Melania Trumpnowy, błyszczący film dokumentalny trafił do kin dzięki wielomilionowemu naciskowi marketingowemu, ale spotkał się z brutalną krytyką.

Kosztujący 40 milionów funtów film wyreżyserowany przez Bretta Ratnera, przedstawiający historię Pierwszej Damy w ciągu 20 dni poprzedzających Donalda Trumpadruga inauguracja, była wspierana przez Amazon MGM Studios i intensywnie promowana na całym świecie przy budżecie 35 milionów funtów.

Pomimo niezwykle dużej premiery kinowej dokumentu politycznego, krytycy w przeważającej mierze pozytywnie ocenili projekt, a pierwsze wyniki w serwisie Rotten Tomatoes spadły do ​​jednocyfrowych wartości, a portal Metacritic określił przyjęcie jako „przytłaczającą niechęć”.

Film stał się piorunochronem, a recenzenci zarzucali mu „propagandę, powierzchowność i oszałamiającą nudę”.

Mimo to widzowie zareagowali bardzo różnie, a zweryfikowane wyniki widzów wzrosły do ​​niemal idealnego poziomu, a dokument stał się jednym z największych debiutów non-fiction od dekady.

Jednak film zarobił 5 milionów funtów na sprzedaży biletów w całych Stanach Zjednoczonych Kanadaco czyni go najlepiej sprzedającą się kinową premierą filmu dokumentalnego, poza filmami koncertowymi, od 2012 roku.

Wyraźny podział między krytykami a fanami podsycił od tego czasu debatę internetową, a w mediach społecznościowych dominują oskarżenia o bombardowanie recenzji, uprzedzenia polityczne i oburzenie wywołane wojną kulturową.

Analitycy branżowi opisali projekt zarówno jako głośną inwestycję polityczną, jak i premierę kinową, biorąc pod uwagę jego bezprecedensowy budżet i błyskawiczną promocję.

Jednak w całej krytycznej sytuacji, od gazet po serwisy rozrywkowe, werdykt był uderzająco spójny – film oferuje spektakl, dostęp i luksus, ale niewiele wnikliwości.

Nowy, błyszczący dokument Melanii Trump trafił do kin dzięki wielomilionowemu naciskowi marketingowemu, ale spotkał się z brutalną krytyką

Nowy, błyszczący dokument Melanii Trump trafił do kin dzięki wielomilionowemu naciskowi marketingowemu, ale spotkał się z brutalną krytyką

Film stał się piorunochronem, a recenzenci zarzucali mu „propagandę, powierzchowność i oszałamiającą nudę”

Film stał się piorunochronem, a recenzenci zarzucali mu „propagandę, powierzchowność i oszałamiającą nudę”

„The Guardian”, którego krytyk stwierdził, że podczas seansu miał kino tylko dla siebie, przyznał filmowi jedną gwiazdkę, nazywając go: „Przygnębiający, zabójczy i nieodkrywczy”.

Xan Brooks napisał zjadliwą recenzję, opisując go jako rzadki dokument, który „nie ma ani jednej wartości odkupującej” i porównując go do „wyrafinowanego dzieła designerskiego taksydermii, potwornie drogiego i lodowatego w dotyku, złożonego niczym średniowieczny hołd mający uspokoić chciwego króla na tronie”.

Recenzja zarzuca dokumentowi skupianie się na powierzchownym luksusie i ignorowanie szerszego kontekstu politycznego.

Brooks następnie kpi z takich momentów, jak pomocnik mówiący Melanii: „Białe i złote – to właśnie ty” i dochodzi do wniosku, że „dwie godziny Melanii wydają się czystym, niekończącym się piekłem”.

The Atlantic skrytykował film za „pustkę i lodowaty rytm”, dodając, że pomimo prawie dwóch godzin „w rzeczywistości jest w nim (bardzo) niewiele”.

Krytyczka Sophie Gilbert opisuje Melanię przemieszczającą się pomiędzy miejscami, podczas gdy kamera podąża za nią „jak piesek”, a reżyser stara się znaleźć coś przypominającego akcję.

Choć Melania twierdzi, że „każdego dnia żyję z celem i oddaniem”, recenzent sugeruje, że materiał składa się głównie z dopasowywania garderoby, planowania ceremonii i niejasnych wypowiedzi, a ogólny efekt określa się jako „ogłupiający”.

