Australia ma najwyższy odsetek migrantów w anglosferze, a dane ONZ pokazują, że prawie co trzeci mieszkaniec kraju urodził się za granicą – ta zmiana demograficzna plasuje ten kraj wśród społeczeństw krajów rozwiniętych o największym nasileniu imigracji.
Ponad 7,1 miliona osób urodzonych za granicą nazywa obecnie Australię swoim domem, co wyprzedzi Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone i Kanada mierząc udziałem w populacji.
Tylko kilka mniejszych krajów europejskich przekracza odsetek migrantów w Australii, a większość z nich to rzadkie przypadki, których przyczyną jest położenie geograficzne, zapotrzebowanie na siłę roboczą lub mała wielkość populacji.
Globalna migracja w liczbach
Organizacja Narodów Zjednoczonych dane z 2024 r. dają surowy obraz globalnego ruchu, w którym 304 miliony ludzi – czyli 3,07% światowej populacji – mieszka poza krajem urodzenia.
W Stanach Zjednoczonych znajduje się największa populacja osób urodzonych za granicą – 52 miliony Niemcy (17,8 mln), Arabia Saudyjska (13,7 mln), Francja (13 mln) i Wielkiej Brytanii (11,8 mln).
Australia jest tuż za nimi Rosja z 7,1 milionami imigrantów, ale gdy mierzymy je jako odsetek populacji, sytuacja diametralnie się zmienia.
Australia, z 30,1% ludności urodzonej za granicą, wyprzedza główne kraje rozwinięte, w tym Szwajcarię (28,8%), Nową Zelandię (28,2%), Austrię (25,5%), Islandię (25,1%) i Irlandię (23,1%).
Australia zajmuje 39. miejsce na świecie pod względem odsetka migrantów w populacji, jednak wśród gospodarek rozwiniętych, takich jak USA, Wielka Brytania i Niemcy, wyprzedza wszystkie kraje rozwinięte
Wierni odprawiają Bożonarodzeniową Mszę Świętą w Bazylice św. Piotra na Watykanie, gdzie 100 proc. obywateli to imigranci, najwięcej na świecie
To sprawia, że Australia jest jednym ze społeczeństw o największej liczbie migracji wśród gospodarek rozwiniętych, a nad nią znajduje się zaledwie kilka miejsc, a większość z nich to wyjątkowe wartości odstające.
Na samej górze znajdują się mikropaństwa, takie jak Watykan, Monako i Liechtenstein, wraz z ośrodkami pracy gościnnej w Zatoce Perskiej, takimi jak Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie (około 75%), oraz terytoriami zorientowanymi na mobilność, takimi jak Singapur (48,7%) i Hongkong (41,3%).
Jednak tych najwyższej rangi jurysdykcji nie można bezpośrednio porównywać z krajami głównego nurtu.
Ich niezwykle wysoki odsetek imigrantów odzwierciedla dziwactwa strukturalne, takie jak mała populacja, specjalny status administracyjny lub duże uzależnienie od pracy tymczasowej, co w naturalny sposób wypacza proporcje.
Po odłożeniu na bok tych wartości odstających pozycja Australii staje się bardziej uderzająca.
W przeciwieństwie do mikropaństw i gospodarek Zatoki Perskiej zbudowanych w oparciu o przejściową siłę roboczą, australijski program migracyjny ma na celu umożliwienie stałego osiedlenia się, co pomoże zapewnić krajowi trwałe miejsce w pierwszej tuzinie krajów świata.
Ta skala długoterminowej migracji pojawia się obecnie w szerszej dyskusji krajowej, jak wynika z niedawnego badania Resolve Political Monitor, z którego wynika, że 53 procent wyborców opowiada się za wstrzymaniem imigracji.
Obawy te pojawiają się w obliczu szybkiego wzrostu populacji kraju.
Futurolog Rocky Scopelliti (na zdjęciu) stwierdziła, że test polityki na następną dekadę jest prosty: czy Australia może skalować mieszkalnictwo, infrastrukturę i spójność tak szybko, jak skaluje populację
Scopelliti powiedział, że mieszkalnictwo ma kluczowe znaczenie w polityce migracyjnej
Według futurologa Rocky’ego Scopelliti, Australia jest na dobrej drodze, aby do 2050 r. liczba ludności wynosiła od 35 do 38 milionów, a ostateczny wynik będzie w dużej mierze zależał od migracji netto za granicę.
Scopelliti argumentował, że kluczową kwestią jest nie tylko wielkość przyszłej populacji, ale jej kształt.
„Do 2050 r. Australia będzie nie tylko większa – będzie starsza, bardziej zróżnicowana i bardziej skupiona w miastach” – powiedział.
„Najważniejsze pytanie brzmi, czy nasze systemy mieszkaniowe i infrastrukturalne ewoluują w tym samym tempie, co nasza demografia”.
