Rebecca Paul, posłanka i izby parlamentu

Rebecca Paul, posłanka, wzywa parlamentarzystów do porzucenia trybalizmu (Zdjęcie: Rebecca Paul MP/Getty)

W parlamencie szerzy się plemienność. Chociaż może to być nieuniknione – wszyscy w naturalny sposób tworzymy więzi z tymi, z którymi dzielimy podstawowe wartości – staje się szkodliwe, gdy lojalność zamienia się w ślepą lojalność niezależnie od faktów. Prowadzi to do tego, że politycy ignorują niewygodne dane i niezachwianie wspierają sprawę, nawet jeśli nie ma ona sensu. W zamian mogą być częścią gangu i czuć się dobrze.

To rozgrywa się teraz na naszych oczach w Parlamencie w kwestii aborcji. Zeszłego lata parlamentarzyści przyjęli poprawkę mającą na celu „dekryminalizację” aborcji dokonywanych samodzielnie aż do porodu. Jest to stanowisko skrajne pod każdym względem. Zwolennicy tej radykalnej propozycji chwalą ją jako krok naprzód w zakresie praw kobiet. Należą do plemienia, które wierzy, że „prawo wyboru” kobiety nie powinno mieć granic – że autonomia cielesna kobiety przewyższa wszystko.

Żeby było jasne, jestem zagorzałą działaczką na rzecz praw kobiet – jak dotąd większość mojego czasu w Parlamencie poświęcona była ochronie kobiet. Z całego serca popieram legalny dostęp do aborcji i będę o niego zdecydowanie walczyć. Nie popieram jednak dekryminalizacji aborcji aż do urodzenia.

To stawia mnie w niezręcznej sytuacji, że nie jestem częścią żadnego plemienia. Popieram dostęp do aborcji, ale uznaję znaczenie gwarancji ochronnych.

W ostatnich latach plemienność wokół kwestii aborcji przekształciła się w wspieranie polityk, które ani nie chronią kobiet, ani nie odzwierciedlają konsensusu społecznego. Podczas gdy prawie wszyscy moi koledzy z Partii Konserwatywnej głosowali przeciwko poprawce dekryminalizacji aborcji, znacznie więcej parlamentarzystów poparło tę propozycję, uzasadniając, że jest to stanowisko „prokobiece”.

Argumenty przytaczane na rzecz dekryminalizacji wywodzą się ze zrozumiałej decyzji podjętej w 2020 r., w czasie pandemii, o wprowadzeniu programu „tabletki pocztą”, umożliwiającego kobietom w okresie izolacji uzyskanie pigułek aborcyjnych za pośrednictwem telemedycyny.

Eliminowało to potrzebę osobistych konsultacji w celu oceny ryzyka dla zdrowia lub możliwości zastosowania przymusu, a co najważniejsze, w celu ustalenia, czy wiek ciążowy kobiety nie przekracza 10-tygodniowego prawnego limitu aborcji „w domu”.

Było to dalekie od ideału z punktu widzenia bezpieczeństwa, ale było środkiem tymczasowym w najbardziej wyjątkowych okolicznościach.

Gdy pandemia dobiegła końca w 2022 r., rząd konserwatywny całkiem rozsądnie ogłosił koniec tego programu; jednak po kampanii prowadzonej przez podmioty świadczące usługi aborcyjne, dla których pigułki dostarczane pocztą oszczędzają czas i pieniądze, eliminując konieczność wizyt klinicznych, parlamentarzyści głosowali za nadaniem temu programowi stałego charakteru.

Konsekwencje były dokładnie takie, jak ostrzegali krytycy programu: pigułki aborcyjne wpadną w niepowołane ręce i kobiety zażywały pigułki nawet powyżej 24-tygodniowego górnego limitu aborcji w Wielkiej Brytanii.

Chociaż oczywiście będą pewne przykłady kobiet świadomie wprowadzających w błąd dostawców aborcji co do wieku ciążowego, znacznie bardziej prawdopodobne jest, że kobiety nieumyślnie popełnią błąd co do przebiegu ciąży.

