NNiezależnie od tego, jak bardzo starasz się przetrawić konsekwencje rzekomego chińskiego skandalu szpiegowskiego, niektóre szczegóły są po prostu komicznie nie do strawienia. Weźmy pod uwagę fakt, że księciu Andrzejowi udało się w jakiś sposób znaleźć personel jeszcze głupszy od niego. Oto starszy doradca, Dominic Hampshire, napiszę w marcu 2020 r do chińskiego biznesmena, z którym książę Yorku został niestety uwikłany: „Poza najbliższymi wewnętrznymi powiernikami (Andrewa) siedzisz na samym szczycie drzewa, na którym wiele, wiele osób chciałoby być”. Przepraszam, czy to marzec 2020 r.? Pełne cztery miesiące po czterowymiarowym nagromadzeniu, jakim był wywiad Andrew z Newsnight? Po czym natychmiast zwolniła go matka księcia? Dominic, były wentylatory, na których ludzie woleliby korzystać, niż na tym drzewie.

Weźmy też fakt, że wiejski pub w Buckinghamshire, gdzie w 2015 roku David Cameron zabrał chińskiego premiera Xi Jinpinga na piwo, został kupiony przez chińską firmę SinoFortune, która wydaje się mieć obiecał miliardowe inwestycje w Wielkiej Brytanii które nigdy się nie zmaterializowało.

W każdym razie, jeśli dołączasz do nas po szybkim wydaniu wiadomości, obawiam się, że może to zrobić książę Andrzej ponownie wpuścić niewłaściwą osobę. Wygląda na to, że książę Yorku zatrudnił rzekomego chińskiego szpiega Yang Tengbo jako swojego głównego przedstawiciela w Chinach i zaprosił go kilka razy do Pałacu Buckingham, Pałacu św. Jakuba i jego domu. Yang zaprzecza, że ​​jest szpiegiem i upiera się, że jest tylko biznesmenem, podczas gdy Andrew został opisany: najwyraźniej przez ambasadę chińską – jako ktoś, kto „chwyci się wszystkiego”. Tak, wydaje mi się, że widziałem zdjęcia.

A jednak, jeśli partner księcia rzeczywiście okaże się szpiegiem, trochę zbyt łatwo – i o wiele za wygodnie – będzie zrzucać winę za ostatni fatalny epizod na Andrzeja wyłącznie na niego. W końcu szpiegostwo ma to do siebie, że jest dość trudne do wykrycia. Jeśli służbom bezpieczeństwa może być trudno zidentyfikować, kto jest szpiegiem, do osiągnięcia odpowiedniego progu dowodowego, jest mało prawdopodobne, że będzie to wyzwanie dla najsłabszego członka rodziny, znanej na całym świecie ze swojej niejasności. Oczywiście Andrew mógł łatwiej rozpoznać międzynarodowego handlarza ludźmi w celach seksualnych. Myślę, że największą wskazówką związaną z tym – gościem, u którego w 2010 roku zamieszkał w nowojorskim domu – było to, że Jeffrey Epstein dosłownie właśnie skończył odsiadywać groteskowo wynegocjowaną karę więzienia za nagabywanie dziewcząt w wieku 14 lat do seksu. Gdyby tylko były jakieś znaki itp.

Ale skoro już mowa o znakach, gdyby tylko pojawiły się przed tym tygodniem takie, które mogłyby wskazać rodzinie królewskiej, że Andrzej trwale nie nadaje się do zajęć wiążących się z osądem lub pieniędzmi. Naprawdę powinien był zostać przymusowo wycofany z obu tych dziedzin w połowie lat 90-tych. W końcu od dziesięcioleci dzieją się z nim dziwne rzeczy związane z zagranicznymi pieniędzmi i wpływami. Jego poprzednia praca jako przedstawiciel handlowy, choć pozornie wymyślona po to, by za publiczne pieniądze latać po międzynarodowych polach golfowych bez wzbudzania zbytniej krytyki, w rzeczywistości ostatecznie wciągnęła go dobrowolnie w orbitę najmniej atrakcyjnych dyktatorów i operatorów politycznych na świecie. By wymienić tylko kilka przykładów z tej litanii, co najmniej kilkanaście razy spotykał się z azerbejdżańskim despotą Ilhamem Alijewem, w tym co najmniej dwukrotnie podczas wizyt określanych jako „całkowicie prywatne”. Według doniesień personel ambasady na Bliskim Wschodzie został poproszony o poświęcenie czasu na jego wysiłki mające na celu sprzedaż domu w Sunninghill Park dygnitarzom z Zatoki Perskiej. Ostatecznie został w tajemniczy sposób kupiony przez zięcia ówczesnego prezydenta Kazachstanu za 3 miliony funtów więcej niż cena wywoławcza i po prostu popadł w ruinę.

Wszystko to i wiele więcej od dawna było znane rodzinie królewskiej, która – z oczywistym wyjątkiem samego Andrzeja – jest bardziej odpowiedzialna za jego status trwałej odpowiedzialności niż ktokolwiek inny. Po raz kolejny król i jego tak zwana „firma” znajdują się na rozwidleniu dróg. Albo pozwolą Andrew dalej „szukać szczęścia” w prawdziwym świecie, albo płacą za niego do poziomu wystarczającego, aby go zamknąć. To jedyne dwie możliwości, jakie pozostały. Rodzina celowo zamknęła trzecią drogę, pozwalając na rozpatrzenie i rozpatrzenie roszczeń Virginii Giuffre wobec Andrew na posiedzeniu jawnym. Zamiast tego uważali, że mądrzejszą opcją będzie wycofanie się do swoich pieniędzy i osiedlić się za zamkniętymi drzwiami za wiele milionów dolarów.

W sytuacji braku dopuszczenia, aby jakaś forma sprawiedliwości przynajmniej wywiązała się z zadania i uniewinniła Andrew lub nie, rozwiązaniem, które powinni teraz przyjąć, jest wykorzystanie większej części tych pieniędzy na całkowite opłacenie ich czarnych owiec. Ta szalona sytuacja, w której udowodniona odpowiedzialność wiecznie kręci się wokół ponurych reżimów i ich agentów, jest ostatecznie ich dziełem. Dlaczego mieszkańcy tego kraju mieliby być narażeni na nieznane zagrożenia bezpieczeństwa tylko dlatego, że król Karol uważa, że ​​utrzymywanie Andrzeja w pałacowym splendorze i łasce wygląda źle i nie pozwalanie, aby jego dworzanie ujawniali informację: „Andrzej ma zostać wyrzucony z loży królewskiej”? historia trzy razy w roku? Źle to wygląda – ale to był wybór rodziny. Niech to posiadają. Koszty, jakie poniesie państwo, zbadanie tej ostatniej pomyłki Andrew, sięgają prawdopodobnie wielu milionów – Korona znowu mogłaby uważać się za szczęśliwą, gdyby nie została obciążona tymi kosztami.

Jeśli chodzi o szersze implikacje tej sprawy, już w 2011 roku doradca Ministerstwa Spraw Zagranicznych wyraził opinię, że globalne manewry księcia Andrzeja były sprawianie, że Wielka Brytania „wygląda głupio”. Ale czy na pewno możemy to zrobić sami? Z dokumentów ujawnionych w toku obecnego dochodzenia wynika, że ​​chińscy urzędnicy państwowi ostrzegali, że książę Andrzej był „zdesperowany” – obawiam się jednak, że Wielka Brytania również nieustannie zachowuje się desperacko.

Ogromną część postimperialnego upadku Wielkiej Brytanii stanowiła zapierająca dech w piersiach entuzjastyczna kapitulacja przed zagranicznymi pieniędzmi – z Rosji, z Chinyz Bliskiego Wschodu i nie tylko. Londyn sprzedał pieniądze pieniądzom swoje zabytki, zbudował luksusowe nieruchomości, aby stały puste, jednocześnie pomagając pieniądzom na morzu i pomysłowo pracował nad ich praniem. Istnieje ogromna i dobrze wynagradzana klasa usług, która ułatwia to wszystko, od prawników, przez księgowych, przez menedżerów reputacji, po ludzi, którzy doradzają finansom, jak posłać dzieci do odpowiednich szkół, co zapada w pamięć pisarz i ekspert ds. korupcji Oliver Bullough nasz nowy status „lokarza świata”. Właśnie. Nawet książę rodziny królewskiej jest teraz lokajem.

Ale z pewnością nie jest jedyny. Niezliczona liczba brytyjskich klas zawodowych i elitarnych instytucji znajduje się w podobnej niewoli i nie wykazuje żadnych oznak odwrotu. Nie jestem do końca pewien, jaka jest dokładna odległość między SinoFortune Arms a salonem ostatniej szansy, ale z pewnością zaczynam mieć wrażenie, że są w tym samym pubie.

  • Marina Hyde jest felietonistką Guardiana

  • Czy masz opinię na temat kwestii poruszonych w tym artykule? Jeśli chcesz przesłać odpowiedź zawierającą maksymalnie 300 słów e-mailem, aby uwzględnić ją w publikacji w naszym beletrystyka odcinek, proszę kliknij tutaj.

Source link