IJednym z wyjątkowych talentów Donalda Trumpa jest to, że odsłania absurdalne starzenie się wieloletnich tradycji. Czy w latach wyborów prezydenckich wrzaskliwe wrzaski na scenie sprawiają, że wysiłki polegające na gromadzeniu kandydatów wydają się daremne. Będąc u władzy, oddzielając fakty od kształtowania polityki i zamiast tego opierając się na mitach i przesądach przy podejmowaniu decyzji, czyni bezużytecznymi i bezsilnymi rozległe dziedziny wiedzy specjalistycznej.
Kiedy publicznie kłamie i upiera się, że jego fantazje i wypaczenia będą dyktować przebieg działań rządu, sprawia, że ci z nas, przedstawiciele branży prasowej, zastanawiają się, czy zbieranie i drukowanie prawdy ma już jakikolwiek sens.
Podobnie wielu Amerykanów, którzy oglądali Orędzie o stanie Unii we wtorek wieczorem moglibyśmy się już zastanawiać, jaki jest sens tych przemówień. Konstytucja nakłada na prezydenta obowiązek okresowego przedstawiania Kongresowi aktualnych informacji na temat stanu kraju.
Jednak nigdzie konstytucja nie wymaga osobistego, telewizyjnego przemówienia, które stało się corocznym elementem prezydentury w epoce środków masowego przekazu. I z pewnością nikt z Twórców nie był w stanie wyobrazić sobie przemówienia wygłoszonego przez Trumpa we wtorek wieczorem: chaotycznego, prawie dwugodzinnego przemówienia, pełnego kłamstw, domyśleń i dygresji, które czasami wydawały się próbą zabicia czasu – i niezwykle lekkiego pod względem politycznym.
Przez całe przemówienie Trump wydawał się zmęczony. Miał trudności z czytaniem z telepromptera; chwycił podium z napięciem graniczącym z desperacją, a pod koniec audycji jego głos stał się wyraźnie zachrypnięty. Pokazywał swój wiek. Wydaje się, że autorzy przemówień również byli wyczerpani.
W przemówieniu poruszono typowe dla Trumpa tematy: zakładał on przestępczość i niższość imigrantów; zakłamanie jego przeciwników; jego osobiste cnoty i urazy. Jednak prezydent zaproponował bardzo niewiele nowych pomysłów politycznych, zaprzeczył sobie w kluczowych kwestiach, błędnie przedstawił istotne fakty i merytorycznie odniósł się do kilku z tego, co sondaże wskazują na najpilniejsze obawy narodu.
Często zatrzymywał się, aby przemawiać do zgromadzonych weteranów i wręczać im medale jako akrobacje podczas transmisji telewizyjnej; przedstawił długą i dziwną dygresję na temat meczu olimpijskiego o złoty medal, który niedawno zdobyła męska drużyna hokejowa Stanów Zjednoczonych, a wielu z nich paradowało do sal Izby ze swoimi medalami. Dziesięć lat temu Trump skrystalizował długotrwały trend w amerykańskiej polityce, jawnie łącząc zarządzanie i rozrywkę. Jednak wtorkowy, rozwlekły i nudny spektakl pokazał, że stracił nawet zdolność do zabawiania.
Oczywiście nie stracił zdolności do obrażania. Trump skłamał, mówiąc, że obniżył koszty opieki zdrowotnej w momencie, gdy jego ataki na dotacje w ramach ustawy Affordable Care Act w rzeczywistości znacznie zwiększyły składki opłacane przez wielu Amerykanów w ciągu zaledwie ostatnich dwóch miesięcy. W sposób nonsensowny zaatakował prawa dzieci transpłciowych; stwierdził z pewną wulgarną bezczelnością, że porwanie przez niego wenezuelskiego przywódcy Nicholasa Maduro i późniejszy szantaż gospodarczy tego kraju przez jego administrację stwarzają nowe możliwości dla narodu wenezuelskiego.
