W poniedziałek wszelkie wątpliwości w Libanie co do tego, czy Izrael eskaluje wojnę nie tylko z Hezbollahem, ale z całym krajem, zostały rozwiane po tym, jak izraelskie ataki zabiły prawie pięćset osób i zraniły ponad szesnaścieset w ciągu niecałych dwudziestu czterech godzin. Hezbollah kontynuował również ataki na Izrael, wystrzeliwując rakiety, które dotarły na odległość sześćdziesięciu mil na południe od granicy libańskiej. W scenach przypominających pierwsze dni wojna 2006samochody zablokowały drogi jadące na północ, gdy przerażone rodziny uciekły z południowego Libanu i części Doliny Bekaa, gdzie skoncentrowano większość ataków, szukając schronienia bliżej Bejrutu, stolicy, chociaż ona również była celem izraelskich samolotów bojowych, w piątek i ponownie w poniedziałek wieczorem. W przeciwieństwie do 2006 r. libańskie autostrady, mosty i inne arterie nie zostały zniszczone. Obawy, że wkrótce mogą zostać zniszczone, podsycił Daniel Hagari, rzecznik IDF, który w poniedziałek stwierdził, że Hezbollah „zmilitaryzował infrastrukturę cywilną”. Powiedział również, że Hezbollah rozmieszcza „swoją broń wewnątrz domów”, co wielu Libańczyków odebrało jako znak, że nic nie jest poza zasięgiem.
Tysiące libańskich obywateli otrzymało od IDF polecenie ewakuacji za pośrednictwem automatycznych połączeń lub wiadomości tekstowych na telefonach lub komunikatów radiowych. „Jeśli znajdujesz się w budynku, w którym znajduje się broń Hezbollahu, opuść wioskę do odwołania” – głosiła jedna z wiadomości. Biuro ministra informacji w Bejrucie było jednym z adresatów powiadomień.
Kraj już odczuwał skutki traumatycznego tygodnia masowych ofiar i pogrzebów. Klipy wideo Nayi Ghazi, przedszkolaka o twarzy aniołka z lizakiem w dłoni, chichoczącego, gdy fryzjer ścina jej falowane włosy, obiegły libańskie media społecznościowe i wieczorne serwisy informacyjne. Dziecko i jego ojciec są wśród garstki osób, których ciała wciąż znajdują się pod gruzami wielopiętrowego budynku mieszkalnego na południowych przedmieściach Bejrutu, który został zrównany z ziemią w piątkowym ataku lotniczym. (Sąsiedni budynek mieszkalny również został częściowo zniszczony.) Zginęły również inne dzieci.
Piątkowy strajk był trzecim atakiem w ciągu kilku dni, po bezprecedensowych, równoczesnych eksplozjach tysięcy pagerów we wtorek, a następnie krótkofalówek w środę. Liczba ofiar śmiertelnych tych trzech incydentów przekroczyła setkę i rośnie, a kilka tysięcy zostało rannych.
Do tej pory pięćdziesiąt jeden ciał zostało odzyskanych z budynków mieszkalnych będących celem ataku w piątek, w tym ciała szesnastu działaczy Hezbollahu, którzy podobno spotykali się w podziemnej przestrzeni w jednym z budynków. Wśród zmarłych jest Ibrahim Aqil, bliski doradca sekretarza generalnego Hezbollahu, Sayyeda Hassana Nasrallaha, oraz starszy dowódca, który w 2008 r. założył elitarne siły Radwan, według zastępcy lidera grupy, szejka Naima Qassema, który wygłosił mowę pochwalną na pogrzebie Aqila w niedzielne popołudnie. Wielu Libańczyków dowiaduje się szczegółów o tych starszych członkach Hezbollahu i ich tajnych działaniach dopiero po ich zabiciu, gdy grupa opowiada przynajmniej część ich historii.
Aqil był członkiem Hezbollahu od wczesnych lat osiemdziesiątych, kiedy to grupa ta powstała w odpowiedzi na inwazję Izraela na Liban i późniejszą okupację południowej części kraju. Departament Stanu USA zaoferował nagrodę w wysokości siedmiu milionów dolarów za informacje o Aqilu dotyczące jego domniemanej roli w Zamachy bombowe w 1983 r. ambasady USA w Bejrucie i koszar piechoty morskiej, w których zginęło łącznie ponad trzysta osób. Jest piątym dowódcą wysokiego szczebla Hezbollahu zamordowanym przez Izrael od 8 października ubiegłego roku, kiedy Hezbollah otworzył to, co nazywa „frontem wsparcia”, aby złagodzić presję na Hamas i palestyńskich cywilów, odciągając izraelskie zasoby wojskowe od Gazy.
Na pogrzebie Qassem powiedział, że Hezbollah wszedł w to, co nazwał „bitwą bez końca”, która polegała na utrzymywaniu frontu wsparcia, a jednocześnie na szukaniu zemsty. „Od czasu do czasu będziemy ich zabijać i walczyć z nimi — tam, gdzie się tego spodziewają, i tam, gdzie się nie spodziewają” — powiedział. Z zeszłotygodniowego eksplozje pagerów i krótkofalówekpowiedział, „Nie powiem, że w pierwszych godzinach nie czuliśmy szoku – jesteśmy ludźmi. Ale przezwyciężyliśmy go i szybko się otrząsnęliśmy”.
Chociaż Izrael nie skomentował publicznie ataków na urządzenia komunikacyjne, powszechnie obwinia się go za nie. W niedzielę, Benjamina NetanjahuPremier niemal wziął na siebie odpowiedzialność. „W ostatnich dniach zadaliśmy Hezbollahowi serię ciosów, których nigdy by sobie nie wyobraził” – powiedział. „Jeśli Hezbollah nie zrozumiał przesłania, zapewniam, że je zrozumie”.
Kadra wojskowa Hezbollahu używa tych urządzeń, ale robią to również inne odnogi organizacji, która jest od dawna częścią libańskiej struktury społecznej i politycznej. Prowadzi programy socjalne, szkoły i szpitale; w parlamencie kraju zasiada trzynastu członków Hezbollahu, a inni pełnią funkcję ministrów w rządzie. Urządzenia eksplodowały w rękach i kieszeniach ludzi, którzy robili zakupy w supermarketach, prowadzili samochody lub byli w domu z rodzinami. Fakt, że tysiące małych eksplozji miało miejsce na rozległym obszarze kraju, od Bejrutu po południowy Liban, a ludzie byli zabijani i okaleczani podczas wykonywania codziennych czynności, a nie jako aktywni bojownicy na polu bitwy, wywołał oburzenie, strach i solidarność wśród Libańczyków, którzy rzadko są zjednoczeni. Wśród zabitych były kobiety i dzieci.
Tak wiele osób rzuciło się, aby oddać krew ocalałym z pierwszych eksplozji, w tym na obszarach, które są politycznie wrogie Hezbollahowi, że gdy piątkowe ofiary napływały do szpitali, libańskie Ministerstwo Zdrowia Publicznego wydało oświadczenie, że banki krwi są pełne. W mediach społecznościowych krążyło nagranie kobiet odwiedzających szpital w przeważająco chrześcijańskiej dzielnicy Bejrutu, która w dużej mierze sprzeciwia się Hezbollahowi. Rozdawały tace słodyczy rannym i ich rodzinom. „To najmniej, co możemy zrobić” — powiedziała jedna z kobiet. „Oby Bóg dał wam siłę” — dodała inna.
Hezbollah i arsenał broni, który posiada, są źródłem głębokiego rozłamu w Libanie. Wewnętrzni krytycy grupy sprzeciwiają się jej broni. Obawiają się jej siły i zdolności organizacyjnych oraz jej kluczowej roli w irańskiej Osi Oporu. Potępiają udział militarny Hezbollahu w konfliktach u boku sojuszników Osi w Syrii, Jemenie i Iraku, działania niezależne od polityki zagranicznej Libanu. Twierdzą, że decyzje dotyczące wojny i pokoju, takie jak ponowne otwarcie frontu z Izraelem, powinny być podejmowane przez państwo libańskie, a nie jednostronnie przez jedną ze stron w jego obrębie.
