Po obaleniu prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro w areszcie w Nowym Jorku i pozbawionym głowy reżimie w Caracas po cichu współpracującym ze Stanami Zjednoczonymi, prezydent Donald Trump przeniósł swoje wrogie podejście na Kubę.
„Kuba to upadający naród” – powiedział niedawno Trump. „Nie można tego policzyć.”
A wraz z odcięciem przez administrację Trumpa zaopatrzenia Kuby w wenezuelską ropę naftową – oraz rozporządzeniem wykonawczym z 29 stycznia grożącym sztywnymi cłami na każdy kraj dostarczający ropę temu wyspiarskiemu narodowi – ocena ta wydaje się coraz trafniejsza.
Dlaczego to napisaliśmy
Pogarszające się warunki na Kubie w obliczu agresywnej postawy administracji Trumpa wobec półkuli zachodniej podsycają debatę w Waszyngtonie: Zmiana reżimu czy porozumienie? Eksperci twierdzą, że to drugie jest bardziej prawdopodobne, choć ważniejszym celem strategicznym mogłoby być ograniczenie obecności Chin na wyspie.
Blokada naftowa szybko skłoniła Kubę do wprowadzenia surowych środków, w tym wstrzymania całego transportu publicznego, ogłoszenia czterodniowego tygodnia pracy, zamknięcia hoteli turystycznych, które zapewniały tak potrzebne dochody, i rosnących przerw w dostawie prądu.
Rodziny, które już doświadczają trudnych warunków życia, do gotowania korzystają z drewna i węgla. Niektóre międzynarodowe linie lotnicze odwołały loty na wyspę.
Szybko pogarszające się warunki na Kubie stanowią źródło wzmagającej się debaty w Waszyngtonie: umowa czy zmiana reżimu? Czy Trump powinien pójść na układ na wzór wenezuelski, który pozostawi spółdzielczą część obecnego rządu? A może powinien naciskać, aż obali reżim komunistyczny, który od 1959 r. jest amerykańskim bête noire?
Retoryka prezydenta może sugerować, że faworyzuje to drugie. W związku z tym niektórzy kubańscy Amerykanie nagle wpadli w panikę na myśl o perspektywie rychłego powrotu w celu odbudowania demokratycznej i kapitalistycznej ojczyzny i być może odzyskania majątku, który pozostawili jakieś siedemdziesiąt lat temu.
Stopniowa zmiana kontra chaos
Wielu regionalnych ekspertów twierdzi jednak, że każdego, kto liczy na szybką zmianę reżimu w Hawanie, czeka rozczarowanie.
Zamiast tego większość spodziewa się, że niesłabnąca presja gospodarcza Stanów Zjednoczonych doprowadzi do pewnego rodzaju porozumienia między administracją Trumpa a kubańskimi brokerami władzy, które faworyzuje stopniowe zmiany na wyspie zamiast nagłego upadku i chaosu.
Taka umowa mogłaby być negocjowana z rządem kubańskim. Jednak w przypadku niektórych byłych urzędników i ekspertów amerykańskich bardziej prawdopodobne jest, że znaczące rozmowy zostaną – a jeśli krążące plotki są prawdziwe – już prowadzone – z innymi wpływowymi kręgami. Wśród kandydatów: wyżsi rangą dowódcy wojskowi, od dawna trzymający ścisłą kontrolę nad gospodarką, czy „emerytowani” decydenci, w tym Raúl Castro, były prezydent i niepełnoletni brat zmarłego przywódcy rewolucji Fidela Castro.
„Trump twierdzi, że rozmawiamy z «najwyższymi osobistościami na Kubie», aby zawrzeć porozumienie, i może to być prawda, ale nie musi” – mówi Michael Rubin, starszy pracownik naukowy ds. polityki zagranicznej w American Enterprise Institute w Waszyngtonie.
„Ale wiemy, że jeśli rozmawiamy z jakimikolwiek prawdziwymi decydentami, to nie z obecnym prezydentem (Miguelem) Díaz-Canelem, który jest jedynie figurantem” – dodaje. „To musiałoby być z kimś lub grupą, która się liczy”.
Doktor Rubin twierdzi, że mogłoby to dotyczyć tak zwanej „trojki” – trzech starzejących się byłych przywódców pod przewodnictwem Castro – lub urzędników rządowych, którzy akceptują fakt, że porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi jest nieuniknione. Lub z potężnymi przywódcami wojskowymi gotowymi na kompromis z USA, aby zachować swój udział w gospodarce.
Prawdziwym celem są Chiny
Mimo to każda dyskusja na temat „porozumienia” rodzi pytanie: czego w przypadku Kuby szuka prezydent Trump?
Podczas gdy głównym strategicznym „zdobyciem” Stanów Zjednoczonych w Wenezueli był dostęp do krajowej ropy (i odcięcie jej od przeciwników), to administracja Trumpa może dążyć na Kubie nie do obalenia reżimu, jak twierdzą niektórzy eksperci, ale do Chin.
„Bardziej strategicznym celem… jest odciągnięcie Chin, ale także Rosji od wykorzystywania Kuby jako wysuniętej bazy operacyjnej dla ich wywiadu, a nawet działań wojskowych” – mówi Christopher Hernandez-Roy, zastępca dyrektora Programu dla Ameryk w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie. Cel ten, zauważa, „jest w 100% zgodny z obecnym Strategia Bezpieczeństwa Narodowego którego celem jest usunięcie Chin ze strategicznych lokalizacji na półkuli zachodniej”.