W artykule argumentuje się, że to, co pojawia się na ekranie, jest „prawie mniej przekonujące niż to, czego nie ma”.

Variety również zakwestionowało wartość i spostrzeżenia filmu, pisząc, że jest w nim „wiele rzeczy, ale nie jest to film wart 75 milionów dolarów” i że w dużej mierze przedstawia po prostu „kobietę wchodzącą do pokoju i wychodzącą z niego”.

Daniel D’Addario sugeruje, że Melania sprawia wrażenie osoby zdystansowanej, „z niewielkim wyczuciem słów” i minimalnej introspekcji, dodając, że film wydaje się „agresywnie niezainteresowany badaniem terenu umysłu bohatera”.

Recenzent zauważa, że ​​poznanie błahych szczegółów, takich jak upodobanie do hitu Michaela Jacksona „Billie Jean”, jest szokujące tylko dlatego, że poza tym mówi tak niewiele, dochodząc do wniosku, że dokument „pozostawia gorzki posmak”, biorąc pod uwagę, ile zapłacono jej za zaoferowanie „w ogóle niczego”.

Krytyczka Sophie Gilbert opisuje Melanię dryfującą pomiędzy lokalizacjami, podczas gdy kamera podąża za nią „jak piesek na kolanach”, a reżyser stara się znaleźć coś przypominającego akcję

Krytyczka Sophie Gilbert opisuje Melanię dryfującą pomiędzy lokalizacjami, podczas gdy kamera podąża za nią „jak piesek na kolanach”, a reżyser stara się znaleźć coś przypominającego akcję

Prezydent USA Donald Trump i pierwsza dama Melania na premierze filmu dokumentalnego „Melania” w John F. Kennedy Center for the Performing Arts w Waszyngtonie, 29 stycznia 2026 r.

Prezydent USA Donald Trump i pierwsza dama Melania na premierze filmu dokumentalnego „Melania” w John F. Kennedy Center for the Performing Arts w Waszyngtonie, 29 stycznia 2026 r.

Vanity Fair odrzuciło film dokumentalny jako nudny, propagandowy i nieprzejrzysty emocjonalnie, argumentując, że „odgrywa jak mocdokument” i funkcjonuje jako „dzieło propagandowe”.

Krytyk Joy Press twierdzi, że reżyserowi Brettowi Ratnerowi brakuje talentu wizualnego, aby podnieść poziom materiału, zamiast tego oferuje „niekończące się ujęcia jaskrawej, przesadnej estetyki Trumpa” oraz sceny tak monotonne, że „Równie dobrze moglibyśmy oglądać schnącą złotą farbę”.

Krytyk zauważa, że ​​Melania pozostaje przez cały czas „nieodgadniona”, a jej twarz jest „zamrożona w elegancką maskę” i twierdzi, że nawet momenty poświęcone śmierci matki nie ujawniają prawdziwych emocji.

Gazeta krytykuje także jej komentarz jako banalny, powołując się na frazesy na temat „szacunku dla innych” i tego, że „łączy nas to samo człowieczeństwo”.

Empire wydało bez ogródek ocenę, nazywając film „propagandą polityczną w jej najbardziej przejrzystym wydaniu – cyniczną, bezcelową i bardzo, bardzo nudną”.

W jednogwiazdkowej recenzji Williama Thomasa film dokumentalny porównuje do opartego na scenariuszu reality show „Jedynym sposobem jest Biały Dom” – którego narracja ma „wnikliwość i mądrość reportażu szkolnego”.

Twierdzi, że film sprawia wrażenie starannie dobranego, aby schlebiać tematowi, a nie oferować prawdę, opisując go jako „bez znaczenia”, „bez dramatu, o którym można by mówić, bez napięcia, bez wątku narracyjnego”.

Ostatecznie krytyk mówi, że „po prostu tam siedzi, tarzając się w kałuży własnej bezsensowności i oczekuje, że będziecie za to klaskać”.

The Daily Beast wydał bezceremonialny werdykt, uznając dokument za „straszny” i – bez niezamierzonych momentów komicznych – potencjalnie „obrzydliwość”.

