Politolog Dahlia Scheindlin jest wieloletnim ekspertem izraelskiej opinii publicznej i analitykiem krajowej sceny politycznej. Wraz z nadejściem nowego roku — i z upadek reżimu Assadaw Syrii; zawieszenie broni między Hezbollahem a Izraelem w Libanie; oraz ciągłe działania wojenne w Gazie, gdzie od ataków pod przewodnictwem Hamasu z 7 października 2023 r. zginęło ponad czterdzieści tysięcy Palestyńczyków – chciałem dowiedzieć się, co dokładnie zmieniło się w Izraelu, a co nie, w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Rozmawiałem telefonicznie ze Scheindlinem, który jest także pracownikiem politycznym w Century Foundation i felietonistą „ Haaretzi autorka „Krzywe drewno demokracji w Izraelu.” Podczas naszej rozmowy, która została zredagowana pod kątem długości i przejrzystości, omawialiśmy, jak zmieniło się ostatnio jej rozumienie celów Izraela dla regionu; dlaczego popularność Benjamina Netanjahuizraelski premier, odnotował wzrost po spadku bezpośrednio po 7 października; i dlaczego ogromna liczba palestyńskich ofiar cywilnych wciąż ledwo jest rejestrowana w Izraelu.
Jeśli chodzi o politykę wewnętrzną, czy wydaje się, że Izrael w końcu znalazł się w okresie, który moglibyśmy nazwać okresem po 7 października?
Okres po 7 października jest bardzo łatwo zdefiniowany w badaniach ankietowych. To niezwykłe, że badacze ankiet mają tak wyraźne trendy w danych, które są tak jednoznaczne. Przez pierwsze sześć miesięcy po 7 października notowania rządu spadały pod każdym względem i panowała powszechna opinia, że Netanjahu nie przetrwa. A potem, około kwietnia 2024 r., nastąpił bardzo wyraźny początek punktu zwrotnego, a sondaże rozpoczęły powolne i stopniowe ożywienie w przypadku tych samych wskaźników.
To samo dotyczy popularności jego partii i pierwotnej koalicji – powróciły one mniej więcej do poziomu sprzed wojny. Dla Netanjahu to około czterdzieści procent. Prowadzi sondaże przeciwko swoim przeciwnikom pod względem tego, kto według opinii publicznej powinien zostać premierem. Nie jest tak dobrze, jak podczas wyborów w listopadzie 2022 r., w których Netanjahu i jego partnerzy z koalicji zdobyli sześćdziesiąt cztery ze stu dwudziestu mandatów w Knesecie. Więc nie robią To cóż, ale zdecydowanie jesteśmy w okresie po 7 października.
Wspomniałeś kwiecień jako punkt zwrotny. To wtedy wojna z Hamasem rozszerzyła się regionalnie:
Dokładnie pokrywa się z kwietniem. Myślę, że nie powinniśmy zdejmować odpowiedzialności z Hezbollahu za jego brzemienną w skutki decyzję podjętą we wczesnych godzinach porannych 8 października o ataku na Izrael, co zasadniczo umiędzynarodowiło lub regionalizowało konflikt. Ale co wydarzyło się w kwietniu? Izrael zamordował najwyższego dowódcę irańskich sił Quds w Damaszku, co zapoczątkowało cały łańcuch wydarzeń, który doprowadził do pierwszego w historii irańskiego ataku na Izrael, a następnie reakcji Izraela. Wszystko to miało miejsce w kwietniu i wtedy zaobserwowaliśmy, że sondaże Netanjahu zaczęły rosnąć. Następnie latem wojna z Hezbollahem nasiliła się. Kolejnym ważnym punktem zwrotnym był wrzesień, kiedy Izrael odpalił bomby pagerowe i wkrótce potem zamordował przywódcę Hezbollahu, Hassana Nasrallaha.
Ale jeszcze wcześniej, w lipcu, Izrael zabił w Teheranie przywódcę politycznego Hamasu, Ismaila Haniyeha, co było ogromnym znakiem dla Izraelczyków, że stary Izrael powrócił i może zrobić wszystko gdziekolwiek. Dało to Izraelczykom poczucie, że kraj odradza się. Wszystko za sprawą frontu regionalnego. Doszedłem do wniosku, że Gaza jest w zasadzie sprawą przegraną dla Netanjahu. Nie może wydostać się z Gazy, ponieważ priorytetowo potraktował swoich partnerów koalicyjnych. Nie postrzegam go też jako ofiary ani pułapki ze strony partnerów z koalicji. Umieścił je tam. Ale to nie jest dla niego dobry problem. Izraelska opinia publiczna czuje się pewniej w obliczu regionalnej eskalacji i postrzeganych zwycięstw Izraela na tych frontach, co przyczyniło się do jego awansu.
Powiedziałeś, że Gaza jest „przegrywającą kwestią” dla Netanjahu. Czy masz na myśli, że społeczeństwo nie wydaje się zgadzać z nim w sprawie Gazy? Przynajmniej z daleka wygląda na to, że kraj jest gotowy znieść trwającą tam wojnę i jej niewiarygodnie okropne konsekwencje humanitarne, brak powrotu zakładników i tak dalej.