„Trump dużo mówi o Grenlandii, a wcześniej o Kanale Panamskim i innych miejscach na półkuli” – dodaje – „ale nie ma bardziej strategicznej lokalizacji niż 150 km od Florida Keys”.
Rząd kubański upiera się, że Chiny nie mają na wyspie infrastruktury służącej do gromadzenia danych wywiadowczych. Jednak liczne raporty rządu USA i zespołów doradców ds. bezpieczeństwa narodowego z ostatnich lat potwierdzają, że takie bazy szpiegowskie rzeczywiście istnieją, podobnie jak w innych krajach Ameryki Łacińskiej mających bliskie powiązania z Chinami.
W debacie na temat porozumienia a zmiany reżimu wielu ekspertów i niektórych urzędników chcących zabrać głos pod warunkiem zachowania anonimowości twierdzi, że dziką kartą przy podejmowaniu decyzji, która opcja zwycięży, jest Sekretarz Stanu Marco Rubio, który urodził się w Miami w rodzinie Kubańczyków.
W ostatnich miesiącach pozycja Rubio u prezydenta Trumpa wzrosła jeszcze wyżej. I on od dawna zalecał – jako senator z Florydy i jako ulubieniec polityczny społeczności kubańskich uchodźców na południu Florydy – politykę mającą na celu uwolnienie Kuby od rewolucji, która skłoniła tak wielu Kubańczyków do opuszczenia swojej ojczyzny.
Ze swojej strony rząd kubański twierdzi, że choć jest otwarty na rozmowy z USA „szanujące suwerenność Kuby”, obecnie żadne z nich nie są prowadzone.
Model Wenezueli
Niektórzy eksperci ostrzegają jednak, że choć społeczność na uchodźstwie i niektórzy bliscy współpracownicy prezydenta mogliby nalegać na zmianę reżimu, dla Trumpa byłoby lepiej, gdyby rozważył potencjalne konsekwencje podążania w tym kierunku i zbliżył się do wenezuelskiego modelu działania.
„Doprowadzenie do zmiany reżimu na Kubie było przez bardzo długi czas wielkim białym wielorybem dla wielu konserwatystów” – mówi Rosemary Kelanic, ekspertka ds. bezpieczeństwa energetycznego i wielkiej strategii Stanów Zjednoczonych w Defense Priorities, waszyngtońskim zespole doradców opowiadającym się za realistyczną polityką zagraniczną. „Wydaje się to szczególnie prawdziwe w społeczności kubańskiej na południu Florydy i w kręgu przyjaciół Trumpa w Mar-a-Lago”.
„Ale chociaż Trump wykorzystuje ropę, aby zwiększyć presję na kubański reżim” – dodaje, „myślę, że model wenezuelski i słowa Trumpa o „porozumieniu” sugerują, że mógł mieć na myśli coś innego niż całkowitą zmianę reżimu”.
Doktor Kelanic twierdzi, że nieustanny nacisk na Kubę może ją zdestabilizować i spowodować katastrofę humanitarną zaledwie 150 km od wybrzeża Florydy. „Konsekwencje mogą obejmować odpływ uchodźców z Kuby na Florydę” – dodaje – „istnieje więc realne ryzyko, że odwet wpłynie na kwestię, na której bardzo zależy tej administracji”.
Wymuszenie zmiany reżimu „wymagałoby rozmieszczenia żołnierzy piechoty morskiej na plażach Kuby, a to nie wchodzi w grę prezydentowi, który nie opowiada się za opcjami stąpania po ziemi” – mówi Hernandez-Roy. Zamiast tego przewiduje coś, co nazywa „zarządzaniem reżimowym”, które wykorzystuje presję ekonomiczną w celu popychania stopniowych zmian politycznych.
„W przeciwieństwie do Wenezueli Kuba nie ma demokratycznej pamięci mięśniowej, która pomogłaby w szybkich zmianach politycznych” – mówi.
Jeśli chodzi o to, do kogo administracja Trumpa może się zwrócić w celu znaczących rozmów, Hernandez-Roy radzi, aby zwracać uwagę na syna Raúla Castro, Alejandro Castro Espína, który był zakulisowym rozmówcą administracji Obamy w sprawie normalizacji stosunków USA-Kuba.
Dr Rubin zauważa, że w ostatnich latach z wyspy uciekło ponad 2 miliony Kubańczyków, wielu z nich to profesjonaliści i członkowie klasy średniej, wypędzeni przez załamanie gospodarcze. Mówi, że tę grupę można zachęcić do powrotu i udziału w restrukturyzacji politycznej i gospodarczej Kuby.
Jeśli chodzi o to, czego Trump może chcieć od negocjacji z Kubą, dr Rubin radzi pamiętać, że prezydent jest pośrednikiem w handlu nieruchomościami, któremu podoba się pomysł osiągnięcia tego, czego nie byliby w stanie osiągnąć inni prezydenci.
Jak twierdzi Trump, szczególnie atrakcyjne byłoby „umieszczanie na kubańskich plażach hoteli noszących jego imię”.
Znaki te stale przypominałyby, że choć komunistyczny rząd Kuby utrudniał walkę 12 prezydentom USA, to prezydent Trump ostatecznie go pokonał.


















