Sensacyjne aresztowanie Andrew Mountbattena-Windsora w tym tygodniu wywołało niezliczone pytania prawne dotyczące monarchii, brytyjskiej konstytucji oraz przebiegu jakiegokolwiek oskarżenia lub procesu. Tutaj czterech ekspertów prawnych wydaje swoje werdykty…
Andrew Tettenborn, profesor prawa na Uniwersytecie w Swansea
Profesor Andrew Tettenborn
Oczywiście ostatecznie decyzja, czy postawić zarzuty panu Mountbatten-Windsorowi – i o jakie przestępstwa – należy do Prokuratury Koronnej. W przypadku tej skali dokumenty prawie na pewno wylądują na biurku samego dyrektora prokuratury, Stephena Parkinsona (stanowisko to poprzednio zajmował niejaki Sir Keira Starmera).
Jeśli zostaną postawione zarzuty, Andrew stanie przed doniosłą decyzją, która nie będzie łatwa. Przyznaj się do winy, a jego imię zostanie na zawsze poczerniałe. Nie przyznaj się do winy, a wytrzyma długi proces z ławą przysięgłych, z całym rozgłosem i zawstydzeniem, jakie z tym się wiąże Rodzina królewska to by oznaczało.
Jedno jest pewne: nie może oczekiwać żadnych przysług. Król wyrzucił go z królewskiej owczarni i w obliczu tak dużego zainteresowania opinii publicznej, a nawet wściekłości, nie można zauważyć, że establishment w jakikolwiek sposób uginał kolana. Stanie przed sprawiedliwością jak każdy zwykły człowiek – i słusznie.
Joseph Kotrie-Monson, dyrektor wykonawczy Mary Monson Solicitors – ogólnokrajowej specjalistki ds. obrony w sprawach karnych
Adwokat obrony Joseph Kotrie-Monson
Andrew został aresztowany pod zarzutem „niewłaściwego postępowania na stanowisku publicznym” – jednej z dziedzin, w których specjalizuje się nasza kancelaria. Co roku sądy rejestrują około 40-60 spraw o popełnienie przestępstwa, a my pracujemy nad może jedną czwartą z nich.
Jest to przestępstwo „common law”, co oznacza, że opiera się na orzecznictwie wydanym przez sędziów, a nie na ustawodawstwie parlamentu.
W rezultacie, chociaż maksymalną karą jest dożywocie, zazwyczaj grożą o wiele łagodniejsze wyroki niż za przestępstwa na tle seksualnym – zazwyczaj dwa lub trzy lata więzienia w przypadku najmniej poważnych spraw. Dla mnie interesujące jest to, że Andrew najwyraźniej staje się celem niewłaściwego postępowania na stanowiskach publicznych, a nie jakichkolwiek przestępstw na tle seksualnym.
Od dawna temu zaprzeczał, ale pojawienie się zdjęć i e-maili w związku z ujawnieniem akt Epsteina oraz wypłatą 12 milionów funtów, jaką rodzina królewska przekazała ofierze Epsteina Virginii Giuffre, wywołała poważne zaniepokojenie opinii publicznej, oczywiście bez przyznania się do odpowiedzialności.
Aresztowanie w tym tygodniu gwarantuje, że Andrew zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, choć, jak się wydaje, nie jest objęty dochodzeniem w sprawie przestępstw na tle seksualnym.
W tym sensie szkody wyrządzone jemu, a co za tym idzie rodzinie królewskiej, zostały jak dotąd ograniczone.
Sir Vernon Bogdanor, profesor rządu w King’s College w Londynie i autor książki The Monarchy and the Constitution
Profesor Sir Vernon Bogdanor
Proces „R. przeciwko Andrew Mountbatten-Windsorowi” niewątpliwie zapisze się w podręcznikach historii.
Tak, byłby to powód do wielkiego osobistego smutku dla rodziny królewskiej, ale pokazałby też światu, jak solidna jest nasza konstytucja. Nikt nie jest ponad prawem, nawet własny brat monarchy. Uważam to za dziwnie pocieszające.
Panu Mountbatten-Windsorowi nie postawiono oczywiście żadnych zarzutów i stanowczo zaprzecza swojej niewinności. Bez wątpienia jednak wyrządził ogromne szkody reputacyjne instytucji – już pojawiają się głosy o usunięcie go z linii sukcesji (obecnie jest ósmy w kolejce do tronu).
Wymagałoby to ustawy parlamentu – nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w 14 innych królestwach, których głową państwa jest król. To wymagałoby czasu, delikatnie mówiąc.
Przede wszystkim republikanie nie powinni wykorzystywać tego kryzysu do ataku na monarchię. Rzut oka na wydarzenia na świecie pokazuje, że wybrane głowy państw wcale nie są odporne na korupcję.
We Francji Nicolas Sarkozy przebywał w więzieniu, a wielu uważa, że powinien był przebywać w nim Jacques Chirac.
Były prezydent Korei Południowej został właśnie skazany na dożywocie za kierowanie powstaniem, podczas gdy wielu Amerykanów uważa, że Donald Trump był skorumpowany. Czy ktoś naprawdę uważa, że lepiej rządziłby nami emerytowany polityk?
Steven Barrett, prawnik, autor i nadawca
Adwokat i nadawca Steven Barrett
Perspektywa rozprawy Andrzeja na posiedzeniu jawnym stwarza bardzo realną możliwość wezwania króla Karola do złożenia zeznań.
Stanowiłoby to fascynującą i historyczną zagadkę konstytucyjną. Prawnicy często mówią, że żaden monarcha nie może zostać wezwany na świadka w sprawie sądowej ani nawet być ścigany za jakiekolwiek przestępstwo zgodnie ze starożytną zasadą „immunitetu suwerena”.
Twierdzę jednak, że obecnie istnieje wyraźny konstytucyjny rozdział między „Koroną” a mężczyzną lub kobietą noszącymi koronę. (To rozróżnienie urzeczywistnia się podczas corocznego uroczystego otwarcia parlamentu, kiedy korona przybywa własnym powozem 20 minut przed samym królem.)
Podejrzewam zatem, że gdyby do tego doszło, król mógłby zeznawać w sądzie, gdyby tak zdecydował – choć wydaje się niemożliwe, aby kiedykolwiek był do tego zmuszony.
Jeśli cokolwiek odróżnia dynastia Windsorów od niektórych jej historycznych poprzedników, to jest to ich pragmatyzm.
Zawsze mieli ucho do opinii publicznej. Gdyby król wierzył, że złożenie zeznań przed sądem może w jakiś sposób uratować instytucję monarchii, nie wątpię, że by to zrobił.