Grenlandia i Dania utworzyły zjednoczony front, aby stawić czoła prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi, na chwilę odkładając na bok burzliwą historię między nimi.
Wyspę Arktyczną, przez trzy stulecia duńską kolonią, nadal łączą skomplikowane stosunki z Danią, która obecnie rządzi nią jako autonomicznym terytorium.
Wszystkie główne partie polityczne Grenlandii pragną niepodległości, ale nie zgadzają się co do tego, jak dokładnie to osiągnąć. Zamysły Trumpa dotyczące wyspy doprowadziły do utworzenia w marcu ubiegłego roku rządu koalicyjnego.
W zeszłym tygodniu przywódcy Grenlandii dali jasno do zrozumienia, że nie są zainteresowani próbą przejęcia przez Trumpa ogromnej wyspy – pomysł ten mocno forsował, zanim wycofał się w środę po osiągnięciu, jak to określił, ramowego porozumienia w sprawie bezpieczeństwa Arktyki z sekretarzem generalnym NATO.
„Grenlandczycy w dalszym ciągu mają wiele skarg dotyczących braku zdolności Danii do ponownego rozważenia swojej kolonialnej przeszłości” – powiedział Ulrik Pram Gad, badacz z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych (DIIS).
„Ale naciski Trumpa skłoniły zdecydowaną większość politycznego spektrum tworzącego (Grenlandii) rząd koalicyjny do odłożenia na razie przygotowań do niepodległości – zawsze projektu długoterminowego –” – powiedział AFP.
„Wyraźne wsparcie europejskie ułatwiło to w tym sensie, że stosunki z Danią wydają się znacznie mniej klaustrofobiczne, gdy przyłączają się do nich inni” – dodał.
Chociaż główne partie Grenlandii różnią się co do sposobu osiągnięcia niepodległości, rosnąca presja USA skłoniła je w marcu 2025 r. do odłożenia różnic na bok i utworzenia koalicji.
W opozycji pozostała jedynie partia Naleraq, która chce szybkiej drogi do niepodległości.
W szczytowym momencie kryzysu premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen dał jasno do zrozumienia, że gdyby rząd musiał wybierać między Stanami Zjednoczonymi a Danią, wybrałby Danię.
Kolonialna przeszłość
Rozmowa Trumpa na temat porozumienia ramowego wynegocjowanego z szefem NATO Markiem Rutte skłoniła Danię i Grenlandię do powtórzenia, że tylko one mogą podejmować dotyczące ich decyzje.
W ciągu ostatniego miesiąca dyplomatycznych rozmów Grenlandia i Dania przedstawiły zjednoczony front, mówiąc jednym głosem.
14 stycznia minister spraw zagranicznych Grenlandii Vivian Motzfeldt przebywała w Waszyngtonie wraz ze swoim duńskim odpowiednikiem Larsem Lokke Rasmussenem na rozmowach z wiceprezydentem USA JD Vance’em i sekretarzem stanu Marco Rubio.
W poniedziałek była w Brukseli na rozmowach z Rutte, tym razem z ministrem obrony Danii Troelsem Lundem Poulsenem.
Ale ta jedność ukrywa blizny ich kolonialnej przeszłości.
Grenlandia była kolonią duńską od początku XVIII wieku. W 1953 r. stało się terytorium duńskim i stanowiło pełną część Danii, a w 1979 r. stało się terytorium autonomicznym, a status ten wzmocniono w 2009 r.
„To długa historia. Przechodziła przez różne etapy” – powiedziała Astrid Andersen, specjalistka ds. stosunków duńsko-grenlandzkich w Duńskim Instytucie Studiów Międzynarodowych.
„Wszelkie stosunki kolonialne są kwestią dominacji i doszło do pewnych niesprawiedliwości”.
Przymusowa sterylizacja
Do tych niesprawiedliwości należy eksperyment społeczny z 1951 r., w którym 22 dzieci Eskimosów siłą oddzielono od rodzin i zakazano im mówienia po grenlandzku, co było częścią próby stworzenia duńskojęzycznej elity.
W 2021 r. sześciu wciąż żyjącym osobom przyznano odszkodowanie w wysokości 250 000 koron (33 500 euro).
Kolejnym ciemnym rozdziałem były wysiłki Danii podejmowane od lat 60. XX wieku i przez trzydzieści lat później, mające na celu zmniejszenie wskaźnika urodzeń na Grenlandii.
Kilku tysiącom kobiet i nastolatków – co najmniej 4000 – założono wkładkę wewnątrzmaciczną bez ich zgody, aby uniemożliwić im zajście w ciążę.
Premier Mette Frederiksen przeprosiła zainteresowane kobiety – z których prawie połowa nie mogła mieć dzieci – i trwa procedura odszkodowawcza.
Duńskie służby socjalne wykorzystały nawet kontrowersyjne testy psychologiczne, aby – ich zdaniem – ocenić, czy matki z Grenlandii nadają się na rodziców.
Badanie przeprowadzone w 2022 r. wykazało, że w metropolii Danii dzieci urodzone w rodzinach grenlandzkich były od pięciu do siedmiu razy bardziej narażone na ryzyko umieszczenia w domach dziecka niż dzieci urodzone w rodzinach duńskich.
Stosowanie takich testów zaprzestano dopiero w ubiegłym roku.
Niedawna debata na ten temat została na razie odłożona na bok, stwierdził Andersen.
„W tej chwili myślę, że panuje ogólna zgoda, z kilkoma wyjątkami, co do tego, że wspólnym przeciwnikiem jest obecnie Trump i w pewnym sensie musimy jakoś wspólnie stawić czoła temu problemowi”.

















