
Donald Trump i Keir Starmer nie spotkają się oko w oko (Zdjęcie: Getty)
Wyspy Chagos, a może dokładniej Archipelag Chagos, znów są aktualne, ale w czasie wielkiej niedogodności dla naszego nieszczęsnego premiera. Widzisz, chodzi o oposy Donalda Trumpa.
W najbliższy poniedziałek Donald ma zostać ponownie zaprzysiężony na prezydenta Stanów Zjednoczonych, co zakończy wraz z Białym Domem oczyszczenie Kongresu przez Republikanów.
Teraz wszyscy jesteśmy świadomi Trumpowskiej tendencji do wojowniczości, gdy zostaniemy sprowokowani, co oznacza, że Two-Tier nie będzie na to odporny w takim samym stopniu jak inne. I bądźmy szczerzy, Two-Tier nie do końca przypodobał się Trumpowi.
Właściwie myślę, że można śmiało powiedzieć, że TwoTier nie cieszy się najwyższym uznaniem zarówno w wewnętrznych, jak i szerszych kręgach nowej administracji nowego prezydenta.
Lubisz go lub nienawidzisz (co zresztą wielu robi), Elona Muska ma ucho Trumpa, podobnie jak nasze Nigela Farage’a. Widzisz, Elon dołożył ostatnio wszelkich starań, aby wyrzucić pogardę i ogólne szyderstwo pod adresem laburzystowskiego rządu w tym kraju.
Nie powstrzymywał się także od osobistej pogardy dla premiera i jego sługusów, więc można się jedynie domyślać, co pomyśli sam Trump.
Ale nie potrzebujemy Elona Muska Lub Nigela Farage’a jeśli już o to chodzi, żeby opisać zakres nieudolności, jaki ten rząd wykazał przez ostatnie sześć miesięcy, prawda, Oposy? Nie, nie. Bycie świadkiem rażącej niekompetencji jest wystarczająco złe, ale codzienne życie z konsekwencjami jest jeszcze gorsze, prawda?
W ciągu ostatnich kilku dni wyszło na jaw, że zamiast spieszyć się z podpisaniem umowy z Chagos zgodnie z warunkami zmodyfikowanego porozumienia o zrzeczeniu się brytyjskiej suwerenności, Two-Tier zdecydowało się poczekać do inauguracji Trumpa na kolejnego prezydenta USA.
Szeroko pojawiały się doniesienia, że rząd brytyjski nalegał na formalności związane z formalnym przekazaniem władzy PRZED powrotem Trumpa do Białego Domu, co – bądźmy szczerzy – przypomina trochę szturchanie kobry królewskiej krótkim kijem.
Zdecydowanie nierozsądne i monumentalnie głupie!
OK, więc po co to całe zamieszanie? Dobrze, Donalda Trumpa ma coś w rodzaju pszczółki w swoim (obszernym) barnecie na temat większości spraw związanych z Chinami – i to jest sedno tego, dlaczego obaj mężowie stanu nie zgadzają się ze sobą.
Jest szczególnie podejrzliwy w stosunku do Komunistycznej Partii Chin i jej ogólnie złośliwego globalnego programu dominacji i kontroli, as
w istocie słusznie powinien nim być. Mauritius, któremu Two-Tier zawzięcie chce oddać Chagos, jest bardzo bliskim sojusznikiem Chin, co budzi alarm wśród rozsądnych ludzi.
Two-Tier oczywiście dość wyraźnie pokazał, że pod tym względem żałośnie nie udaje mu się zakwalifikować. I dlaczego w ogóle istnieje jakakolwiek podstawa do uzasadnionych roszczeń Mauritiusa do Chagos? W końcu Mauritius jest bliżej Seszeli i Malediwów niż Chagos.
Podstawa jakichkolwiek uzasadnionych roszczeń do Chagos była od dawna przedmiotem gorących sporów, a ostatecznie ONZ zapewniła większości krajów członkowskich forum do wspierania Mauritiusa.
Ostatecznie MTS zajął się tą sprawą i wydał NIEWIĄŻĄCE orzeczenie, w którym uznano roszczenia Mauritiusa.
Mam nadzieję, że zostaliście ze mną, Oposy, bo tutaj sytuacja trochę się ożywi, a ja uwielbiam dobre plotki!