Twierdził, że wstrzymanie przez Demokratów finansowania Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w związku z nadużyciami w egzekwowaniu prawa imigracyjnego spowodowało skutki dla obszarów dotkniętych w tym tygodniu zamiecią na wschodnim wybrzeżu, ponieważ DHS nie był w stanie pomóc w usuwaniu śniegu. (Agencja federalna tego nie robi). Nawet jego wypełniacze cuchnęły smrodem hipokryzji. „Budujemy naród” – powiedział – „w którym każde dziecko ma szansę budować wyżej i iść dalej”. To uczucie przywodziło na myśl Liama Ramosa i wszystkie inne dzieci przetrzymywane w obozach koncentracyjnych ICE, których edukacja, obietnice, marzenia i wolność zostały poświęcone rasizmowi administracji.
W typowej formie Trump spędził dużą część swojego przemówienia, atakując imigrantów, których oczerniał w kategoriach przywołujących oparte na algorytmach media społecznościowe, w których spędza tak dużo czasu. Twierdził, że lekkomyślna jazda wynika z tego, że imigranci nie potrafią czytać anglojęzycznych znaków drogowych. Obwiniał ich o przestępstwo, opierając się na niewygodnych opisach obrażeń ciała, bólu i śmierci, jakich doświadczają osoby, które doświadczyły przemocy ze strony nielegalnych imigrantów – tragedii, które jego administracja chętnie wykorzystywała.
Być może najbardziej irytujące ze wszystkiego było to, że obwiniał imigrantów – w szczególności ludność somalijsko-amerykańską w Minnesocie – za import korupcji do Stanów Zjednoczonych. „W dużych częściach świata przekupstwo, oszustwa i korupcja są normą, a nie wyjątkiem” – powiedział Trump, argumentując, posługując się rasistowskim tokiem rozumowania przedstawionym wcześniej przez jego wiceprezydenta JD Vance’a, że korupcja jest wrodzonym stanem kulturowym, który imigranci przywożą ze sobą do Ameryki.
Jednak to Trump, a nie jakikolwiek somalijski imigrant, wielokrotnie wymyślał marne preteksty, aby przed jego administracją przyjmować duże sumy pieniędzy od bogatych ludzi i firm prowadzących interesy. Jeśli Donald Trump chce znaleźć źródło korupcji w Ameryce, może po prostu spojrzeć w lustro.
Administracja stanowi problem, że Trump był w stanie przedstawić jedynie tak marny materiał i to w tak letnim i nieprzekonującym wystąpieniu: jego wyniki w sondażach spadają. Ocena poparcia Trumpa osiągnęła nowy najniższy poziom: agregacja CNN z ostatnich sondaży wynika, że jego poparcie wynosi szokująco słabe 38%. Brakuje możliwości gospodarczych, a inflacja nie spadła w taki sposób, jak obiecał Trump. Taryfy mocno uderzyły w konsumentów i Trump wydaje się zdeterminowany trzymać się swojej polityki ścigania ich, nawet po tym, jak Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odrzucił ich decyzją w zeszłym tygodniu; zwykli amerykańscy klienci po raz kolejny wydają się skazani na zapłacenie tej ceny.
Trump i jego kumple wielokrotnie przechwalali się dynamicznie rozwijającą się giełdą, ale wydaje się, że oszałamiająca część amerykańskiego wzrostu gospodarczego jest powiązana ze spekulacjami na temat branży sztucznej inteligencji – inwestycjami, które znikną, jeśli technologia zawiedzie, a jeśli odniosą sukces, spowodują zmniejszenie siły konsumentów. Tak czy inaczej, amerykańska pracownica czuje, że jest unieruchomiona i cierpi. Tymczasem Trump w swoim przemówieniu beztrosko zapewniał, że wszystko jest w porządku. Nie miał jej nic do zaoferowania.
Być może najbardziej pamiętny moment tego głęboko zapadającego w pamięć momentu miał miejsce w jednym z kilku momentów tego wieczoru, kiedy Trump skrytykował Demokratów. Po wskazaniu na nich w Izbie Reprezentantów i nazwaniu ich „szalonymi”, Trump powiedział: „Mamy szczęście, że mamy kraj z takimi ludźmi. Demokraci niszczą nasz kraj, ale powstrzymaliśmy to w ostatniej chwili”.
Republikanie stali i klaskali, ale Demokraci po prostu siedzieli, grzecznie tolerancyjni, podczas gdy byli krytykowani i oczerniani. Dlaczego po prostu tam siedzieli i to zabrali? Po co w ogóle tam byli? To kolejna rzecz, którą Trump pokazał, że jest przestarzała: uprzejmość.