Tybetańczycy na wygnaniu rozpoczęli w niedzielę wyjątkowe ogólnoświatowe wybory do rządu reprezentującego ojczyznę, jakiej wielu nigdy nie widziało, co jest częścią demokratycznych ćwiczeń, które zdaniem wyborców mają ogromne znaczenie.
Od ubranych na czerwono mnichów buddyjskich w zaśnieżonych Himalajach, przez uchodźców politycznych w megamiastach w Azji Południowej, po uchodźców w Australii, Europie i Ameryce Północnej – głosowanie odbędzie się w 27 krajach – ale nie w Chinach.
„Wybory… pokazują, że walka o wolność i niepodległość Tybetu trwa z pokolenia na pokolenie” – powiedział 33-letni kandydat Gyaltsen Chokye mieszkający w indyjskim miasteczku na wzgórzu Dharamsala, będącym siedzibą rządu na uchodźstwie, Centralnej Administracji Tybetańskiej (CTA).
Jest to system wyborczy inny niż wszystkie, głosowanie na parlament bez państwa.
Pekin, który w 1950 r. wysłał wojska na rozległy płaskowyż, który nazywa integralną częścią Chin, potępił wybory jako „farsę”.
„Tak zwany «tybetański rząd na uchodźstwie» to nic innego jak separatystyczna grupa polityczna” – stwierdziło chińskie ministerstwo spraw zagranicznych w pisemnym oświadczeniu dla AFP.
„To nielegalna organizacja, która całkowicie narusza chińską konstytucję i prawa”.
91 000 zarejestrowanych wyborców odrzuca ten pogląd.
Wielu uważa głosowanie za najważniejszy dla nich moment demokratyczny, odkąd ich szanowany buddyjski przywódca duchowy Dalajlama, który w zeszłym roku obchodził swoje 90. urodziny, uciekł przed chińskimi rządami w 1959 roku.
„Te wybory pokazują, że agencja polityczna istnieje nawet bez państwa, zwłaszcza gdy w Tybecie odmawia się demokratycznego udziału” – powiedziała Sonam Palmo (38 l.) ze szwajcarskiego uniwersytetu w Zurychu, która pomaga prowadzić Smartvote Tibet, stronę internetową pomagającą diasporze w wyborze kandydatów.
„Podkreślają odporność i wspólny cel społeczności na wygnaniu w decydującym momencie”.
Wyborcy na wygnaniu stanowią jedynie ułamek etnicznych Tybetańczyków – których CTA szacuje na sześć milionów na całym świecie w porównaniu z ponad siedmioma milionami w Chinach uwzględnionymi w spisie powszechnym z 2020 roku.
– „Sprawa tybetańska” –
Pięcioletni parlament, obradujący dwa razy w roku, liczy 45 członków: 30 reprezentujących trzy tradycyjne prowincje, 10 reprezentujących pięć tradycji religijnych i pięciu reprezentujących diasporę.
Niedzielne głosowanie wyłoni kandydatów przed ostatnią rundą, która odbędzie się 26 kwietnia, a wyniki zostaną ogłoszone 13 maja.
Wyborcy będą oddawać papierowe karty do głosowania, a szef Komisji Wyborczej Lobsang Yeshi zarzuci „wcześniejsze próby ingerencji Chin w wybory w Tybecie i ich zakłócania”, w tym „cyberszpiegostwo”.
Jest to kluczowa instytucja dla wygnańców, zwłaszcza po przekazaniu władzy politycznej przez Dalajlamę w 2011 roku.
Laureat Pokojowej Nagrody Nobla twierdzi, że ma przed sobą jeszcze wiele lat życia, ale Tybetańczycy przygotowują się na nieuniknioną przyszłość bez niego. Chiny upierają się, że to do nich będzie należało ostatnie słowo w sprawie tego, kto go zastąpi.
„Postępujący wiek Jego Świątobliwości jest bez wątpienia przedmiotem głębokiej troski wszystkich Tybetańczyków” – powiedział mieszkający w USA Tenzin Namgyal Tethong (78 l.), były przywódca tybetańskiego rządu.
„Najważniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić w tym czasie, jest zabezpieczenie wszystkiego, co osiągnęliśmy pod jego przewodnictwem”.
Wybory nadchodzą, gdy społeczność diaspory zmaga się ze zmieniającą się tożsamością wynikającą ze zmiany pokoleniowej i rozproszenia geograficznego, a także zmian geopolitycznych.
Chociaż kary za cięcia pomocy USA w 2025 r. zostały częściowo odwrócone, nadal utrzymują się obawy dotyczące zależności od darczyńców, w tym zależności od przyjmujących Indii i tego, jak to wpływa na stosunki New Delhi z Chinami – niegdyś lodowate, obecnie stopniowo łagodzące.
„Biorąc pod uwagę zmieniające się priorytety polityki zagranicznej administracji USA i rosnący wpływ Chin na sprawy globalne, nie ma wątpliwości, że możemy zaobserwować poważne zmiany” – Namgyal powiedział AFP.
„Nie możemy przewidzieć, jak szkodliwe te zmiany mogą być dla sprawy Tybetu”.
– „Walka o wolność” –
Ponad połowa wyborców, około 56 000, mieszka w Indiach, Nepalu i Bhutanie. Pozostałe 34 000 są rozproszone po całym świecie, w tym około 12 000 w Ameryce Północnej – w tym w Nowym Jorku i Toronto – oraz 8 000 w Europie, w tym w Paryżu, Genewie, Zurychu i Londynie.
„Stawka jest zbyt wysoka, aby ryzykować wybór nieskutecznego przywództwa” – stwierdziła Kunga Choekey, lat 24, wyborczyni mieszkająca w indyjskim mieście Dehradun.
Wyborcy wybiorą także „sikyong”, czyli przywódcę rządu.
Obecny sikyong, Penpa Tsering, ubiega się o drugą kadencję. Podobnie jak wielu nie zabiega o pełną niepodległość Tybetu, zgodnie z długoletnią polityką Dalajlamy „Drogi Środka”, dążącą do autonomii.
Jednak australijska prawniczka Doring Tenzin Phuntsok (40 lat), walcząca o reelekcję, chce, aby głosowanie wysłało wiadomość do Pekinu.
„Wybory… stanowią poważną przeciwwagę dla autokratycznych rządów jednej partii w Chinach” – powiedział Phuntsok. „To część ciągłego procesu walki o wolność”.


