Tabletki te mogą być niezwykle niebezpieczne dla każdej kobiety, która jest w ciąży dłużej niż 10 tygodni. W jej interesie leży sprawdzenie ciąży przed ich przyjęciem.

Przed wprowadzeniem pigułek drogą pocztową tylko trzy kobiety zostały skazane za nielegalną aborcję. Jednakże od chwili rozpoczęcia programu cztery kobiety w ciągu ośmiu miesięcy stanęły przed sądem pod podobnymi zarzutami. Kryminalizacja aborcji po 24. tygodniu nigdy nie była i nie jest problemem; pigułki według schematu pocztowego.

Właściwą reakcją na takie przypadki byłoby przyznanie się do błędów z przeszłości i przywrócenie spotkań osobistych, zgodnie z poprawką złożoną przez moją koleżankę, dr Caroline Johnson w czerwcu ubiegłego roku.

Byłoby to zdecydowanie prokobiece – zapewnienie odpowiedzialnej opieki aborcyjnej. Jednak pozornie zaślepieni trybalizmem parlamentarzyści zdecydowali się zamiast tego usunąć wszelkie środki prawne odstraszające kobiety dokonujące własnej aborcji poza kontekstem klinicznym w dowolnej ciąży i nadal nalegać na rozdawanie pigułek aborcyjnych bez odpowiedniej kontroli.

To połączenie zasadniczo daje zielone światło dla stosowania tabletek aborcyjnych do momentu porodu, niezależnie od zagrożeń dla zdrowia. Bez wątpienia będzie to kosztować kobiety życie. Najwyższą cenę zapłacą osoby doświadczające przemocy domowej i handlu ludźmi w celach seksualnych.

Co więcej, takie podejście jest całkowicie niezgodne z opinią publiczną. Sondaż opublikowany w 2024 r. wykazał, że zaledwie 16% społeczeństwa popiera dekryminalizację aborcji do terminu porodu, a dwie trzecie kobiet opowiada się za przywróceniem osobistych konsultacji przed aborcją.

To połączenie „tabletek pocztą” – łatwego dostępu do tabletek aborcyjnych bez wystarczającej kontroli – i „dekryminalizacji” – usunięcia wszelkich środków odstraszających przed przyjmowaniem takich tabletek w późnym okresie ciąży – sprawia, że ​​klauzula 191 (w obecnym kształcie) ustawy o przestępczości i policji jest tak niepokojąca.

Bycie pro-choice nie powinno oznaczać wspierania mniejszej liczby kontroli i gorszej opieki dla kobiet pragnących dokonać aborcji. Rzeczywiście jest to kwestia, w przypadku której obie strony debaty na temat aborcji powinny wystrzegać się trybalizmu i zjednoczyć się we wsparciu zdroworozsądkowych środków chroniących kobiety.

Będą mieli do tego okazję w Izbie Lordów, gdzie baronowa Monckton złożyła poprawkę mającą na celu usunięcie z projektu ustawy klauzuli dekryminalizacji, a baronowa Stroud ponownie złożyła poprawkę dr Caroline Johnson do Izby Gmin, aby zapewnić przywrócenie konsultacji osobistych.

Jeżeli poprawki te odniosą sukces w Izbie Lordów, parlamentarzyści będą musieli ponownie rozważyć tę kwestię, ale miejmy nadzieję, że tym razem bez pośpiechu i szczerze mówiąc niedopuszczalnego braku kontroli, jakie widzieliśmy w czerwcu, kiedy poprawka została przyjęta po zaledwie 46 minutach debaty na zapleczu.

Jeśli parlamentarzyści zagłosują ponownie, musimy odłożyć na bok plemienność, rozważyć kwestie merytoryczne i wysłać sygnał, że bycie prokobiecym nie oznacza nieograniczonego dostępu do aborcji: nie należy poświęcać bezpieczeństwa kobiet na ołtarzu skrajnej ideologii.

Rebecca Paul jest konserwatywną posłanką z okręgu Reigate

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj