Łatwo było to przegapić w całym tym zamieszaniu Debata prezydencka i Donald Trump wycofał się z rewanżu, ale w zeszłym tygodniu pojawiły się pewne istotne wiadomości gospodarcze. Departament Pracy ogłosił, że stopa inflacji spadła do 2,5 procent w sierpniu, najniższego poziomu od lutego 2021 r. Po tym pozytywnym wydarzeniu Jerome Powell i jego koledzy z Rezerwy Federalnej mają obniżyć stopy procentowe w środę.
Jeśli obniżka stóp procentowych dojdzie do skutku, będzie to pierwsza taka obniżka od marca 2020 r., kiedy to w związku z wybuchem epidemii COVID-19 pandemia, Fed próbował złagodzić gospodarkę, obniżając stopę funduszy federalnych aż do zera. Dwa lata później bank centralny zmienił kurs, aby zapobiec rosnącej inflacji. Ostatecznie podniósł stopy nie mniej niż jedenaście razy. Na Wall Street analitycy są zajęci debatą, czy obniżka w tym tygodniu wyniesie ćwierć punktu, czy pół punktu, ale to trochę jak kłótnia o to, czy Aaron Judge uderzy następnym rzutem ponad ogrodzenie lewego czy prawego pola na Yankee Stadium. Ważne jest to, że obniżka stóp prawie na pewno będzie pierwszą z serii, która obniżyłaby koszt kredytów hipotecznych i konsumenckich oraz znacznie pobudziła gospodarkę. (Możliwe, że mogłaby również napompować rodzące się bańki na rynkach akcji i nieruchomości, ale to historia na inny felieton).
Ruch Fed będzie kodą ery pandemicznej w polityce, ale nie zakończy debaty na temat tego, jak inflacja stała się takim problemem, ani, wbrew temu, co Trump i reszta GOP chcieliby, abyś uwierzył, dlaczego się cofnęła. Niektórzy komentatorzy przypisują Fed i bankom centralnym w innych krajach tak zdecydowane działania — wszystkie te podwyżki stóp — aby zakotwiczyć oczekiwania inflacyjne. Ale to może być tylko racjonalizacja. „Rzeczywistość jest oczywiście taka, że bankierzy centralni mieli szczęście i teraz przypisują sobie zasługi za wydarzenia, które albo były poza ich kontrolą, albo i tak by się wydarzyły” — napisał wcześniej tego lata Dario Perkins, ekonomista w TS Lombard, międzynarodowej firmie zajmującej się badaniami finansowymi.
W ciągu ostatnich kilku lat inflacja oszukała praktycznie każdego w pewnym momencie. W 2021 r. wielu decydentów i obserwatorów (w tym ten jeden) uznało rosnące ceny za zjawisko przejściowe i wzywało do ostrożnej reakcji na nie. „Dobry statek Transitory był zatłoczony, na pokładzie znajdowała się większość głównych analityków i bankierów centralnych z gospodarki zaawansowanej” — wspominał Powell w niedawnym przemówieniu na konferencji Fed w Jackson Hole w Wyoming. Ciągły marsz inflacji w górę zawstydził członków Team Transitory, a w listopadzie 2021 r. Powell powiedział, że termin ten należy wycofać. (Inflacja osiągnęła szczyt następnego lata na poziomie 9,1 procent).
Jeden punkt dla jastrzębi inflacyjnych, którzy ostrzegali, że polityka pieniężna i fiskalna jest zbyt pobłażliwa. Jednak późniejsze wydarzenia ośmieszyły ich twierdzenia o tym, jak kosztowne będzie opanowanie inflacji. W czerwcu 2022 r. Lawrence Summers z Harvardu powiedział, że potrzeba pięciu lat bezrobocia powyżej pięciu procent. W ciągu następnych dwunastu miesięcy stopa bezrobocia ledwo drgnęła, ale stopa inflacji spadła o dwie trzecie, do trzech procent.
Jak obie strony się pomyliły? Częścią problemu było poleganie na zbyt uproszczonych modelach podręcznikowych, takich jak krzywa Phillipsa, która zakłada, że istnieje prosty związek między inflacją a bezrobociem. Innym problemem było błędne odczytanie historii. Długi okres niskiej inflacji i niskiego bezrobocia przed pandemią sprawił, że decydenci polityczni niedoceniali możliwości gwałtownego wzrostu inflacji. Kiedy tak się stało, jastrzębie powoływały się na doświadczenie lat siedemdziesiątych, kiedy ceny i płace goniły się w górę, a stopa inflacji wzrosła do ponad dziesięciu procent. Niektórzy z nich przywoływali Arthura Burnsa, prezesa Fed w latach 1970–1978, którego powszechnie obwinia się o to, że nie zareagował wystarczająco agresywnie na zagrożenie inflacyjne.
Ale porównanie z latami siedemdziesiątymi było nietrafione. Po czterech dekadach globalizacji gospodarka USA jest mniej podatna na spirale inflacyjne niż wtedy. Jest bardziej otwarta na konkurencję zagraniczną, a związki zawodowe są znacznie słabsze, co oznacza, że pracownicy są mniej zdolni do żądania „nadrabiających” podwyżek płac po wzroście cen. „Inflacja nie dotyczy tylko pieniędzy” — zauważa Perkins. „Chodzi o władzę. Dzisiejsi pracownicy nigdy nie będą mieli wystarczającej władzy, aby wygenerować trwałą spiralę płacową”.
W latach 2021–2022 początkowy wzrost cen był w dużej mierze spowodowany zamknięciami związanymi z pandemią i problemami w międzynarodowym łańcuchu dostaw, co spowodowało niedobory wielu produktów w czasie, gdy istniało duże zapotrzebowanie. Początek wojny na Ukrainie dodał kolejny zwrot inflacyjny, powodując gwałtowny wzrost cen energii. Wiosną 2022 r. koszt benzyny wzrósł do ponad pięciu dolarów za galon w wielu częściach kraju.
Pracownicy rzeczywiście odnotowali wzrost płac, ale inflacja płac nie dogoniła inflacji cen aż do ubiegłego roku, kiedy to tempo inflacji cenowej już spadało. Co więcej, badania wykazały, że wiele wzrostów cen podczas gwałtownego wzrostu inflacji można przypisać korporacjom, które wykorzystały okazję silnego popytu i ograniczonej podaży, aby zwiększyć swoje marże zysku. Wyglądało to bardziej na spiralę zysku-ceny niż na spiralę płac-cen.
Na początku obecnej debaty na temat inflacji przynajmniej jedna wysoko postawiona grupa ekonomistów wyciągnęła bardziej odpowiednią lekcję z historii. We wpisie na blogu z lipca 2021 r. Cecilia Rouse, przewodnicząca Rady Doradców Ekonomicznych, i dwaj koledzy — Jeffery Zhang i Ernie Tedeschi — zwrócili uwagę na lata bezpośrednio po drugiej wojnie światowej, kiedy to inflacja w USA wzrosła do ponad czternastu procent w 1947 r., a następnie spadła do minus jednego procenta pod koniec 1949 r. W trakcie wojny wiele fabryk zostało przestawionych na produkcję uzbrojenia, co oznaczało, że brakowało dóbr konsumpcyjnych. Po zakończeniu walk gospodarstwa domowe, które chciały wrócić do normy, kupiły wiele dóbr i usług, których zostały pozbawione, a ceny poszybowały w górę. (Inny czynnik: zniesiono kontrolę cen w czasie wojny). „Obecny niedobór dóbr trwałego użytku jest podobny” — napisali ekonomiści Białego Domu. „Kryzys krajowy wymusił zakłócenie normalnych procesów produkcyjnych”. Zauważyli, że okres inflacji powojennej „zakończył się po dwóch latach, gdy krajowe i zagraniczne łańcuchy dostaw uległy normalizacji, a popyt konsumpcyjny zaczął się stabilizować”.
Coś bardzo podobnego wydaje się mieć miejsce dzisiaj. Koszty transportu towarów w kontenerach transportowych z Chin osiągnęły szczyt na początku 2022 r., a następnie spadły o około cztery piąte w ciągu następnych dwunastu miesięcy. W ciągu ostatnich kilku lat warunki na rynkach pracy w USA również się unormowały, a wiele osób, które wypadły z pracy podczas pandemii, wróciło do pracy, a liczba wakatów stale spadała. Podwyżki płac zaczęły się zmniejszać jeszcze przed osiągnięciem szczytu przez inflację. W marcu 2022 r. godzinowe zarobki amerykańskich pracowników spoza rolnictwa rosły w tempie 5,9 procent w ujęciu rok do roku, według Economic Policy Institute, waszyngtońskiego think tanku. Tego lata tempo podwyżek płac spadło poniżej czterech procent.


















