W Nabatieh, na południu Libanu, stoicyzm graniczy z nonszalancją.

Obok głębokiego krateru – jedynego, co pozostało z czteropiętrowego budynku – starszy mężczyzna w okularach lotniczych siedzi zrelaksowany na krześle, podczas gdy obok niego wielka koparka ogłuszająco kopie gruz.

W wyniku tej samej eksplozji wieża po drugiej stronie ulicy zamieniła się w betonową skorupę.

Na jednym z pięter siedzi mężczyzna, pali sziszę i puszcza z głośników piosenki o rewolucji libańskiej. Macha do nas z daleka.

Nazywa się Jalal Nasser i jest właścicielem kawiarni. Wrócił do Nabatieth pierwszego dnia zawieszenia broni.

„Przyjechałem pierwszego dnia o 5 rano i postawiłem pierwszą sziszę na południu Liban! Włożyłem to pierwszego dnia.

„Ponieważ chcę pokładać nadzieję w ludziach. Nie możemy siedzieć w domu i płakać. Musimy mieć jakąś nadzieję”.

Jalala Nassera
Obraz:
Pierwszego dnia zawieszenia broni Jalal Nasser wrócił do swojej kawiarni w Nabatieth

Rozmawiamy, patrząc na miejsce bomby. Jest wyjątkowo sympatyczny i trudno utrzymać jego uwagę: ciągle macha do samochodów, które piszczą, żeby się przywitać.

Jest optymistą co do zawieszenia broni, które wydaje się coraz bardziej kruche.

„Myślę, że to wytrzyma. Wiesz, zawsze tak jest. Zatrzymuje się, trwa to miesiąc, kilka miesięcy… Wiem, że mam 50 lat, wiem od 1982 r., kiedy przyjechał tu Izrael, miałem 8 lat stary!”

Inni są mniej pewni. W noc poprzedzającą nasz przyjazd, Izrael przeprowadził naloty w odległości zaledwie ośmiu mil.

„Słyszeliśmy ataki rakietowe, samoloty – myśleliśmy, że wojna nadal trwa” – mówi Ali Hariri, siedząc przed ciężarówką z kawą.

Ali Hariri
Obraz:
Ali Hariri mówi Sky News „Nie wiem, czy (wojna) naprawdę zostanie zatrzymana”

Hariri jest z zawodu prawnikiem, ale od kilku miesięcy jest wolontariuszem w lokalnej organizacji pomocowej.

„Myślę, że było to słabe zawieszenie broni” – mówi. „Chcielibyśmy, żeby wojna skończyła się wiele lat temu, ale nie wiem, czy naprawdę zostanie zatrzymana”.

Ma dobre powody, aby tak sądzić – takie jest oficjalne stanowisko izraelskiego rządu.

We wtorek premier Benjamina Netanjahu powiedział: „Obecnie trwa zawieszenie broni, zauważam, zawieszenie broni, a nie koniec wojny”.

Minister obrony Izraela ostrzegł: „Jeśli wrócimy do wojny, będziemy działać zdecydowanie, wejdziemy głębiej i najważniejszą rzeczą, którą muszą wiedzieć: że nie będzie już wyjątku dla państwa Liban.

„Jeśli do tej pory oddzielaliśmy państwo Liban od Hezbollahu… to już nie będzie (w ten sposób)”.

Przeczytaj więcej:
W Libanie wciąż powiewają flagi Hezbollahu
„Zwycięstwo” w ramach zawieszenia broni wygląda ponuro

Hezbollah Media podają, że centralne dowództwo wielokrotnie przypominało dowódcom, aby nie angażowali się w żadne działania, które mogłyby zagrozić zawieszeniu broni.

Ale nawet jeśli grupa została poważnie poturbowana, jej sprzeciw i ideologia pozostają nieugięte.

Na wzgórzach Nabatieh jedziemy do dzielnicy, w której prawie wszystkie domy zostały zniszczone.

Gruz w Nabatieh w Libanie

Spotykamy jedną rodzinę przeszukującą zrujnowany dom: ich ojciec był przywódcą Hezbollahu zabitym w nalocie.

Zostaliśmy zaproszeni do mieszkania na końcu ulicy, aby porozmawiać z kobietą, która nazywała się Em Ali Awada.

Jej syn był bojownikiem Hezbollahu i zginął 10 dni temu. Jej drugi syn zginął podczas wojny izraelsko-libańskiej w 2006 roku.

Jej mieszkanie jest pełne sąsiadów i życzliwych osób, a w powietrzu unosi się dym papierosowy.

Em Ali Awada
Obraz:
Em Ali Awada stracił dwóch synów w walce z Izraelem

Ubrana w czarny welon i wciąż wyraźnie dotknięta smutkiem, wspomina swoich synów.

„Kiedy nasze dzieci giną męczeńską śmiercią, wiemy, dokąd zmierzają, nasze dzieci są bohaterami” – mówi.

„Ale na pewno odczuwacie żal z powodu ich nieobecności i płaczecie z tego powodu, ponieważ urodziłam, wychowałam i rozpieszczałam moje dzieci.

„Chcę, aby cały świat wiedział, że nie jesteśmy terrorystami, jesteśmy właścicielami tej ziemi. Walczymy z wiarą i lojalnością”.

Ta walka została wstrzymana. Być może to jeszcze nie koniec.

Source link