
Kanclerz pracy Rachel Reeves jest coraz trudniejsza do zauważenia (Zdjęcie: Getty)
Czy ona jest w Chinach? Nie, i o to chodzi. Keir Starmer poleciał do Pekinu z misją ożywienia interesów brytyjskiego przemysłu i Rachel Reeves, zgodnie z prawem, powinna była z nim pojechać. Ona też tak myślała. Podobnie jak premier, jest znaną fanką bezpłatnych wycieczek. Ale tym razem nie dostała zaproszenia i została „plując piórami”. Uznała to za lekceważenie i znak, że premier ostrzy nóż.
To nie jedyny sposób, w jaki Reeves znika z widoku publicznego. Zwykle jest wszędzie: podnosi podatki, niszczy miejsca pracy, miażdży firmy, zamykanie pubówzabijając wzrost i dezorientowanie opinii publicznej dziwnymi konferencjami prasowymi przy śniadaniu. Nazywa to „przywróceniem stabilności” i „wzmocnieniem fundamentów”. Najwyraźniej powinniśmy chcieć tego więcej. Ale nagle tego nie rozumiemy. Rachel Reeves ucichło.
Młodsza minister skarbu Lucy Rigby ostro skomentowała Chiny. To nie pierwszy raz, kiedy Starmer pozwolił komuś innemu wkroczyć na teren kanclerza. We wrześniu ubiegłego roku Reevesa napiętnowano jako „kanclerza tylko z nazwy”podczas gdy premier buduje własną jednostkę gospodarczą pod numerem 10, aby powstrzymać chaos rozlewający się pod numerem 11.
Były zastępca prezesa Banku Anglii Minouche Shafik, były urzędnik skarbu Daniel York-Smith i były minister skarbu Darren Jones zostali oddelegowani, aby mieć oko na Reevesa przed listopadowym budżetem. To wciąż nie wystarczało. I tak to spieprzyła.
Przeczytaj więcej: „Rachel Reeves skazana na zagładę, ale w następnej kolejności emeryci będą nienawidzić wariatów z nocnikami”
Przeczytaj więcej: „Rachel Reeves znajduje sposób, aby pogorszyć śmierć – tym razem posunęła się za daleko”
Budżet ma być największą wizytówką kanclerza. W zeszłym roku Starmer nie ufał nawet Reevesowi, że to napisze. Ta praca przypadła notorycznie zawzięty nałogowiec podatkowy, sekretarz skarbu Torsten Bell. Reeves musiał tylko wyciąć przekleństwa, wygłosić je bez upadku i zdobyć chwałę. Tylko że nie było chwały.
Jej budżet był jednym z najbardziej chaotycznych w historii i nawet Starmer nie mógł zignorować konsekwencji. Od tego czasu cały czas odwracał wcześniejsze decyzje Reevesa i blokował nowe.
Starmer zażądała odwrócenia się od szalonej decyzji Reeves o uchyleniu zimowych płatności za paliwo, a także jej prób obniżenia 5 miliardów funtów z zasiłków, nałożenia podatku od spadków na rodzinne gospodarstwa rolne i wymordowania pubów w całym kraju ogromnymi podwyżkami stawek dla firm.
W zeszłym tygodniu Starmer przeforsował górną granicę 250 funtów czynszu za grunt dla dzierżawcy, ignorując sprzeciw Reevesa, którzy obawiali się wpływu na fundusze emerytalne.
Teraz próbuje nakłonić młodych ludzi do wcześniejszej spłaty kredytów studenckich, wywołując brutalny atak Martina Lewisa. W walce pomiędzy Reevesem a ulubionym w kraju ekspertem w dziedzinie oszczędzania pieniędzy jest tylko jeden zwycięzca.
Aby być uczciwym, Reeves został raz zauważony. Pojawiła się Gorton i Denton przed wyborami uzupełniającymi w tym miesiącu. Mówi się, że Partia Pracy spisał to stanowisko na straty. Wysłanie Reevesa raczej to potwierdza.
Tymczasem Partia Pracy szaleje na punkcie tego, kto mógłby zastąpić Starmera. Andy’ego Burnhama, Wesa Streetinga, Angela Rayner i Ed Miliband się tym zajmują. Gdzie jest Rachel Reeves? Nigdzie nie widać.
Najwyraźniej czuje się zmęczona. Jako pierwsza kobieta na stanowisku kanclerza Wielkiej Brytanii kto ma zaufanie rynków obligacji, jeśli nie nic innegouważa, że zasługuje na coś lepszego. Keira Starmeraniegdyś jej największa zwolenniczka, wyraźnie się z tym nie zgadza.
Kto więc jest winny? Reevesa, oczywiście, za bycie złym kanclerzem. Starmer za wiarę, że sobie poradzi. I znowu Starmer za to, że nie była szczera w kwestii swojego stanowiska. Zamiast podziękować i grzecznie ją zwolnić, robi swoją zwykłą sztuczkę. Unikanie pytania publicznie, mając cichą nadzieję, że problem po prostu zniknie. I zaczyna na to wyglądać.


















