Wiceprezydent Kamala Harris zrobiła dokładnie to, czego oczekiwali od niej profesjonaliści w dziedzinie polityki.

W niektórych przypadkach to właśnie powiedzieliby wszyscy kandydaci podczas dowolnych wyborów: nie martw się konkretnym pytaniem, które ci zostanie zadane, po prostu wykorzystaj to jako kolejną okazję do wyrecytowania kwestii, które przećwiczyliśmy.

W innych przypadkach strategia Harris w jej pierwszej debacie jako kandydatki na prezydenta była oczywiście skrojona na miarę konkretnego momentu i konkretnego przeciwnika. Najwyraźniej wykorzystała długie dni przygotowań do debaty w hotelu w Pittsburghu, aby skompilować bogatą antologię drwin, poniżeń i szyderczych jednowersówek pod adresem byłego prezydenta Donalda Trumpa. Próba wystarczyła, aby zapamiętać dziesiątki z nich — nie wystarczyło to, aby uniknąć czasami nieco teatralnego brzmienia w przekazie. Czasami można było niemal zobaczyć kandydatkę przewracającą w myślach stos starannie uporządkowanych fiszek 3×5.

Strategia Harrisa zadziałała, ponieważ Trump przybył do Narodowego Centrum Konstytucyjnego bez konkretnej strategii — lub przynajmniej bez takiej, która przetrwałaby pierwsze 15 minut spotkania.

Niezliczoną ilość razy robił coś odwrotnego, niż by mu kazał każdy konwencjonalny agent.

Odpowiadał szczegółowo na jej zaczepki, pozwalając jej tym samym narzucić porządek obrad na wieczór. Podniósł głos i zmarszczył brwi. Przez chwilę był jasny i stanowczy, atakując części obecnej administracji w kwestii imigracji lub inflacji, które są prawdziwymi słabościami. Następnie pozwalał swoim zdaniom błądzić w sposób podobny do tego, do czego skłonny jest prezydent Joseph Biden. Zamiast rozwijać jasny i trwały argument przez cały wieczór, rzucał grubymi pędzlami w płótno i pozwalał farbie kapać gdziekolwiek.

Podczas gdy Harris była szkolona pod każdym względem, Trump improwizował do tego stopnia, że ​​nie mógł powstrzymać moczu.

Nie ma potrzeby się zabezpieczać: według wszelkich konwencjonalnych miar debat, wygrała debatę, ponieważ zmusiła go do wykonania większości jej pracy.

Lepiej zabezpieczyć się przynajmniej trochę: Trump zachwyca swoich zwolenników częściowo dlatego, że niszczy założenia klasy medialnej i operacyjnej dotyczące zachowania prezydenta lub strategii wygrywania kampanii. Według konwencjonalnych standardów Hillary Rodham Clinton wygrała debaty z Trumpem w 2016 r.

Mimo to Harris wyraźnie osiągnęła swoje cele na ten wieczór — prowadząc przeciwko niemu sprawę w nieustępliwych szczegółach i wydając cztery różne zaproszenia dla Amerykanów, w prawie identycznym języku za każdym razem, aby „odwrócić stronę” Trumpa i rodzaju polityki, który wisi nad wszystkimi aspektami polityki od prawie dekady. Stoper New York Timesa powiedział, że mówił przez 43 minuty, podczas gdy ona miała tylko 38 — ale trudno sobie wyobrazić, żeby miała mu za złe dodatkowe pięć minut. Mogłaby skorzystać, gdyby dała mu dziesięć.

Gdyby ktoś kiedykolwiek zbudował Galerię Sław Konsultantów Politycznych, ten wieczór mógłby zasługiwać na własną wystawę.

Historycznie, mitologia debat głosi, że są one okazją do wyjścia poza sferę ankieterów, komentatorów i kampanijnych gierek i przedstawienia kandydatów w sposób, który przemawia do zwykłych wyborców obserwujących wybory w swoich salonach.

Z kolei ta debata podkreśliła, jak bardzo wewnętrzna gra — codzienne gadki o śmieciach i gorączkowe spekulacje telewizji kablowej i mediów społecznościowych — przenikają obecnie najważniejsze momenty kampanii publicznej.

