Każdego ranka przygotowuję się na pierwszy cios. Przyzwyczaiłam się do ukrywania pod makijażem podbitych oczu, zacięć i rozciętych ust. Ubieram się ostrożnie, żeby wściekłe siniaki pokrywające moje ciało pozostały ukryte.
Obelgi też są na porządku dziennym. Straciłem już rachubę, ile razy nazywano mnie ab***h.
Czuję się jak więzień we własnym domu, uwięziony w tym pełnym przemocy związku. Zbyt boi się przyznać światu prawdę.
Moje dzieci również zostały zranione, co łamie mi serce i całkowicie niszczy ich poczucie bezpieczeństwa.
Możesz się zastanawiać, dlaczego po prostu nie odejdę, ze względu na nich, jeśli nie na swoje własne.
Ale to nie jest klasyczny przypadek przemoc domowa; mój sprawca nie jest moim mężem, z którym jestem od 20 lat. W rzeczywistości, on jest także po stronie odbiorcy.
Moim napastnikiem jest nasz dziewięcioletni syn Henry, który ma ciężki autyzm.
Jest tak brutalny i tak całkowicie przejął kontrolę nad naszym domem, że mogę jednoznacznie powiedzieć, że zrujnował życie moje – oraz życie mojego męża i trójki naszych pozostałych dzieci.
Matka czwórki dzieci, Maria Goodman, twierdzi, że agresywne zachowanie jej najmłodszego syna Henry’ego, który jest autystyczny, zrujnowało życie jej i jej rodziny – co jest tematem tabu (zdjęcie pozowane przez modelki)
Śnito, jakie zebrał na naszym małżeństwie, emocjach, zdrowiu, finansach i życiu społecznym, jest po prostu druzgocące.
Oczywiście przyznanie się do tego pozostaje tematem tabu. Bezwarunkowa miłość matczyna wydaje się oznaczać przymykanie oka na takie ciemne rzeczywistości, jak ta.
Ale to nie tak, że nie kocham Henry’ego. Nadal jest moim synem – chcę o tym pamiętać, gdy mnie uderza i kopie. Jednakże nienawidzę i czuję się urażony tym, jak nędzne stało się życie naszej rodziny.
Henry atakuje niemal codziennie i jestem przerażona, że gdy będzie starszy i silniejszy, rozdwojone usta i czarne oczy zamienią się w połamane kości. Albo że pewnego dnia rzeczywiście może kogoś zabić. Może ja, skoro jestem jego celem numer jeden.
Kiedyś myślałam, że dzieje się tak dlatego, że mnie nienawidzi, ale eksperci twierdzą, że wyładowuje na mnie swoją agresję, ponieważ jestem jego bezpieczną przestrzenią, tą, na której może polegać i że zawsze będzie przy mnie. Nieważne co.
To nie wina Henry’ego, to sposób, w jaki zbudowany jest jego mózg. Muszę zatem ponieść cały ciężar – bez skarg i odwetu.
Jedyne, czego kiedykolwiek chciałam, to być matką. Dobrze radziłem sobie w szkole, a następnie na uniwersytecie i zrobiłem karierę w sprzedaży IT. Karierę, która była kolejną ofiarą naszej sytuacji.
Mając tylko jedno rodzeństwo, marzyłam o szóstce dzieci – potomstwie, które przyniosłoby tyle miłości i radości. Kiedy w 2008 roku poznałam Nicka, obecnie 46-letniego, w pracy, on też chciał mieć dużą rodzinę.
Wyobrażaliśmy sobie naszą grupę dzieci wdrapujących się do łóżek na niedzielne poranne przytulanki, spacerujących z psami nad rzeką w pobliżu naszego domu w Buckinghamshire i ładujących je do samochodu na radosne jednodniowe wycieczki do parków i plaż.