Krytyk Kevin Fallon twierdzi, że Melania wydaje się pozbawiona wyrazu i nieprzejrzysta emocjonalnie, przedstawiając ogólną narrację o historii i jej pragnieniu bycia „inspirującą siłą”.

Podobno na seansach frekwencja była niewielka, w kinie na 200 miejsc było tylko „około 12 osób”, a recenzent zażartował, że „dusza opuściła moje ciało” podczas sceny otwierającej.

Ostatecznie w publikacji stwierdzamy, że „Melania nie ma nic do powiedzenia” i że film nie jest ani odkrywczy, ani soczysty, ani zabawny.

Empire wydało bez ogródek ocenę, nazywając film „propagandą polityczną w jej najbardziej przejrzystym wydaniu – cyniczną, bezcelową i bardzo, bardzo nudną”.

Empire wydało bez ogródek ocenę, nazywając film „propagandą polityczną w jej najbardziej przejrzystym wydaniu – cyniczną, bezcelową i bardzo, bardzo nudną”.

Business Insider również nie był pod wrażeniem i otwarcie zaczął: „Melania, nowy dokument o pierwszej damie Melanii Trump, nie jest dobrym filmem”.

Business Insider również nie był pod wrażeniem i otwarcie zaczął: „Melania, nowy dokument o pierwszej damie Melanii Trump, nie jest dobrym filmem”.

Jesse Hassenger z „Decider” był równie brutalny, mówiąc, że obecność Melanii definiuje się poprzez unikanie kamery i wygłaszanie „narkotycznych fragmentów lektora”, które ujawniają, że „nie ma tam zbyt wiele”.

Recenzja narzeka na „bolesną” część otwierającą, wypełnioną modowymi poprawkami i niejasnymi komentarzami, kończącymi się wnioskiem, że „nie ma tu żadnego konfliktu, żadnego dramatu, niczego”.

Krytyk kpi z powtarzalności filmu, nazywając go „spokojnym i pozbawionym wydarzeń” i sugerując, że widzowie, których przyciąga urok, otrzymają „tyle nudy, na jaką zasługują”.

Na koniec argumentuje, że projekt „nie jest tak naprawdę filmem”, ale „tylko zbiorem materiałów filmowych”.

Business Insider również nie był pod wrażeniem i otwarcie zaczął: „Melania”, nowy dokument o pierwszej damie Melanii Trump, nie jest dobrym filmem.

Recenzja autorstwa Petera Kafki opisuje film wypełniony błyszczącymi wizualizacjami prywatnych samolotów, SUV-ów i luksusowych lokalizacji, ale pozbawiony treści, nazywając go „nudnym, bezwładnym produktem, w którym nie dzieje się nic ciekawego”.

Krytyk sugeruje, że reżyser ucieka się do chwytów stylistycznych, takich jak ziarnisty materiał, „po prostu po to, by nadać filmowi dodatkowej tekstury”, porównując to do „kruszenia krakersów na przemoczonym, gorącym naczyniu”.

Ostatecznie film porównuje się do „filmu ślubnego”, a recenzent stwierdza, że ​​chociaż badani mogą chcieć go obejrzeć, „trudno sobie wyobrazić, że zrobi to ktokolwiek inny”.

BuzzFeed wyraził się brutalnie, niemal komicznie, stwierdzając, że scenarzysta „wolałby sto razy przeżyć ten moment”, w którym roiło się od robaków w ich kuchni, niż obejrzeć film ponownie.

Natasha Jokic wyśmiewa estetykę filmu dokumentalnego, który przypomina „teledysk albo wygaszacz ekranu”, a Melania wygłasza niejasne, ogólne uwagi, przyrównane do „nieobecnego ojca używającego ChatGPT do pisania przemówienia ślubnego”.

Choć film porusza poważne tematy, krytyk twierdzi, że prawdziwa osobowość ujawnia się dopiero wtedy, gdy śpiewa piosenkę „Billie Jean” Michaela Jacksona.

W recenzji kpi się z „przyziemności” treści, zauważając, że planowanie inauguracji wydaje się „bardzo nudne” z „błahymi szczegółami”, takimi jak wybór przystawek z kawiorem i chęć, aby kapelusz był „naprawdę ostry”, i stwierdza, że ​​po dwóch godzinach najciekawszym faktem, jakiego się dowiedziała, było przesunięcie mebli o 23:01.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj