Imogło to nastąpić bezpośrednio po Megxit – kiedy Meghan i Harry postanowili „odsunąć się” od rodziny królewskiej w 2020 roku; albo mogło to być rok później, kiedy Oprah Winfrey wkroczyła, aby wyjaśnić całą sytuację w długim wywiadzie, po którym wszyscy w historii brytyjskiej rodziny królewskiej i wokół niej – w zasadzie wszyscy, wszędzie – brzmieli dość źle. Tak czy inaczej, jakiś czas temu zdecydowałem, że nie będę miał już żadnego poglądu na temat księcia i księżnej Sussex. A może mieliśmy zmienić ich adres po wyjeździe: Commoner i Commonness of Sussex? Nie moja sprawa: jak powiedziałem, nie ma dalszych widoków.

Wezwany do wybrania strony w dowolnej wojnie kulturowej, zawsze musisz zatuszować pewne zawiłości i sprzeczności, a nigdzie bardziej niż w tej wojnie. To niedogodne, ale wszystko może być prawdą. Możliwe, że w domu królewskim są rasiści i Meghan Markle zachowała się niegrzecznie wobec jego członków. Możliwe, że książę William bezlitośnie znęcał się nad księciem Harrym, podczas gdy sam Harry w innym kontekście – na przykład na spotkaniu produkcyjnym Spotify – jest trudny. Jest możliwe, a nawet zauważalne, że brytyjskie tabloidy rozpoczęły krucjatę przeciwko Meghan, atakując wszystko, począwszy od jej zachowania podczas ciąży (według „Expressu”.stosowała „podstępne sztuczki, aby pochwalić się swoim brzuszkiem”) po konsekwencje swoich preferencji warzywnych (Daily Mail w sposób zapadający w pamięć skojarzył ją, poprzez awokado, z łamanie praw człowieka, susza i morderstwa). To prawda, że ​​większość relacji czerwonej koszuli miała charakter rasistowski i prawdopodobne – jak przekonująco przekonują Meghan i Harry w swoim dokumencie Netflix z 2022 r. – że wywołało to w mediach społecznościowych falę żółci o białej supremacji.

Prawdą jest jednak również, że Harry i Meghan zajmują trudną sytuację, uzależnieni od uwagi mediów, a jednocześnie zniesmaczeni nią. Szukają statusu w którym cały czas się o nich mówi, ale to oni kontrolują to, co się mówi. Członkowie rodziny królewskiej odkryli, że nie jest to możliwe co najmniej 500 lat temu; Tymczasem celebryci w mniejszym stopniu opierają się na swojej wrodzonej wyższości i godności swojego urzędu, więc wydają się lepiej radzić sobie z niesforną narracją.

To był mocny koktajl, innymi słowy, mariaż rodziny królewskiej i sławy małego ekranu, a Sussexowie czasami wychodzili z tego z nieco krzywym wyglądem, a wokół nich gromadziły się słowa takie jak „uprawniony” i „szukający uwagi”. pejoratywne, gdy jest to istotą ich istnienia. Tantiemy są definiowane przez uprawnienia. Gwiazda jest logicznym punktem końcowym uwagi: nie mogłaby istnieć, gdyby nikt jej nie szukał. Niemniej jednak wrogość wobec nich była szalenie nieproporcjonalna i motywowana ideologią, jeśli możemy nazwać amorficzną anty-przebudzenie czymś tak wielkim jak „ideologia”. Cała krytyka i oszczerstwa kierowane pod adresem wszystkich, ze wszystkich źródeł anonimowych i nazwanych, mają wiarygodny wydźwięk i w takich okolicznościach najbezpieczniej jest trzymać się z daleka od tej sprawy – ale im bardziej niejasno to wygląda, tym bardziej ludzie są skłonni do zbadania tej sprawy.

W zeszłym tygodniu Vanity Fair opublikowało nowy rozdział prawdy za fasadą, z którego dowiadujemy się, że para jest prawie po rozwodzie, ale wciąż desperacko zakochana; że są strasznymi sąsiadami, a jednocześnie (według Sharon Stone) świetnymi sąsiadami; że są to trudne postacie do pracy, ale z innego punktu widzenia nie brzmi to jak podstępność. Jeden z byłych pracowników Spotify poskarżył się, że „nie robi tego, co gwiazdy robią w podcastach, czyli włącza mikrofon i rozmawia. Chcieli wielkiego tematu, który wyjaśniłby świat, ale nie mieli pomysłów. To właściwie całkiem sprawiedliwe: nie musisz być Nietzschem, żeby móc powiedzieć: „Wolę nie tylko bełkotać o mojej rutynie śniadaniowej”.

Faktem jest, że demonizacja mediów tworzy demony, których potrzebują. To pobudza defensywność, której nie da się oglądać. Wzywa potrzebnych mu świadków, których liczba – ponieważ są anonimowi – jest nieskończona. To właśnie gospodarka uwagi krytykuje ludzi za próbę zarabiania pieniędzy. To w pewnym sensie imponujący, wręcz magiczny młyn, który potrafi wytworzyć własny przemiał. Ale nie wydaje się to zbyt sprawiedliwe.

Zoe Williams jest felietonistką Guardiana

Source link