
Kiedy Kamala Harris została formalnie został mianowany kandydatem Demokratów na prezydentadelegacja z jej rodzinnego stanu miała najlepsze miejsca w sali, tuż z przodu.
Wizje Złotego Stanu i parada jego osobowości wypełniły czterodniowy program konwentu, a karnety na after-party w Kalifornii — z występami Johna Legenda, The Killers i Oakland’s Tony! Toni! Toné — były jednymi z najgorętszych biletów w Chicago.
Nagle Kalifornia jest na szczycie centrum politykiw sposób, w jaki najważniejszy i najludniejszy stan w kraju nie był od czasów byłego gubernatora Ronalda Reagan był w Białym Domu.
Po raz pierwszy w historii kandydat Partii Demokratycznej na czele listy kandydatów na prezydenta znalazł się kandydat Partii Demokratycznej, co w dużej mierze jest zasługą machinacje kolejnego kalifornijskiego demokraty który pomógł odsunąć na bok urzędującego prezydenta — i kandydata oczekującego na nominację.
„Kalifornia przeżywa swój moment” – powiedział Don Sipple, strateg polityczny, który pomógł wybrać kilku gubernatorów stanu, dzięki „kobiecie, która otworzyła drzwi i kobiecie, która przez nie przeszła”.
(Chociaż należy zauważyć, że kobieta otwierająca drzwi, Nancy Pelosi i Harris nigdy nie były blisko. Była przewodnicząca Izby Reprezentantów publicznie mówiła o „otwartym procesie” zastąpienia prezydenta Bidena przed popierający swojego wiceprezydenta jako najlepsza alternatywa po Biden zrezygnował z ubiegania się o reelekcję.)
Większa uwaga wiąże się ze zwiększoną kontrolą, a wraz z nią pojawia się dodatkowa kontrola. walka o zdefiniowanie Kalifornii — i co za tym idzie, Harris — dla reszty Ameryki.
Wynik może zadecydować o tym, kto wygra wybory w listopadzie.
Czy Kalifornia jest słonecznym inkubatorem innowacji i możliwości, nadal przyciąga ludzi czynu i marzycieli z całego świata, jak to ma miejsce od ponad 150 lat?
Czy jest to przeciążony i przeciążony zbiór walczących społeczności, które nie potrafią zapewniamy nawet podstawowe rzeczy — bezpieczeństwo, czyste schronienie, utrzymanie źródeł utrzymania — dla zawstydzająco dużej części populacji?
Tak i tak.
„Istnieje wiele dowodów” na poparcie obu poglądów, powiedział Jack Pitney, były działacz Partii Republikańskiej i profesor rządowy w Claremont McKenna College. Parafrazując Walta Whitmana.
„Kalifornia jest duża. Zawiera mnóstwo rzeczy” – powiedział Pitney. „Możliwe jest, że dwie rzeczy są prawdziwe jednocześnie”.
Czerwona i niebieska Ameryka. Zamożna i upadająca Kalifornia. Dwa sposoby widzenia tej samej rzeczy.
Bill Carrick, wieloletni doradca polityczny zmarła senator Dianne Feinstein, wyśmiał pomysł, że rodzinny stan Harris będzie wisiał u szyi wiceprezydenta niczym kamień młyński.
„Ostatecznie, kampania prezydencka polega na wyborze kogoś, kto twoim zdaniem uczyni twoje życie lepszym” – powiedział Carrick, który pracował szeroko w polityce krajowej. Nie chodzi, jak powiedział, o adres zwrotny kandydata.
Jasne, kontynuował Carrick, „istnieją ideowi Republikanie, którzy są oddani Trumpowi” i którzy chętnie chłoną Narracja o Kalifornii jako o piekle — ale „i tak ich nie zdobędziemy”.
Większość wyborców, a przynajmniej ci, którzy są otwarci na poparcie Harris, wiedzieć bardzo mało o wiceprezydent. To, jak powiedziała Carrick, daje jej okazję do przedstawienia siebie — i swojego rodzinnego stanu — na własnych warunkach, „w przeciwieństwie do republikańskiej karykatury”.
Może tak.
Ale Trump i jego koledzy Republikanie, wspierany przez Fox News i inne przychylne media, przedstawią argument, że Kalifornia jest studium przypadku tego, co idzie nie tak, gdy władzę przejmują Demokraci. Będą przedstawiać Harris, urzędnika stanowego od ponad dwunastu lat, jako główny przykład destrukcyjnej klasy rządzącej.
To znacznie przecenia jej władzę i wpływy, najpierw jako prokuratora generalnego, a następnie stosunkowo krótki okres jako jeden z dwóch senatorów USA z Kalifornii. Ale ten szczegół z pewnością zostanie zagubiony w mgle wojny kampanii.
Jednakże Harris jest pod jednym znaczącym względem wzorem do naśladowania dla swojego rodzinnego stanu.
Nie ma wątpliwości, że odzwierciedla ona politykę i strukturę współczesnej Kalifornii, podobnie jak dwaj prezydenci, których ten stan miał u władzy – Reagan i Richard M. Nixon, uosabiał Kalifornię swoich czasów.
Obaj panowie doszli do władzy w czasach, gdy Kalifornia była w większości biała i niezawodnie republikańska, z szeroką i głęboką konserwatywną żyłką. Kiedy Harris przybyła do Sacramento po wyborze na prokuratora generalnego w 2010 r., stan był solidnie demokratyczny, coraz bardziej liberalny i miał więcej czarnych i brązowych mieszkańców niż białych. Nie mniej ważne było również znacznie więcej możliwości dla kobiet w polityce.
W ten sposób Harris i Reagan są idealnymi reprezentantami państwa, które reprezentowali.
Biorąc pod uwagę zmiany, jakie zaszły w ciągu ostatnich ponad 30 lat, zaskakujące jest, że kalifornijscy Demokraci nie zdołali umieścić swojego kandydata w Białym Domu – powiedział Jim Newton, biograf i historyk stanu.
„Uważamy, że jest to wyjątkowo niebieskie miejsce” – powiedział – „i wychowało tam wielu krajowych liderów Demokratów”.
Wśród nich legendarnie potężny Przedstawiciel Phillip Burton, Pelosi (która zastąpiła wdowę po Burtonie w reprezentowaniu San Francisco w Kongresie) i Feinstein. Ale dopóki Biden wybrał Harrisa na swojego kandydata na wiceprezydentażaden kalifornijski demokrata nie zbliżył się nawet do Białego Domu, chociaż kilku próbowało.
Oczywiście Harris nie miałaby szansy na prezydenturę, gdyby nie wyjątkowy zestaw okoliczności. Gdyby Biden nie wystąpił tak okropnie w tej czerwcowej debacie, jeśli Demokraci nie wpadli później w panikę, gdyby Pelosi i inni liderzy partyjni tego nie zrobili manewrował, by odsunąć prezydenta na bok, wiceprezydent mógł stracić pracę w styczniu.
To wciąż może się zdarzyć. Ale oddajmy Harris jej sprawiedliwość za to, że dotarła tam, gdzie jest. Po 20 latach w polityce, stoi w zasięgu głosu od Białego Domu i tworzy dalszą historię z geograficznego punktu widzenia.
W polityce, jak często w życiu, najważniejszy jest czas.


