Po 7 października ludzie byli zszokowani, oszołomieni, sparaliżowani, bali się rakiet i próbowali dowiedzieć się, gdzie są ich zwłoki i czy ich dzieci nie żyją, czy są w niewoli. To była naprawdę bardzo potężna faza, coś w rodzaju paraliżu. Punkt zwrotny nastąpił dość szybko, wokół zakładników. Kiedy ludzie zdali sobie sprawę, że rząd nie traktuje priorytetowo uwolnienia zakładników, nawet w listopadzie 2023 r., już wyszli na ulice. Zorganizowali ogromny marsz i zgromadzili sieci społeczeństwa obywatelskiego, które powstały w okresie protesty przeciwko reformie sądownictwa wcześniej tego roku. Poczucie oszołomienia, strachu i traumy dość szybko ustąpiło miejsca mobilizacji społecznej, częściowo dlatego, że przez niesamowity zbieg okoliczności znaczna część tej mobilizacji społecznej już miała miejsce.
Jednak po pewnym czasie dla Izraelczyków stało się jasne, że rząd tak naprawdę nie zamierzał traktować zakładników priorytetowo lub zawsze znajdował sposób, aby nie dojść do porozumienia. Istnieje silna pokusa, aby obwiniać Hamas, ale ostatecznie Izraelczycy zaczęli odnosić wrażenie – poprzez liczne przecieki, raporty i analizy, które pojawiały się za każdym razem, gdy negocjacje się załamują – że Netanjahu tego nie robi. Nie traktuje tego priorytetowo, bo nie chce zatrzymać wojny, i nie chce jej przerywać, bo nie chce stracić koalicji. Wiele osób uważa, że dzieje się tak dlatego, że toczy się przeciwko niemu proces o korupcję. (Zarzuty skupiają się na oskarżeniach o przekupstwo i oszustwo.) Myślę, że to mały przeskok. On po prostu chce utrzymać się przy władzy.
Otrzymuję wiele pytań z Ameryki o to, dlaczego Izraelczycy to wytrzymują. Musisz zdać sobie sprawę, że co tydzień w sobotnie wieczory na ulicy są tysiące ludzi.
Nie chcę powiedzieć, że nikt nie nalega na uwolnienie zakładników, ale właśnie rozmawialiśmy o wzroście poparcia Netanjahu. I to całkiem oczywiste, patrząc z daleka, że Netanjahu nie przejmuje się zakładnikami. Jest to dla mnie trochę zaskakujące w kraju, który kiedyś sprzedał ilu ludzi za jednego schwytanego żołnierza?
Tysiąc dwadzieścia siedem. (Była to wymiana więźniów z Hamasem w 2011 roku.) Tak. Nie tylko kraj; Netanjahu to zrobił.
Dlatego jest dla mnie trochę zaskakujące, że premier, który nie tylko nie traktuje zakładników priorytetowo, ale najwyraźniej bardziej troszczy się o utrzymanie u władzy niż o nich, nie jest bardziej politycznie ranny.
Tak. Istnieją sprzeczności w sposobie, w jaki ludzie wyrażają siebie. Mimo odzyskania notowań nadal nie ma poparcia większości. Częściowo dzieje się tak dlatego, że nie nadąża za poglądami zdecydowanej większości opinii publicznej na temat zakładników. Za każdym razem, gdy zadajemy społeczeństwu różne pytania w ramach różnego rodzaju ankiet, zawsze znajduje się większość lub silna większość popierająca uwolnienie zakładników bez względu na cenę. W tym momencie większość sondaży pokazuje, że około siedemdziesiąt procent Izraelczyków wolałoby umowę z zakładnikami niż jakąkolwiek alternatywę, taką jak zniszczenie Hamasu w jakikolwiek sposób.
Ludzie, którzy wspierają rząd, zwłaszcza tę podstawową bazę, która pozostała z Netanjahu nawet przez pierwsze sześć miesięcy wojny, kiedy jego ogólne poparcie spadło – mogą emocjonalnie przejmować się zakładnikami, ale jest to rodzaj „myśli i modlitw” emocji. Nie chcą wypuszczać więźniów palestyńskich. Mogą naprawdę wierzyć, że Izrael musi zniszczyć więcej Hamasu w Gazie. Wśród osób podzielających tę opinię panuje powszechny pogląd, że jeśli teraz przerwiemy wojnę, polegli żołnierze, zginą na próżno, dlatego w porozumieniu życie zakładników jest przedkładane nad życie żołnierzy. To są tego rodzaju argumenty, które słyszysz.
Są też ludzie, którzy chcą kontynuować wojnę, dopóki nie podbiją Gazy. Powiedziałbym, że około jedna trzecia populacji popiera najbardziej ultranacjonalistyczną, fundamentalistyczną, żydowską supremację część rządu.
w ostatni kawałek– napisałeś, parafrazując, że na początku wojny ludzie mówili, że Izrael chce przesiedlić Gazę, tak jak to miało miejsce w niektórych częściach Zachodniego Brzegu. Napisałeś, że byłeś wobec tego nieco sceptyczny, ale biorąc pod uwagę niektóre z tego, co widzieliśmy w ciągu ostatnich kilku miesięcy, trudno jest dyskutować, w jakim kierunku mogą zmierzać sprawy w Gazie, a być może w niektórych częściach Syrii i Libanu.


