Scopelliti powiedział, że mieszkalnictwo ma kluczowe znaczenie w polityce migracyjnej.
Powiedział, że test polityki na następną dekadę jest prosty: czy Australia może skalować mieszkalnictwo, infrastrukturę i spójność tak szybko, jak skaluje populację.
„Historia mieszkalnictwa to historia licencji społecznych. Jeśli nie zbudujemy wystarczająco szybko wystarczającej liczby domów, o polityce migracyjnej zadecyduje rynek najmu” – powiedział.
„Migracja nie jest problemem ani rozwiązaniem – to wzmacniacz. Jeśli system jest dobrze zarządzany, wzmacnia dobrobyt. Jeśli warunki mieszkaniowe i usługi są zepsute, stres wzrasta”.
Osoby dojeżdżające do pracy wybierają stację Strathfield (na zdjęciu) w Sydney
Powiedział, że zależność Australii od migracji, choć korzystna ekonomicznie, może stać się niezrównoważona politycznie, gdy ludzie poczują, że otaczające ich systemy zawodzą.
„Zazwyczaj nie dzieje się tak dlatego, że ludzie z zasady odrzucają migrację, ale dlatego, że doświadczają awarii systemu” – stwierdził.
„Migracja staje się politycznie niezrównoważona, kiedy ludzie dochodzą do wniosku, że system utracił kontrolę, zwłaszcza w zakresie mieszkalnictwa, nawet jeśli makroekonomia nadal się zgadza”.
Powiedział, że punkty nacisku są już widoczne, co wskazuje na długi czas oczekiwania na oddziałach ratunkowych, niedobory opieki nad dziećmi i przepełnienie transportu publicznego.
„Kiedy ludzie czują się bezpieczni ekonomicznie, a system działa, różnorodność odczytuje się jako siłę. Kiedy czują się uciskani, polityka tożsamości staje się zastępczym polem bitwy toczonym w miejscach pracy, szkołach, na przedmieściach i w mediach społecznościowych” – stwierdził.
Scopelliti określił zależność Australii od migracji jako zarówno siłę, jak i słabość, zwłaszcza w przypadku spowolnienia globalnej mobilności lub wzrostu napięć geopolitycznych.
Dodał, że podejście do różnorodności zwykle zmienia się w zależności od bezpieczeństwa ekonomicznego ludzi.
„Australijskość nie zniknie, zostanie renegocjowana. Ryzyko ostrej reakcji wzrasta, gdy spada poziom życia i zaufanie”.
Komentator Michael Yardney (na zdjęciu) powiedział, że gwałtownie rosnące obawy związane z liczbą imigrantów w Australii doprowadziły do wzrostu poparcia dla inicjatywy One Nation Pauline Hanson
Pauline Hanson (na zdjęciu) macha do swoich zwolenników podczas wiecu antyimigracyjnego w Melbourne w listopadzie 2025 r.
Komentator Michael Yardney powiedział, że historia obaw antyimigracyjnych w Australii sięga czasów zamieszek w Lambing Flat w Nowej Południowej Walii w 1860 r., kiedy biali górnicy zaatakowali i wypędzili około 2000 chińskich górników.
„To, co charakteryzuje prawie wszystkie te momenty, to okres recesji gospodarczej i rosnącego bezrobocia” – napisał.
„Ogólnie rzecz biorąc, gdy wzrasta bezrobocie, rośnie także liczba Australijczyków, którzy uważają, że liczba imigrantów jest zbyt wysoka”.
Powiedział, że istnieje „wybuch niepokoju” podczas azjatyckiego kryzysu finansowego pod koniec lat 90., w połączeniu z rosnącymi obawami związanymi z liczbą osób ubiegających się o azyl przybywających łodziami.
„W tym okresie Pauline Hanson spotkała się z dezaprobatą Partii Liberalnej, a następnie w 1997 r. założyła Partię Jednego Narodu” – powiedział.
„Obecnie gwałtownie rosną obawy związane z liczbą imigrantów w Australii, nic więc dziwnego, że wzrosło poparcie dla One Nation”.
Oczekuje się, że kwestia imigracji pozostanie kontrowersyjna politycznie, a federalna opozycja będzie chciała nie spierać się z rządem w sprawie liczby migrantów przybywających do Australii.
Koalicja, która nie opublikowała jeszcze swojej polityki migracyjnej, zasygnalizowała, że będzie dążyć do włączenia do swojej polityki ostrzejszego testu językowego dla aspirujących migrantów do Australii.
ABS podaje, że od początku migracji po II wojnie światowej populacja osób urodzonych za granicą rośnie w szybszym tempie niż populacja urodzonych w Australii.
Pięć najpopularniejszych krajów urodzenia osób nieurodzonych w Australii to Anglia, Indie, Chiny, Nowa Zelandia i Filipiny.


















