Alabama chciała zmyć zły smak porażki w Tennessee, gdy dziś wieczorem gościła Mizzou i udało im się to osiągnąć wynikiem 90-64.
Chuck Bediako zremisował po raz pierwszy w sezonie, dzięki czemu Aiden Sherrell znalazł się na czwartej pozycji. To przyniosło natychmiastowe korzyści, ponieważ Sherrell strzelił pięć goli na początku i pomógł Alabamie uzyskać niewielką przewagę. Przez większą część połowy sytuacja była wyrównana, ale szybkie prowadzenie 12-2 około szóstej minuty nieco otworzyło sytuację i do przerwy Alabama objęła prowadzenie 42-29.
Reklama
Labaron Philon był liderem, zdobywając 11 punktów i dodając pięć asyst. Aden Holloway sam zaliczył cztery asysty, ale zdobył tylko trzy punkty. Alabama była w stanie o włos wygrać walkę po zbiórkach dzięki sześciu trafieniom Taylora Bol Bowena i czterem Bediako. Tide trafiał dziewięć z 23 za łukiem, a kiedy ta drużyna tak strzela, jest trudna do pokonania.
Wychodząc z szatni, był to występ Latrella Wrightsella Jr. „Trelly” był równie aktywny, jak przez cały sezon w obronie i w pierwszych 11 minutach połowy trafił czterema z głębi pola, gdy drużyna Tide wyszła na zdecydowane prowadzenie. Prowadzili aż 27 punktami w meczu, tłumiąc Mizzou w obronie i skutecznie strzelając po drugiej stronie boiska.
Bediako udowadnia, że potrafi zrobić różnicę. Zespoły po prostu nie mają takich samych dróg dotarcia do kosza, gdy on patroluje linię, a on wnosi solidny wkład również w ataku. Obrona wewnętrzna była najpilniejszym problemem tego zespołu i on to rozwiązuje. Wrightsell i Philon zdobyli w tym meczu odpowiednio 21 i 18 punktów, podczas gdy Sherrell i Bediako łącznie zdobyli 30.
Alabama potrzebowała tego, aby powrócić powyżej 0,500 w grach konferencyjnych i uniknąć serii porażek w pierwszych trzech meczach u siebie za kadencji Oatsa. Następny w sobotę będzie bardzo trudny wyjazd na Florydę. Miejmy nadzieję, że uda im się odzyskać Amari Allen za to.
Fala przypływu.


















