Wkrótce będziemy mieli rząd Eda Milibanda, niezależnie od tego, kto teoretycznie na jego czele stoi.
Nawet jeśli Panie Keira Starmera pozostanie na stanowisku premiera przez jakiś czas, skończymy ze wszystkim, przeciwko czemu głosowaliśmy w 2015 r.: jeszcze wyższymi podatkami, jeszcze ostrzejszą dekarbonizacją, jeszcze większym pobłażaniem dla islamistów i coraz większym przytulaniem się do Brukseli.
Wszystko, co robi nieszczęsny premier, jest teraz przez nich podyktowane Praca parlamentarzystów, którzy w niewiarygodny sposób wierzą, że najwyższy poziom podatków od 70 lat to wciąż za mało i którzy wyobrażają sobie, że w jakiś sposób „walczą z oszczędnościami”.
Co dziwne, nadawcy nazywają tych parlamentarzystów „miękką lewicą”, choć są oni miękcy tylko w północnym znaczeniu „mrocznych” lub „naiwnych”.
W rzeczywistości są to ideolodzy, którzy spędzili życie w sektorze publicznym lub charytatywnym i dla których wydatki publiczne są odpowiedzią na pytanie, miarą osobistej przyzwoitości.
Starmer stracił kontrolę nad swoimi parlamentarzystami zeszłego lata, kiedy zablokowali oni jego marną próbę spowolnienia wzrostu wydatków socjalnych. Uwaga: „spowolnij” wzrost, a nie „przycinaj”. Partia Pracy ostatecznie przyspieszyła wzrost zasiłków chorobowych, a następnie podniosła górny limit zasiłku na dziecko.
Lider Partii Pracy, zarówno słaby, jak i słaby, próbował zrobić cnotę z przegranej i przechwalać się, że ma moralną misję położenia kresu ubóstwu dzieci – podczas gdy w rzeczywistości odebrał bat siedmiu parlamentarzystom za poparcie podwyżki w czasie, gdy wciąż udawał, że przejmuje się długiem publicznym.
Od tego czasu Starmer jest marionetką swojego pustkowia Lefta, przywiązanego do steru statku, którym już nie steruje. W zeszłym tygodniu porzucono ostateczne pozory i Starmer – zachowując nadal nazwisko kapitana – został przeniesiony ze steru na bryg.
Choć sir Keirowi Starmerowi udało się na razie zachować tytuł „kapitana”, to po zeszłym tygodniu oblężony premier został przeniesiony ze steru na bryg, mówi nasz felietonista
Jak wczoraj zauważył Kemi Badenoch, bezprecedensowo mamy numer 10, w którym nie ma jednocześnie szefa sztabu, dyrektora ds. komunikacji ani sekretarza gabinetu. Starmer już nawet nie udaje, że rządzi.
Zdesperowany, by utrzymać swoją posadę po katastrofie Mandelsona, premier oferował swoim wewnętrznym krytykom wszystko, czego chcą. Więcej wydatków, więcej przebudzenia, więcej Europy.
Ironią jest to, że prawie na pewno to nie wystarczy. Powodem, dla którego Starmer nadal sprawuje urząd, jest to, że nikt szczególnie nie chce przejąć władzy w samą porę, aby przegrać majowe wybory w Szkocji, Walii i samorządach lokalnych.
Jeśli Partia Pracy w cudowny sposób nie poprawi swojej pozycji do tego czasu, Starmer odpadnie latem. Całe jego niegodne czołganie się nie przyniesie mu pożytku. Większość milibandystów na jego zapleczu znudzi się rządzeniem przez niego jako pełnomocnika i zastąpi go jednym ze swoich.
W międzyczasie, gdy premier będzie próbował przekupić swoich krytyków, zostaną wyrządzone ogromne szkody. Każde żądanie wydatków zostanie przyjęte ze współczuciem, każdy wydatek z okręgu wieprzowego zostanie zatwierdzony.
Nie byłbym najmniej zaskoczony, gdyby Rachel Reeves, która praktycznie porzuciła już swoje reguły fiskalne, formalnie je porzuciła.