Ataki z zeszłego tygodnia przyniosły jednak szerokie poparcie, jeśli nie dla samego Hezbollahu — choć było go sporo — to dla ofiar. Przypomniało mi to stare arabskie powiedzenie: „Mój brat i ja staniemy przeciwko mojemu kuzynowi, a mój kuzyn i ja staniemy przeciwko obcemu”. Nasrallah, sekretarz generalny Hezbollahu, potwierdził solidarność w telewizyjnym przemówieniu w czwartek, dziękując Libańczykom w swoim wystąpieniu otwierającym za odłożenie na bok ich różnic wyznaniowych i politycznych. Pomimo poniesienia tego, co nazwał „poważnym, bezprecedensowym ciosem”, Nasrallah powtórzył, że „front libański nie ustanie przed zakończeniem agresji na Gazę. Mówimy to od jedenastu miesięcy. . . . Niezależnie od poświęceń . . . . libański ruch oporu nie przestanie wspierać Gazy i jej mieszkańców”.
Większość rannych od eksplozji odniosła obrażenia twarzy, rąk i tułowia. Niektórzy Libańczycy byli tak poruszeni, że zaoferowali oddanie własnych oczu (rogówki można przeszczepiać, chociaż zazwyczaj pobiera się je od zmarłych), publikując swoje dane kontaktowe i grupę krwi w mediach społecznościowych. Jeden z potencjalnych dawców, taksówkarz o imieniu Hussein, wyjaśnił swoje motywy lokalnemu nadawcy. „Jak mogę nadal widzieć, skoro oni są oślepieni?” powiedział. „Oko, które oddam, ochroni naród”.
Sektor zdrowia kraju, niegdyś nazywany Szpitalem Wschodu ze względu na swoje najwyższej klasy zaplecze i wiedzę specjalistyczną, został ostatnio osłabiony przez miażdżący kryzys gospodarczy. Ponad sto szpitali leczyło rannych w zeszłotygodniowych atakach. Kilku chirurgów urazowych, z którymi przeprowadzono wywiady w lokalnych stacjach telewizyjnych, rozpłakało się, opowiadając, ile uszkodzonych kończyn i oczu musieli chirurgicznie usunąć, i jak wyniszczający charakter mieli ludzie. Elias Jarade, niezależny parlamentarzysta i okulista, powiedział Al Jazeera Arabic, że następstwa przypominają mu eksplozja w sierpniu 2020 r. w porcie w Bejrucie, w którym zginęło ponad dwieście osób, a około siedmiu tysięcy zostało rannych. „Widziałem w każdym pacjencie kawałek Libanu” – powiedział, dławiąc się – „i w każdym pacjencie starałem się naprawić coś z Libanu”. Powiedział, że obawia się „tego, co będzie dalej. To, co nadchodzi, jest czymś wielkim”.
To strach, który podziela wielu Libańczyków. Podczas poprzednich jedenastu miesięcy konfliktu przemoc ograniczała się głównie do południowej granicy. Tego lata w całym kraju odbywały się koncerty i festiwale, nawet gdy linie lotnicze odwoływały loty do i z jedynego lotniska Libanu w kilku szczególnie napiętych okresach. Ale poniedziałkowy atak Izraela, wraz z atakami z zeszłego tygodnia, przełamał psychologiczną granicę. Ostatnie ataki lotnicze i trzycyfrowa liczba ofiar śmiertelnych dziennie osiągnęły skalę niespotykaną od wojny w 2006 roku. Konflikt nie ograniczał się już głównie do bojowników w miastach i wioskach na linii frontu; dotarł do sklepów spożywczych i ulic osiedli mieszkaniowych w tym, co wielu Libańczyków nazywało aktami terrorystycznymi. Ludzie zastanawiali się, co jeszcze w ich rękach lub domach może eksplodować. Wielu wyrzucało telefony komórkowe lub odłączało baterie litowe od paneli słonecznych po tym, jak pojawiły się pogłoski, że urządzenia mogą być również uzbrojone i zdalnie zdetonowane.


















