Od czwartku nie było śladu Andrew Mountbatten-Windsora, ale hałas wokół jego aresztowania nie ucichł, zwłaszcza w związku z jego ósmą w kolejce do tronu pozycji.
Teraz list premiera Australii po prostu podkreśla globalny zasięg sprawy Andrew.
W piątek usłyszeliśmy, że kraj nr 10 rozważa ustawodawstwo mające na celu usunięcie go z linii sukcesji, ale aby tak się stało, 14 innych królestw, czyli krajów, które mają wspólnego monarchę, również musi wyrazić zgodę.
Anthony Albanese strzelił z pistoletu startowego i czekamy, czy dołączą inni.
Fakt, że jest pierwszy, nie może być zaskoczeniem; w przeszłości miał złożone stosunki z monarchią, co zrodziło pomysł zorganizowania w Australii referendum w sprawie uzyskania przez nią republiki.
Chociaż wydaje się, że sukces wizyty króla i królowej w 2024 r. na razie to przyćmił.
Gdy spojrzymy na linię sukcesji, prawdopodobieństwo, że Andrzej kiedykolwiek zostanie królem, nie może wydawać się bardziej odległe, ale – jak to często bywa w przypadku rodziny królewskiej – wszystko zależy od optyki.
Wygląda strasznie.
Właśnie dlatego w zeszłym roku król podjął coś, co uznano za ostateczne, pozbawiając go tytułów, prawa do bycia księciem i przenosząc go z domu w Windsorze.
Przeczytaj więcej ze Sky News:
Zabójstwa, narkotyki i przemoc: kim był „El Mencho”?
BBC usuwa nagrody BAFTA z iPlayera i przeprasza za rasistowskie obelgi
Pałac nie wypowiadał się bezpośrednio na temat wykluczenia go z linii sukcesji, ale jest mało prawdopodobne, aby doszło do jakichkolwiek sprzeciwów.
Podobnie jak w przypadku dochodzeń policyjnych, policja dała jasno do zrozumienia, że pewnym sprawom należy pozwolić na tok.
Oświadczenie króla z zeszłego tygodnia podkreśliło ich obecne stanowisko, że na razie musi zachować milczenie i nie przymykać oczu na ogrom tego, co się dzieje.
Andrew zawsze stanowczo zaprzeczał jakimkolwiek nieprawidłowościom.