Jednocześnie Wielka Brytania podpisze się pod różnymi politykami UE, od których Partia Pracy obiecała podczas wyborów trzymać się z daleka. Zgodzimy się na dynamiczne dostosowanie, obiecując jednostronne i bezwarunkowe przestrzeganie wszystkich przepisów UE w niektórych obszarach oraz zrzekniemy się naszych praw do połowów.
Co najgorsze, pomimo oficjalnych zaprzeczeń, prawie na pewno nastąpi próba wprowadzenia nas do unii celnej UE, co jest rozwiązaniem, które nawet rządy Szwajcarii i Norwegii uważają za niedopuszczalne.
Przystąpienie do unii celnej oznaczałoby rezygnację ze wszystkich naszych umów handlowych bez kompensacyjnego usunięcia kontroli naszego eksportu do UE.
„Mamy rząd Milibanda” – pisze Dan Hannan. „Brexit był okazją do ucieczki przed niektórymi droższymi i niepotrzebnymi celami UE dotyczącymi Net Zero”, czego Partia Pracy nie zrobiła
Dlaczego ci parlamentarzyści agitują za przyłączeniem się do unii celnej (za czym nie ma poważnych argumentów), a nie do jednolitego rynku (za czym przemawiają poważne argumenty)? Mogę tylko przypuszczać – i chciałbym żartować – że lubią słowo „unia”, a nie lubią słowa „rynek”. Tymczasem nastąpi przyspieszenie wspólnej polityki, która w największym stopniu uczyniła nas biedniejszymi – dekarbonizacji. Brexit był okazją do ucieczki przed niektórymi droższymi i niepotrzebnymi celami UE dotyczącymi Net Zero. Zamiast tego korzystamy ze swobód wynikających z brexitu, aby przyjmować jeszcze droższe polityki. Jak mówiłem, mamy rząd Milibanda.
O ile więcej szkód może wyrządzić Starmer w ciągu pozostałych trzech lub czterech miesięcy? Byłbyś zaskoczony. Ogromna większość propozycji ma na celu związanie rąk przyszłej administracji.
Kontrakty, których używa rząd, aby zachęcić do korzystania z energii odnawialnej zamiast tańszych paliw kopalnych, obowiązują zazwyczaj od 15 do 20 lat, co znacznie utrudnia przyszłemu rządowi cięcie kosztów.
Następują także zmiany w konstytucji, począwszy od usunięcia dziedzicznych rówieśników, co wzmocni pozycję Partii Pracy w parlamencie, po skandaliczny pomysł głosowania w wieku 16 lat. W każdym innym kontekście Partia Pracy uważa 16-latków za dzieci. Jej parlamentarzyści głosowali za podniesieniem wieku zgody do 18 lat na zakup noża, palenie papierosów, zrobienie sobie tatuażu, ubieganie się o kredyt hipoteczny, porzucenie nauki lub szkolenia w pełnym wymiarze godzin, poddanie się zabiegowi botoksu. Jednak jeśli chodzi o głosy, ponownie widzi sposób na utrzymanie swojej przewagi po następnych wyborach.
Wygląda na to, że Starmer wykorzystuje pozostałe miesiące sprawowania urzędu do wprowadzenia nieodwracalnych zmian w sposobie rządzenia. Będziemy zamknięci w polityce, która uczyni nas biedniejszymi, zimniejszymi, mniejszymi i mniej suwerennymi.
Z drugiej strony, czy powinniśmy się dziwić? Jak ujawnił w tym tygodniu dziennikarz polityczny Tim Shipman w artykule na okładce Spectatora, starsi osobistości Partii Pracy pozostają zdumieni brakiem filozoficznego zaplecza premiera, spójnego programu dla rządu oraz jego dziwaczną fiksacją na punkcie trywialności, takich jak zasady ubioru na spotkaniach, co doprowadziło do tego, że Starmer i jego kontrowersyjny prokurator generalny lord Hermer „ubrali się w liczne kurtki Paula Smitha, kurtki i koszulkę polo”.
Przypuszczam, że jest to pewnego rodzaju dziedzictwo. Ale, słowo daję, przyszłe pokolenia będą przeklinać jego imię.
- Lord Hannan z Kingsclere jest konserwatystą i prezesem Instytutu na rzecz Wolnego Handlu.


