Jednym z najlepszych kumpli Two-Tier jest facet o nazwisku Philippe Sands KC. Ahhh, widzisz wspólny wątek? Cóż, pan Sands jest z zawodu adwokatem (tak samo jak Two-Tier) i bez wątpienia niezwykle bystrym chłopcem. Ukończył studia prawnicze w Cambridge w 1983 r., uzyskując tytuł magistra prawa w Cambridge, w końcu w 1985 r. został powołany do palestry, a następnie w 2003 r. podjął studia jedwabnicze (co oznacza, że został radcą królowej, obecnie radcą królewskim. No wiesz, QC/KC?).
Tak czy inaczej okazuje się, że Two-Tier i Mr Sands są ze sobą całkiem zaprzyjaźnieni i to od wielu lat. Jeżeli nadal nie do końca rozumiesz o co chodzi, być może pomocne będzie, jeśli powiem ci, że pan Sands jest bardzo prominentnym prawnikiem zajmującym się prawami człowieka; no wiesz, dostaje zlecenia, aby prowadzić w sądzie ważne sprawy dotyczące praw człowieka, w tym niesławny MTS (Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości). Podobnie jak Two-Tier jest prawnikiem zajmującym się prawami człowieka; szkoda, że dla Czagosjan nie miało to większego znaczenia.
Mauritius zatrudnił pana Sandsa w celu zajęcia się kwestią suwerenności dotyczącą Chagos.
Teraz, pomijając ogromne wynagrodzenie za jego wysiłki, uznanie, jakie otrzyma za tak zdecydowane zwycięstwo, byłoby ogromne. Dzięki uprzejmości Mauritiusa pan Sands odniósł także inne korzyści, ponieważ odegrał tak kluczową rolę w ich kampanii mającej na celu przejęcie Chagos, że przyznano mu obywatelstwo Mauritiusa.
Otrzymał także najwyższe odznaczenie cywilne w kraju – Wielkiego Komendanta Orderu Gwiazdy i Klucza Oceanu Indyjskiego – co oznacza, że na Mauritiusie nazywany jest „honorowym”.
Dodaj do tego paszport dyplomatyczny, choć później zwrócony, i gotowe.
Wydaje się, że zarówno Two-Tier, jak i jego partner nie zwrócili uwagi na trudną sytuację rdzennych mieszkańców Czagosjan, których jest około dziesięciu tysięcy, głównie w Wielkiej Brytanii, a niektórzy na Mauritiusie.
Mieszkańcy wysp Chagos zostali wydaleni przez Wielką Brytanię na wniosek Stanów Zjednoczonych w latach 1967–1973, aby umożliwić budowę bazy wojskowej w
Diego Garcia, który do dziś pozostaje istotnym atutem strategicznym naszego najważniejszego sojusznika.
Tak więc Starmerowskie widmo chumokracji wypływa ponownie, ukazując brzydką twarz kumoterstwa, jak gdybyśmy potrzebowali jakiegoś przypomnienia. Nic z tego oczywiście nie sugeruje, że Two-Tier lub pan Sands są winni jakiegoś nikczemnego czynu innego niż okazanie rażącej hipokryzji, tym bardziej niezwykłej, gdy tak ewidentnie brakuje podstawowego zdrowego rozsądku.
Przy wszystkich ich osiągnięciach akademickich ich całkowita ignorancja na temat rozwiązywania konfliktów i sporów wydaje się całkowicie przesłonięta.
Dylemat Two-Tier w rozwiązywaniu problemów polega na odchodzeniu od prawa, choć tak jak w tym przypadku podejście to ignoruje wiele praktycznych realiów. Donalda Trumpa nigdy nie przekonamy się, że oddanie suwerenności krajowi tak blisko sprzymierzonemu z przeciwnikiem jest mądrym posunięciem, zwłaszcza gdy na danym terytorium znajdują się kluczowe zasoby strategiczne niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa narodowego nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale także naszego.
Trump nie ma absolutnie żadnego powodu, aby ufać brytyjskiemu premierowi bardziej niż my. Ale może to dobrze na najbliższe cztery lata, bo podejrzewam, że Two-Tier będzie trzymany na bardzo krótkiej smyczy. Nie oszukujmy się, Trump i jego zespół nie lubią Two-Tier, podobnie jak jego kohorty. Wszelkie przeciwne myśli są całkowicie błędne.
