Przed meczem
Żadna ze stron nie sprawiła większych niespodzianek w składzie. Como właśnie rozegrał 120 trudnych minut w meczu przeciwko Napoli w Coppa Italia we wtorek, ale Cesc Fabregas wystawił coś bliskiego swojej najsilniejszej jedenastce. Paolo Vanoli zabrakło Robina Gosensa z powodu kontuzji, co zmusiło go do upuszczenia Fabiano Parisiego z lewego obrońcy i wprowadzenia Jacka Harrisona do wyjściowego składu po kontuzji Alberta Guðmundssona. Luca Ranieri także po raz pierwszy od ponad miesiąca wystartował w Serie A po serii kiepskich występów Pietro Comuzzo. Przypominamy, że wsparcie wyjazdowe Violi pozostaje zakazane do końca sezonu Serie A.
Reklama
Pierwsza połowa
Jak widzieliśmy podczas dwóch poprzednich spotkań, Fiorentina zaczęła całkiem nieźle w meczu przeciwko ulubieńcom Serie A, schodząc głęboko i sprawiając, że gra była dość trudna, chociaż nawierzchnia na Giuseppe Sinigaglia była okropna: gracze ciągle się wyślizgiwali. Być może dlatego Viola zaliczył około 4 szczęśliwych odbić w drodze na dobrze wykonany otwierający Nicolò Fagioli. Podanie Parisiego wróciło do niego, dając mu przestrzeń do wjechania w pole karne Como, a następnie strzał Fagioli również wrócił do niego, ustawiając go na finiszu 1 na 1 obok Jeana Buteza.
Como odpowiedział przyzwoicie, a Nico Paz dośrodkował do bocznej siatki chwilę po bramce, ale Fiorentina upadła głęboko i przede wszystkim sfrustrowała gospodarzy, którzy nie zdobyli zbyt wielu odpowiedzi. Rzeczywiście, utrzymali piłkę na połowie Violi, ale nie byli w stanie odblokować upartej i energicznej obrony, która od czasu do czasu przechodziła do akcji po kontratakach, chociaż Harrison zdawał się zabijać każdy ruch. Lariani sapali i sapali, ale tak naprawdę nigdy nie przestraszyli głębokiego bloku Fiorentiny. Jakość była o połowę niska – w sumie tylko 2 strzały na bramkę – ale goście nie narzekali.
Druga połowa
Dopiero po znakomitej interwencji Marina Pongračicia w jego własnym polu karnym kilka chwil po wznowieniu gry Fiorentina utrzymała się w grze, ale goście nie poddawali się, a nawet więcej niż tylko utrzymali, wyprowadzając kilka niebezpiecznych kontrataków. Na jednym z nich Rolando Mandragora wszedł na palcach w pole karne i gdy tylko poczuł stopę Maximo Perrone na goleni, przewrócił się. Był miękki, to prawda, ale wystawienie palca u nogi w ten sposób skutkowało karą przez ostatnie kilka dekad. Moise Kean podszedł i ze spokojem pogrzebał kopnięcie punktowe.
Reklama
Como oblegał skrzynkę Viola, ale nie udało mu się przebić. Po upadku Jesúsa Rodrígueza pod wpływem, jak się okazało w powtórkach, niewinnego nacisku Harrisona, Fabregas mocno się zdenerwował, ale Marchetti jakimś cudem zamiast tego ukarał Vanoliego czerwoną kartką. Jednak nawet bez pana obrona radziła sobie całkiem nieźle, gdy gospodarze rzucili kuchennym zlewem. Niestety, podatek od idioty Fiorentiny Defender nie został pobrany, a jego zapłacenie spadło na skądinąd znakomitego Parisi. Trzeba przyznać, że był to bardzo dobry wolej.