Harris zarzuciła, że ​​wiece Trumpa są wypełnione bezsensownymi odniesieniami do wiatraków powodujących raka i fikcyjnego seryjnego mordercy Hannibala Lectera, a ludzie obecnie powszechnie wychodzą wcześniej „z wyczerpania i nudy”. Trump nie mógł się powstrzymać od dłuższej odpowiedzi, w tym zarzutu, że większość osób uczestniczących w jej wiecach to marionetki, którym płaci się za dowożenie ich autobusami.

Zaczepiła go liczbą byłych nominatów Trumpa i innych Republikanów, którzy twierdzą, że nie nadaje się do pełnienia kolejnej kadencji. Odpowiedziała na jego krytykę przestępstw popełnionych przez nielegalnych imigrantów, mówiąc: „Cóż, myślę, że to jest takie bogate”, z powodu jego własnych wyroków skazujących za przestępstwa w Nowym Jorku, przegranej w procesie cywilnym o napaść na tle seksualnym i trwających śledztw w sprawie jego roli w promowaniu negacji wyborów i próbach obalenia zwycięstwa Bidena w 2020 r.

Przynęciła Trumpa za „400 milionów dolarów na srebrnej tacy” od ojca, a następnie za złożenie przez niego wniosku o upadłość przy sześciu okazjach. Tym razem, jak i przy wielu innych, Trump połknął przynętę, broniąc się gniewnie, co skupiło uwagę na jego kontrowersjach, a nie na rekordzie Bidena i Harrisa.

Prawda jest taka, że ​​niewiele dowiedzieliśmy się o zasadniczych cechach obu kandydatów. Kto nie wiedział, że Trump jest próżny w niektórych kwestiach i nie potrafi pozwolić, aby krytyka pozostała bez odpowiedzi? Większość osób, które były świadkami awansu Harris w polityce krajowej, wie, jak bardzo jej styl retoryczny jest ukształtowany przez jej wczesną karierę jako lokalnego prokuratora i jej zamiłowanie do przygotowań. Teraz znacznie większa część Amerykanów widziała to w działaniu.

Choć czasami wydawało się, że Harris udziela odpowiedzi, które ChatGPT mógłby dostarczyć dla zbiorowego Demokraty, było więcej momentów prawdziwej pasji. Najsilniejsza była miara szczerości, którą przekazywała — ton jej głosu zmienił rejestr — potępiła sytuację w niektórych stanach po tym, jak Sąd Najwyższy uchylił Roe przeciwko Wade w 2022 r. i jego ochrona praw do aborcji: „Osoba, która przeżyła przestępstwo, naruszenie jej ciała, nie ma prawa decydować o tym, co dalej stanie się z jej ciałem. To jest niemoralne”.

Obie kandydatki czasami przedstawiały sprzeczne argumenty. Trump powiedział o Harris: „Ona jest marksistką. Wszyscy wiedzą, że jest marksistką”. Jednak pogląd, że wiceprezydent jest niebezpieczną lewicowcem, nie pasuje do jego twierdzenia, że ​​jest ona lekkoduchem, który „nie ma planu” na niemal żadną kwestię.

Tymczasem Harris często wyśmiewał Trumpa, nazywając go „słabym”. Ale jeśli Trump jest rzeczywiście tak słaby, nie ma powodu obawiać się argumentu Harrisa, że ​​jest potencjalnym dyktatorem, który w drugiej kadencji „wróci do Białego Domu bez żadnych zabezpieczeń”.

Pod koniec wieczoru jedno pytanie krążyło: Czy będzie jeszcze jeden taki przed 5 listopada? Trump ewidentnie mógłby skorzystać na kolejnym zamachu. Harris może teraz mieć mniej bodźców — ale też więcej pewności siebie, by przyjąć wyzwanie. Z perspektywy wyborców był to zabawny program — ale też taki, który zapraszał do kontynuacji nieco mniej przesiąkniętej obsesjami działaczy kampanii i producentów telewizyjnych.

Source link