Wojna na Ukrainie stała się sprawdzianem wyniszczenia, w którym ruch na mapie mierzy się w metrach, a nie milach. Na zamarzniętych pustkowiach, gdzie toczy się ta walka, wydaje się, że nie ma ona końca.
Stawką są ogromne konsekwencje nie tylko dla Ukraińców, ale dla Europy i szerszego porządku międzynarodowego – czy granice można zmienić siłą.
W terenie konflikt nie przypomina wielkiej strategii, a bardziej codzienną walkę o przetrwanie.
Dołączyliśmy do oddziału 117. Brygady, którego zadaniem była obrona jednego z najciężej walczących rejonów Donbasu, zwanego „pasem fortecy”.
Samo dotarcie do ich pozycji jest próbą nerwów, ponieważ poruszanie się do przodu często oznacza chodzenie po otwartym terenie. To jest przerażające.
Krajobraz dookoła nosi ślady wojny. Kiedyś trzeba było się bać jedynie krzyku pocisku, teraz jest to także groźny brzęk drona – a niebo tutaj jest ich pełne.
Zauważa nas dron
Żołnierze skanują niebo w poszukiwaniu bezzałogowych statków powietrznych (UAV) i używają ręcznych detektorów dronów.
Jeden dron zbliża się do naszej pozycji w poszukiwaniu celu, a radio wkrótce powiadamia nas, że podąża z powrotem. Detektor drona nie przestaje piszczeć, sygnalizując, że nasz ruch został zauważony.
Słyszymy go, zanim go zobaczymy, a coraz głośniejszy świst oznacza, że dron jest coraz bliżej.
Zastępca dowódcy, z którym jesteśmy, otwiera ogień ze swojego karabinu szturmowego, a do walki przyłącza się kolejny żołnierz. Choć trafienie w mały, szybko poruszający się cel nie jest łatwe, jest to jedyny sposób na walkę z zagrożeniem i stało się rutyną dla żołnierzy.
Odczuwamy ulgę, gdy widzimy, jak dron spada z nieba, ale nie ma czasu na zwlekanie, ponieważ za nim może podążać więcej dronów, a na naszą pozycję może zostać wezwana artyleria.
Następny etap podróży do wioski, w której stacjonuje jednostka, to jazda quadem po oblodzonych drogach.
W miarę jak pędzimy dalej, na trasie rozbite ukraińskie pojazdy leżą porzucone; wyraźnie przypominają o zbliżającym się niebezpieczeństwie.
Ukraińskie drony są naszymi oczami na niebie i śledzą nasz ruch nad głową, zapewniając w ten sposób pewną ochronę.
Tanie, produkowane masowo i zabójcze
Mała jednostka „łowców dronów” działa w dużej mierze w cieniu, pomagając chronić węzeł logistyczny Słowiańska, kluczowego miasta stanowiącego kotwicę linii obronnej we wschodniej części kraju. Ukraina.
W swoim bunkrze, w którym mieszkają i planują misje, pokazują nam drona, który zestrzelili tego ranka. Jest tani, produkowany masowo i zabójczy.
Bohdan, dowódca baterii przeciwlotniczej 117. Brygady, wyjaśnia: „Są ludzie pracujący ze strzelbami pompowymi, ponieważ drony latają tam na najniższej wysokości.
„To mieści się w skutecznym zasięgu strzelby. Ale tutaj latają wyżej i szybciej, więc Kałasznikow jest najskuteczniejszą bronią”.
Desperacka walka o przetrwanie
Drony są nieustępliwe, a krajobraz został zniszczony przez lata wojny.
Żołnierze pokazują nam coś niezwykłego: w tym zniszczonym miejscu wciąż mieszka dwóch cywilów.
Przez cztery lata Aleksander i jego żona przeżywali ciągłe bombardowania. Mówi mi, że się boją, ale nie mają pieniędzy i nie mają dokąd pójść.
Kiedy rozmawiamy, szukamy osłony, gdy nad głową zauważono kolejnego drona.
Dla mężczyzn broniących tego terytorium niebezpieczeństwo jest ciągłe.
Jeden z żołnierzy opisuje rytm ich dni: „To zdarza się dwa, trzy razy dziennie: oblodzone drogi, drony sypialne, latające drony i Rosjanie. To nie może być bardziej niebezpieczne. Zagrożenia zewsząd – w ciągu kilku sekund.”
Życie na wschodniej Ukrainie to desperacka walka o przetrwanie.
Tajny podziemny bunkier
Zostajemy zabrani do sekretnego miejsca w głębi lasu. Dostęp do siedziby brygady jest ściśle ograniczony.
Wewnątrz schodzimy do bunkra – labiryntu ekranów i monitorów, które odzwierciedlają, czym stała się ta wojna.
Mamy teraz do czynienia z konfliktem mikroczipów i błota, w którym drony rysują cyfrowe łańcuchy śmierci, a ludzie robią wszystko, co w ich mocy, aby przetrwać.
Pułkownik Dmytro Jaroszenk, dowódca 117. Brygady, mówi, że transformacja była głęboka: „Wojna zasadniczo się zmieniła.
„Kiedyś walczyliśmy, że tak powiem, «na koniach»; teraz walczymy na niebie. Za pomocą dronów niszczymy nawet helikoptery. Nie konkretnie moja brygada, ale są takie jednostki, które to robią”.
Na jednym ekranie pokazuje nam pozostałości grupy rosyjskich żołnierzy, którzy próbowali wykorzystać mgłę do przeprowadzenia ataku sondującego. Drony monitorujące – i kierujące nimi algorytmy – widzą wszystko i wszystkich.
„Logistyka to obecnie koszmar, bo technologia bardzo się rozwinęła, drony latają niemal wszędzie. Jeśli wróg zauważy pojazd, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie on szybko zniszczony” – dodaje pułkownik.
Pojawia się inny obraz: bunkier, do którego zauważono wkraczanie wojsk rosyjskich. Wezwane zostają drony szturmowe, które atakują kryjówkę. Nikt nie wychodzi.
XXI wiek połączył się z błotnistymi polami bitew w okopach I wojny światowej, czego efektem jest ponury i brutalny.
Walka tutaj może wydawać się odległa niż te tysiące mil stąd, ale jej konsekwencje takie nie są.
Przeczytaj więcej ze Sky News:
„Miasta Bohaterów”, którego nie udało się zdobyć 30 000 Rosjanom
Kliczko do Trumpa: „Bądźcie po stronie Ukrainy”
Ta wojna pomoże określić, czy w XXI wieku siła ma rację i czy prawo międzynarodowe jest egzekwowane, czy podważane.
Po czterech latach bezlitosnej walki bitwa o Donbas to coś więcej niż tylko terytorium. Opowiada o świecie, który się wyłoni, gdy w końcu ucichną wystrzały.