Następnie Como rzucił wszystkim w Violę, ale nie mógł znaleźć żadnego wyjścia i zamiast tego popadał w coraz większą frustrację, zwłaszcza że Fiorentina zaczęła marnować czas przy każdej okazji i w każdy możliwy sposób, zamieniając ostatnie 10 minut w absurdalną męczarnię, która była bardziej kłótnią niż grą. Parisi był głównym winowajcą i ostatecznie jego podstępne pchnięcie na Álvaro Moratę spowodowało uderzenie głową w odwecie; obaj otrzymali żółte kartki, ale była to druga kartka Hiszpana i odszedł. Como, już powalony, cisnął ciała w pole karne, ale Fiorentina zrobiła wystarczająco dużo, aby utrzymać się na bardzo nieoczekiwanym zwycięstwie z ulubieńcami Serie A.
Pełny etat
Cele: Paryż I 78′; Fagioli 26′, Kean PK 54′
Reklama
Karty: Kempf 49′, Rodríguez 82′ Morata 88′ 89 (wyrzucony z boiska)”; Vanoli czerwona kartka 70′ (lol), Mandragora 88′, Ranieri 90’+3
Czego się nauczyliśmy
-Może pomarańczowe mundury nie są zwiastunami zagłady, ale na pewno są brzydkie.
– Krytykowaliśmy obrońców Fiorentiny przez cały rok i zasługują na to, ponieważ byli okropni. Dziś jednak spisali się znakomicie. Marin Pongračić był wszędzie, dominując nad Tasosem Douvickasem i narzucając się Moracie, włączając jeden zabawny odcinek, w którym przez około pół minuty siedział okrakiem na leżącym napastniku, wzruszając ramionami, po czym wstał i pozwolił swojemu miotającemu się przeciwnikowi wstać. Ranieri również spisał się solidnie, ale zapewnił zastrzyk emocji, nieustannie zachęcając swoich kolegów z drużyny w sposób, w jaki nie robi tego nikt inny w składzie, a także srając z najlepszymi.
Reklama
– Como to drużyna znajdująca się najbliżej środka tabeli Premier League w Serie A w 2026 roku i uważam ich za niemal nie do zniesienia. Bardzo fajny zespół do pokonania.
-Kean gra za dużo na ramieniu ostatniego obrońcy. Ma nuklearne tempo w tyle, ale jest też potworem, który nie pozwala grać. Myślę, że w tym roku jest zbyt skupiony na tym, by przebić się przez szczyt, a za mało na grze tyłem do bramki, co zapewnia jego drużynie niezbędny ujście, a także naraża obrońców przeciwnika na ryzyko kartek. Zapewnia mu także więcej dotknięć, pomagając mu znaleźć rytm.
– Parisi nie zasłużył na samobójczą bramkę, ponieważ do tego czasu był najlepszym zawodnikiem Fiorentiny. Jego tempo i bezpośredniość sprawiły Como różnego rodzaju problemy. Nie kocha też niczego bardziej niż mieszanie w garnku.
– Po raz pierwszy w tym sezonie Fiorentina zagrała jak kandydat do spadku i mówię to jako komplement. Zniknęły uprawnienia, zastąpione desperackim brudem, jakiego oczekujesz od zespołu, który da wszystko, aby utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej. To trochę przypadkowy wynik, ale jeśli Viola zrobi coś nie do pomyślenia i utrzyma się w Serie A, sądzę, że będziemy wspominać ten mecz w momencie, w którym się o tym przekonali.
Reklama
Co dalej
Pomimo 3 punktów Fiorentina pozostaje zablokowana na 18. miejscu i wciąż znajduje się w strefie spadkowej ze względu na swój bezpośredni bilans z Lecce, które również ma 21 punktów przed poniedziałkowym meczem z Cagliari. Od tego momentu sprawy stają się już tylko trudniejsze: w czwartek długa podróż do Jagiellonii Białystok w Lidze Konferencyjnej, potem zapowiadają się najintensywniejsze w ostatnich czasach derby Toskanii z Pizą, potem rewanż z Polakami, a na końcu zawsze trudny wyjazd do Udinese. Ale hej, przynajmniej Fiorentina odniosła pierwsze zwycięstwo od miesiąca.


