Przyszła Amber (obecnie 16 lat), George (13 lat), Freya (11 lat) i tak właśnie było. Do czasu, gdy Henry urodził się w lipcu 2017 roku, kiedy miałem 36 lat.
Trudno pogodzić wspomnienie cudownego, ciepłego tobołka, który położna włożyła mi w ramiona, z onieśmielającym, nieprzewidywalnym chłopcem, którym się stał.
Kiedy miał trzy lata, zauważyłem, że jego mowa jest opóźniona, nigdy nie bawił się zabawkami i zaczął krzyczeć. Ale nauczył się chodzić do toalety i myć zęby, zanim poszedł do szkoły. Trzeba jednak przyznać, że kąpie się lub bierze prysznic tylko raz na dziesięć dni, ponieważ nienawidzi dźwięku i dotyku wody.
Dopiero tuż przed jego opuszczeniem przedszkola, gdy miał cztery lata, naprawdę zacząłem się martwić. Wtedy w domu wydarzył się incydent, którego nigdy nie zapomnę. Henry próbował uderzyć Amber, wówczas 12-letnią, po tym, jak próbowała uniemożliwić mu ucieczkę przez drzwi wejściowe. Kiedy interweniowałem, odwrócił się ode mnie – wściekle kopiąc i uderzając.
Uspokojenie zajęło mu 45 minut. Potem przytuliłam pozostałe dzieci i razem płakaliśmy, opatrując skaleczenia i siniaki.
Był to najwyraźniejszy i najbardziej niszczycielski sygnał, że Henry ma poważne problemy z zachowaniem. Został skierowany do oceny w celu uzyskania Planu Edukacji, Zdrowia i Opieki (EHCP), w którym określone są specjalne potrzeby edukacyjne dziecka. Diagnoza okazała się jednak długim i żmudnym procesem.
Rok później wciąż czekaliśmy na wyrok, kiedy Henry, wówczas prawie sześcioletni, zaczął uciekać ze szkoły, pojawiając się na progu domu dziesięć minut spacerem ode mnie, przerażony, że wbiegł na drogę i został potrącony przez samochód. Czasem w gniewie i frustracji niszczył dom, innym razem chciał posiedzieć sam w swoim namiocie.
Kiedy następnie kopnął szybę w szkole, dyrektor natychmiast zadzwonił do Służby Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży NHS (CAMHS) w celu uzyskania porady, ponieważ Henry zaczął wykazywać zachowanie, które mogło stanowić zagrożenie dla życia – innych i jego własnego.
W ciągu czterech dni zdiagnozowano u nas autyzm i stany lękowe – oficjalna diagnoza to autyzm współistniejący z uogólnionym stanem lękowym, którego objawami są całkowite przeciążenie językowe i sensoryczne.
Przepisano mu lek klonidynę, który miał go uspokoić i zmniejszyć impulsywne zachowania. Ale nawet biorąc leki, Henry nadal niszczył rzeczy, wyrywał gniazdka elektryczne ze ścian i uciekał. Przez lata brał melatoninę. Pół godziny po zażyciu już spał, żeby reszta z nas mogła spędzić rodzinny wieczór. Niestety ostatnio przestał działać i nie udało nam się znaleźć zamiennika.
Żaden inny rodzic nie poskarżył się mi prosto w twarz, chociaż ktoś powiedział szkole, że Henry podczas kłótni użył okropnych słów.
Nie ma w szkole indywidualnego asystenta nauczyciela (TA), ponieważ nie ma na to funduszy, ale klasowy asystent opiekuje się nim, ponieważ przebywanie samemu nie jest dla niego bezpieczne.
Na szczęście nigdy nie zaatakował innych dzieci, ale w czerwcu 2024 r., gdy miał siedem lat, uderzył nauczyciela, co spowodowało, że szkoła tymczasowo go wykluczyła.
Błagałam ich, aby to zrobili od miesięcy, ponieważ wykluczenie byłoby najszybszym sposobem na umieszczenie go w szkole specjalnej – niestety w okolicy nie ma takiej szkoły, więc nadal uczęszcza do szkoły ogólnodostępnej, choć nie dłużej niż cztery godziny tygodniowo – co jest uzgodnione ze szkołą i CAMHS.
Moja praca za 30 000 funtów rocznie i wszelka swoboda, jaką posiadałam, poniosły natychmiastowe straty, ponieważ musiałam być z nim w domu. Nie chce się uczyć, więc go nie uczę. Bardzo chciałabym z nim – lub dla niego – czytać, ale on tego nie będzie tolerował.
Zamiast tego całe dnie spędza w piżamie przed ekranem. Jeśli próbuję go zmusić do ubrania się lub zrobienia ze mną jakiejś czynności, kopie mnie i uderza.
Ponieważ Henry uderzył nauczyciela i został tymczasowo wykluczony, wraca do szkoły tylko na cztery godziny tygodniowo. Maria bardzo chciałaby go uczyć i czytać w domu, ale twierdzi, że się nie angażuje (zdjęcie pozowane przez modelki)
Tymczasem, pomijając moją pensję, jesteśmy pod ogromną presją finansową. Mój biedny mąż pracuje całą dobę jako jednoosobowy specjalista ds. rozwiązywania problemów z informatyką, aby spłacić kredyt hipoteczny, rachunki i podstawowe koszty utrzymania.
Nasz samochód zepsuł się kilka miesięcy temu, ale nie stać nas na jego naprawę, więc Nick do pracy musi chodzić 40 minut w jedną stronę na stację i z powrotem, a nie stać nas na zasadniczy remont naszego starego wiktoriańskiego domu.
I Bóg jeden wie, że tego potrzebuje, bo Henry ciągle niszczy rzeczy: do tej pory trzy telewizory, różne drzwi, ozdoby i szyby. Doznał poważnej kontuzji, uderzając pięścią w szybę, a kilka dni później przebił stopą kolejną.
Czasem w ogóle nie chce chodzić do szkoły, co oznacza, że ja też jestem w tym uwięziona. Ponieważ wcześniej dobrze się bawiłem na świeżym powietrzu, obecnie zdiagnozowano u mnie chroniczny niedobór witaminy D, ponieważ rzadko wystawiam się na światło dzienne, i przepisano mi Citalopram na depresję i stany lękowe. Zyskałem także 2. miejsce i rozwinąłem fibromialgię, która powoduje chroniczny ból w całym ciele – coś, co według mojego lekarza rodzinnego jest spowodowane stresem.
Ponieważ Henry nie toleruje gości w domu, nie mogę nawet zaprosić przyjaciela na kawę. Moje starsze dzieci też nie mogą zapraszać znajomych. W weekendy nie ma dni rodzinnych, ponieważ albo Nick, albo ja musimy być w domu z Henrym. Nie mogę się nawet powstrzymać, jeśli podczas gotowania obiadu odkryję brakujący składnik.
Nie ma wytchnienia. Nie chce spać gdziekolwiek poza naszym łóżkiem, pomiędzy mną i Nickiem. Nawet nie pójdzie do łazienki, nie nalegając, żebym czekała na niego za drzwiami.
A potem jest przemoc.
Nick i mnie również powiedziano, abyśmy stosowali „podejście zerowego popytu”. Nie możemy na przykład powiedzieć: „Nie! Zatrzymywać się!’ ponieważ jego autyzm ma składnik znany jako patologiczne unikanie żądań (PDA). Oznacza to, że proszenie go o zrobienie czegokolwiek może doprowadzić do załamania. Rozmowa z nim przypomina rozmowę z bombą, która w każdej chwili może eksplodować.
Zamiast tego musimy zachować spokój i ciszę, a to trudne pytanie, kiedy mnie bije.
