobie najwyższy rangą Demokrata w Izbie Reprezentantów, Hakeem Jeffries, protest? „Administracja Trumpa nie zwróciła się do Kongresu o zgodę na użycie siły militarnej i nie powiadomiła odpowiednio Kongresu przed operacją w Wenezueli”. Bardziej podstawowi z nas mogą martwić się moralnością lub konsekwencjami; wyrafinowani ludzie, tacy jak Jeffries, wiedzą, że liczy się proces.

Tę samą dynamikę można dostrzec w atakach Trumpa na Jerome’a Powella, szefa amerykańskiego banku centralnego. Prezydent od dawna atakował swojego bankiera centralnego, nazywając go „głupkiem”. nie obniżając stóp procentowych szybciej; teraz jego rząd prowadzi dochodzenie w sprawie rosnących kosztów renowacji siedziby Rezerwy Federalnej. Ta małostkowość jest raczej męcząca i bardzo nędzna – w każdym razie Powell ma ustąpić ze stanowiska w maju tego roku, podczas gdy inna członkini Fed, Lisa Cook, została już postawiona w stan oskarżenia pod zarzutem, który wygląda na równie bezpodstawne. Mimo to przed trudnymi okresami śródokresowymi i mając darczyńców na Wall Street i Dolinie Krzemowej pogrążonych w długach, zdaniem Trumpa ma sens taranowanie polityki pieniężnej. Jednak komentatorzy centrolewicowi nie wskazują, w jaki sposób taki autorytaryzm jest wykorzystywany do wzmocnienia i wzbogacenia niepopularnego prezydenta i jego dworu. Zamiast tego żartują o szkodach wyrządzonych niezależnej bankowości centralnej.

Dobre pytanie, kiedy postępowcy popadli w taką neoliberalną próżność – moglibyśmy zacząć od Billa Clintona, Tony’ego Blaira i Gerharda Schrödera, którzy wzywali swoje osłabione miasta przemysłowe do eutanazji dla dobra globalizacji. Ale zniszczyło ich bazę wyborców, pozostawiając ich główne źródło legitymizacji jako ekspertyzę w zbiorze przepisów. Tak więc, podczas gdy Trump krytykuje Fed i stawia czoła każdej burzy na rynku obligacji, Starmer i jego zastępczyni Rachel Reeves podają rynek obligacji jako główny powód utrzymania miejsc pracy.

Kiedy Andy Burnham potępił podporządkowanie swojej partii rynkom finansowym kilka miesięcy temubył wyśmiewany przez przywódców Partii Pracy. Choć jego uwagi mogły być pozbawione niuansów, opierały się na zdrowym rozsądku ekonomicznym i politycznym. Partia Pracy nie może rządzić przeciwko własnemu narodowi i oczekiwać, że utrzyma się przy władzy. Kanclerz nie może wymyślać dla siebie sztywnych zasad, a potem powoływać się na nie jako powód inercji. Kwestionowanie niewybieralnej władzy Banku Anglii i Urzędu Odpowiedzialności Budżetowej nie powinno być pozostawione wyłącznie takiemu ryzykantowi jak Farage. Rządzenie poprzez burzenie piłki – a la Trump – nie jest rozwiązaniem, ale nie jest też przewodzeniem upadającemu status quo.

Niezależnie od tego, jak mocno uderza w stół w sprawie „dostawy”, radykalizm nie jest w programie Starmera. Nigdy tak nie było. On i jego mali ludzie traktują politykę jak grę, w której instrukcje są przekazywane od innych, a stawka jest żałośnie niska: usunięcie kilku irytujących lewaków, kilka dobrze płatnych i godnych podziwu karier. Rząd w rękach tych pretendentów opiera się na siatkach, anonimowych odprawach i „posiadaniu obu stron przy stole”. No i oczywiście dziury: piękne, trójkolorowe mapy usiane dziurami.

Przez cały ten czas wyborcy w Wielkiej Brytanii, dla których system nie działa, patrzą na innych przywódców i inne ideologie, w których polityka jest sposobem na działanie i uzyskiwanie wyników. Niezależnie od tego, jak bardzo ubolewacie nad Trumpem i Farage’em, odpowiedzią na ich działania nie jest wzruszanie ramionami. To działać.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj