Dwudziestu mnichów buddyjskich, odzianych w szaty w kolorze spalonej pomarańczy, przybyło we wtorek do Waszyngtonu w ramach „Walk for Peace” liczącego 3300 km, będącej samozwańczą duchową podróżą przez dziewięć stanów, którą wiwatowały tysiące tysięcy ludzi.
„Ludzie tego chcą” – powiedziała 59-letnia Joan Donoghue z Silver Spring w stanie Maryland, która we wtorek wybrała się z czterema przyjaciółmi, aby spotkać się z mnichami. „W niedzielę pojechałem do Wirginii, długo czekałem na zewnątrz, rozmawiałem z wieloma ludźmi i wszyscy powiedzieli to samo: że nasz kraj tego potrzebuje. Czujemy się podzieleni, a ludzie chcą więcej życzliwości, współczucia i więcej pokoju”.
Mnisi rozpoczęli swoją wędrówkę po Teksasie ponad trzy miesiące temu, czasami stawiając czoła mroźnym zimowym temperaturom, czasem bosymi stopami, aby podnieść „świadomość pokoju, miłującej dobroci i współczucia w Ameryce i na świecie”.
Maszerujący kontynuowali marsz pomimo potężnej zimowej burzy, która rozprzestrzeniła paraliżującą mieszankę intensywnych opadów śniegu, deszczu ze śniegiem i marznącego deszczu od doliny Ohio i środkowego południa po Nową Anglię, spotęgowaną przenikliwym, arktycznym zimnem, które opanowało większość Stanów Zjednoczonych.
W towarzystwie Aloki, psa ratowniczego z Indii, który zyskał fanów w mediach społecznościowych jako „Pies Pokoju”, ich podróż odbywa się w czasie rosnących napięć w USA
Surowa polityka imigracyjna prezydenta Donalda Trumpa spowodowała wzrost liczby agentów imigracyjnych i żołnierzy Gwardii Narodowej w niektórych miastach, a agenci federalni zabili zarówno obywateli amerykańskich, jak i imigrantów.
„Idziemy nie po to, aby protestować, ale aby obudzić pokój, który już żyje w każdym z nas” – powiedział Bhikkhu Pannakara, duchowy przywódca Marszu dla Pokoju. „Marsz dla Pokoju to proste, ale wymowne przypomnienie, że jedność i życzliwość zaczynają się w każdym z nas i mogą promieniować na rodziny, społeczności i całe społeczeństwo”.
Wtorek i środę spędzą w Waszyngtonie, a podróż zakończą w czwartek w pobliskim Annapolis w stanie Maryland.
WSPARCIE I KWIATY
Marsz zyskał wsparcie milionów ludzi w mediach społecznościowych, a wielu z nich udostępniło wiadomości wyrażające wsparcie dla mnichów. Zwolennicy rzucili wyzwanie śniegowi i deszczowi, aby spotkać się i ofiarować kwiaty mnichom, którzy przejeżdżali przez ich miasta.
W Waszyngtonie setki ludzi wyszło, żeby zobaczyć mnichów spacerujących drogą nieformalnie znaną jako Embassy Row ze względu na dużą liczbę ambasad i rezydencji dyplomatycznych.
Coleman O’Donoghue, lat 62, z Waszyngtonu, przykuł uwagę wielu gapiów, niosąc dużą flagę z symbolem pokoju na błękitnym morzu. We wtorek on i jego żona Bonnie widzieli mnichów po raz czwarty.
„Są piękną odskocznią od chaosu, który ma obecnie miejsce w mieście, kraju i na świecie” – powiedziała O’Donoghue. „To daje każdemu chwilę na zatrzymanie się i przemyślenie czegoś, co nie jest tak stresujące, jak to, co tworzy chaos”.
Choć czekali godzinami, aby zobaczyć mnichów krócej niż minutę, wielu widzów stwierdziło, że koleżeństwo i dobra energia sprawiły, że było to warte przeżycia.
Julie Segor, lat 58, z Waszyngtonu, zaprzyjaźniła się z parą, którą poznała podczas oczekiwania. Carl (61 l.) i Christine Varner (65 l.) z Maryland złożyli z nią kwiaty i owoce, aby rozdać przechodzącym mnichom.
„Wspólnym interesem (który nas zjednoczył) było zobaczenie mnichów na marszu pokojowym i wręczenie im owoców i kwiatów” – powiedziała Christine.
Podczas postoju w Karolinie Północnej gubernator stanu Josh Stein podziękował mnichom za przyniesienie nadziei milionom poprzez ich przesłanie o pokoju, równości, sprawiedliwości i współczuciu.
„Inspirujesz ludzi w czasie, gdy tak wielu potrzebuje inspiracji” – powiedziała Stein.
Marsz dla Pokoju zatrzymał się w Teksasie, Luizjanie, Mississippi, Alabamie, Gruzji, Karolinie Południowej, Karolinie Północnej i Wirginii. Po przybyciu do Waszyngtonu mnisi spotkali się z duchowymi i innymi przywódcami. Odbyli także międzywyznaniową ceremonię w Katedrze Narodowej.
Podczas ceremonii w katedrze Kimberly Bassett, sekretarz stanu Dystryktu Kolumbii, wręczyła mnichom proklamację honorującą ich w imieniu burmistrz Waszyngtonu Muriel Bowser.
„Dziś może oznaczać koniec 2300 mil marszu, ale to nie koniec naszej podróży w stronę pokoju. Wasza pielgrzymka zbliżyła ludzi z miast, stanów i społeczności” – powiedział Bassett.
Chociaż spacer był pozytywny, nie obył się bez przeszkód. Według lokalnych mediów, idąc przez Dayton w Teksasie, ciężarówka uderzyła w pojazd eskortujący mnichów, raniąc kilka osób. Dwóch mnichów odniosło poważne obrażenia, a jednemu amputowano nogę.
Pomimo wypadku grupa kontynuowała podróż po Stanach Zjednoczonych, aby uczcić nie tylko swoje pierwotne przesłanie pokojowe, ale także swoich braci.


