Nauczono mnie procesu zwanego „zgniataniem”, podczas którego siadam lub leżę na nim, ponieważ jest to najskuteczniejszy sposób na uspokojenie go, ponieważ tak duże ciśnienie pozwala na regulację jego układu nerwowego.
Moja rodzina i przyjaciele bardzo się martwią. Podjęliśmy duże ryzyko i dwa lata temu zaprosiliśmy mojego tatę na Boże Narodzenie, tylko po to, aby być świadkiem potężnego załamania Henryka, który był wściekły, że dziadek był w domu.
„Nie rób tego mamusi!” Tata krzyknął, bardzo zdenerwowany, kiedy próbowałam położyć się na Henrym, żeby go uspokoić.
Tymczasem mój najstarszy syn wziął już dwukrotnie odwet, uderzając Henry’ego, gdy ten przypuścił atak. Nie mogę go winić, bo to taki spokojny, uporządkowany chłopak. Powiedział nawet: „Henry zrujnował mi życie”.
Moja najmłodsza córka bardzo się ostatnio zdenerwowała, gdy desperacko pragnęła zaprosić przyjaciół, i zaczęła płakać: „Nienawidzę go, wszyscy go nienawidzą. Budzę się każdego dnia i żałuję, że nie żyję!
Słysząc to, zniszczyłem mnie.
Trudno nie winić Henry’ego za wszystkie nasze kłopoty. Czasami mam do niego taką urazę, że rozważam opiekę zastępczą lub szkołę z internatem. Przynajmniej wtedy moje pozostałe dzieci odzyskałyby życie, a Nick i ja moglibyśmy naprawić nasze małżeństwo.
Nadal jesteśmy przyjaciółmi, dzięki Bogu, ale od kilku lat nie ma między nami żadnej intymności. Rozmawialiśmy nawet o rozwodzie. Czasami myślałam, że przynajmniej dałoby nam to chwilę wytchnienia, gdybyśmy mieszkali osobno i dzielili opiekę nad dzieckiem. Z drugiej strony żadne z nas nie mogło sobie z nim poradzić samotnie.
W najmroczniejszych chwilach zastanawiałam się, czy zakończenie własnego życia pomoże moim innym dzieciom uzyskać dostęp do terapii, z której muszą sobie poradzić.
Ale od czasu do czasu Henry będzie miał dobry tydzień lub powie mi: „Jesteś najlepszą mamusią na świecie!” A potem nienawidzę siebie za to, że w ogóle mam takie myśli.
Podsumowując, najbardziej boję się o Henry’ego – że pewnego dnia zrobi coś tak okropnego, że trafi do więzienia, gdzie sobie nie poradzi.
Obecnie mamy nieco lepszy okres, ponieważ lekarz rodzinny zwiększył dawkę klonidyny Henry’emu, więc przynajmniej przestał atakować swoje rodzeństwo. Udało mi się nawet w tym tygodniu namówić go do fryzjera na strzyżenie, ale przypłaciłem to późniejszym atakiem.
Jego psychiatra z CAMHS dzwoni co dwa tygodnie, żeby sprawdzić, jak sobie radzimy. Ma w szkole terapię zajęciową, a co pół roku spotykamy się z pediatrą.
Ale czy jesteśmy skazani na życie w tym małym, wyspiarskim świecie na zawsze? Teraz, mając 45 lat, nie mam motywacji ani nadziei na przyszłość, a już zwłaszcza na dom pełen wnuków, o których Nick i ja zawsze marzyliśmy, że pewnego dnia będziemy mieć – Henry nie by ich tolerował.
I tak wszyscy idziemy dalej, po prostu istniejąc. Ponieważ nie mamy wyboru.
- Maria Goodman to pseudonim. Imiona i dane identyfikujące zostały zmienione. Aby uzyskać poufne wsparcie, zadzwoń do Samarytan 116 123 lub odwiedź samaritans.org
- Wywiad przeprowadzony przez Sadie Nicholas


















