Kiedy ogłoszono to cztery miesiące temu, idea Rady Pokoju wydawała się całkowicie powiązana z przyszłością Gazy.
Od tego czasu wszystko się zmieniło.
Teraz, tablica nabrał szerszego spojrzenia.
Być może zawsze tak było zaplanowane, ale w Davos jego ambicje stały się bardziej jawne, zakres znacznie szerszy, a tempo bardziej naglące.
Wiadomość: tak, Gazaale także tak, wszystko inne.
W Gazie, macki Atut plan pokojowy z pewnością się rozprzestrzenia.
Gdy członkowie zarządu zebrali się po raz pierwszy, Jareda Kushnerazięć, który pełni także funkcję wędrownego dyplomaty Trumpa zawierającego umowy, wygłosił krótką prezentację w programie PowerPoint, w której przedstawił swoją wizję przeprojektowania Gazy i ponownego przemyślenia jej jako raju gospodarki wolnorynkowej.
Jego przesłanie było dość oczywiste – że Gazy nie należy uważać za strefę wojny, ale jako szansę inwestycyjną i szansę na nowy model gospodarczy.
Zamiast pozwalać ludziom żyć dzięki pomocy, powiedział, świat powinien stworzyć Gazę napędzaną inwestycjami i przedsiębiorczością.
Ambicje wydawały się ogromne, ale też wydawały się miażdżącym kontrastem z rzeczywistością, w której ogromna liczba ludzi śpi w podartych namiotach pośród stert gruzu, których uprzątnięcie zajmie lata.
Jedną rzeczą jest mówienie o powszechnym przebudzeniu, a drugą jego zapewnienie.
Czy zatem cyniczne jest sugerowanie, że dzieło zrodzone w wyniku wojny na Bliskim Wschodzie powinno być teraz postrzegane jako pretendent do Organizacji Narodów Zjednoczonych?
Szczerze mówiąc, prawdopodobnie nie.
Czy ktoś kiedykolwiek zdobył punkt, nie doceniając ambicji amerykańskiego prezydenta?
Po pierwsze, ONZ nie jest najpopularniejszą organizacją na świecie.
Pomimo swoich aspiracji i humanitarnych poglądów, znalazła się na niekończącej się liście krytyków oskarżających ONZ o wszystko, od zinstytucjonalizowanych uprzedzeń po masową korupcję.
Izrael, który w szczególności odnosi się do niego z pogardą, rozpoczął w tym tygodniu prace nad wyburzeniem siedziby UNRWA w Jerozolimie, agencji ONZ założonej w celu wspierania uchodźców palestyńskich, których Izrael wielokrotnie oskarżał o umożliwienie Hamasowi.
ONZ z kolei odrzuciła tę krytykę i określiła rozbiórkę jako „bezprecedensowy atak”.
Izrael dołączy do tej nowej rady.
Niejeden izraelski urzędnik powiedział mi, że woleliby mieć do czynienia z Białym Domem niż z ONZ, niezależnie od tego, jak kapryśna może być administracja amerykańska.
Oczywiście na całym świecie jest niezliczona ilość innych osób, które staną w obronie ONZ.
Ale nawet sam przywódca organizacji przyznaje, że walczy ona o utrzymanie dominującej pozycji w światowej dyplomacji.
Rada Pokoju w najbliższym czasie nie uzurpuje sobie prawa do ONZ.
Tak naprawdę istnieje bardzo duża szansa, że nigdy czegoś takiego nie zrobi, zwłaszcza jeśli Europa nadal będzie traktowana z pogardą.
Przeczytaj więcej:
Kto jest w Radzie Pokoju Trumpa, a kto powiedział „nie”.
Czy wyłania się nowy świat „bez zasad”?
Ale to wyzwanie i symbol tego, jak na naszych oczach zmienia się porządek świata.
Ameryka, przez tak długi czas samozwańczy przywódca i policjant wolnego świata, zakłada teraz własny gang.
Na razie Rada Pokoju jest w dużej mierze zarezerwowana dla przyjaciół Trumpa i tych, którzy chcą być jego przyjaciółmi.
Jest przecież prezesem dożywotnim i ma też prawo wyznaczyć swojego następcę.
Nie można się domyślić, co by się stało, gdyby Ameryka wybrała prezydenta Demokratów w 2028 roku.
Gdyby jednak teraz do zarządu dołączyła Rosja, Indie, Chiny lub wszystkie, wówczas dynamika uległaby zmianie.
Nagle ta tablica może mieć ogromne przyciąganie grawitacyjne i moc, jak loża masońska z bronią nuklearną.
Żyjemy w czasach bezprecedensowej dyplomacji i nieprzewidywalnych wyników.
A dla wielu jest to niewygodne.


















