Musée du Quai Branly to długa arka budynku wznoszącego się nad ogrodem, którego roślinność odgradza muzeum od ruchliwej arterii o tej samej nazwie, położonej nad brzegiem Sekwany. Dosłownie przyćmiony Wieżą Eiffla, mieści ponad trzysta tysięcy dzieł sztuki z Afryki, Azji, Oceanii i obu Ameryk, z których większość to dziedzictwo francuskiego imperium kolonialnego. Jego otwarcie w 2006 roku zapowiadano jako światłe odejście od praktyki wystawiania dzieł pozaeuropejskich jako okazów antropologicznych; Architekt budynku, Jean Nouvel, opisał go jako miejsce duchowej odnowy, w którym zachodni aparat kuratorski „zniknie przed obiektami sakralnymi, abyśmy mogli wejść z nimi w komunię”. Ale wibracje wewnątrz są mniej urzekające niż niesamowite. Przepastna galeria główna to labirynt cieni i ścian z imitacji błota, gdzie maski wychodzą spomiędzy ogromnych fotografii tropikalnej roślinności. „Nigdy nie poznam tego miejsca” – powiedział Mati Diop podczas naszej wizyty w zeszłym miesiącu. „To jak „Matrix”. ”

Diop, francuska senegalska reżyserka, która zdobyła międzynarodową sławę swoim debiutanckim filmem fabularnym „Atlantics”, wydawała się głęboko zaniepokojona obecnością muzeum, opisując swoje „mise en scène” jako przygnębiające, manipulujące i przechodząc na angielski, którym biegle włada: „ popieprzone. Upierała się, że wszystko jest nie tak, począwszy od folklorystycznej protekcjonalności ziemistych kolorów ścian, a skończywszy na zatłoczonych półkach z instrumentami muzycznymi w widocznych magazynach, co przypominało jej ciała w kostnicy. Najbardziej niepokojący byli ochroniarze o ponurych twarzach, prawie wszyscy byli to starsi, czarni mężczyźni. „Jak z psychologicznego punktu widzenia wpływa na człowieka spędzenie całego dnia w przestrzeni, której kontekst przemocy” – kolonializm – „został całkowicie zatarty?” szepnął Diop. „A jednak jest wszędzie.” Wskazała mężczyznę w ciemnym garniturze obok kolorowej korony z koralików z królestwa Dahomej, obecnie południowy Benin. „Obecność tych mężczyzn i tego dziedzictwa w muzeum to część tej samej historii” – kontynuowała. „To zawroty głowy.”

Jej nowy film, fantastyczny dokument zatytułowany „Dahomej”, jest kroniką powrotu tak zwanych skarbów Dahomeju, obejmujących dwadzieścia sześć z wielu dzieł sztuki, które wojska francuskie zajęły w latach osiemdziesiątych XX wieku podczas podboju królestwa. (W ówczesnej gazecie napisano, że pokonani tubylcy, których „malowani bogowie” nie stanęli w ich obronie, „nie tęsknią za lasem”). Dahomejskie rzeźby umieszczono w muzeach antropologicznych, gdzie podziwiali je Picasso i Apollinaire. Jednak w 2018 roku dziesięciolecia dyplomacji i aktywizmu osiągnęły punkt kulminacyjny w historycznej decyzji Emmanuela Macrona o repatriacji dzieł sztuki do Beninu. Film Diopa podąża za nimi od Quai Branly po powitanie bohaterów w Kotonu, największym mieście w kraju, gdzie omawiają je studenci miejscowego uniwersytetu po wystawie w Pałacu Prezydenckim. „Płakałam przez piętnaście minut” – mówi jedna ze studentek po obejrzeniu programu. Inny oświadcza: „To, co zostało zrabowane ponad sto lat temu, to nasza dusza”.

Irytujące pytania rzucają cień na radosny powrót do domu. Co oznacza, że ​​dzieła sztuki „wracają” do kraju, który nie istniał w momencie ich wykonania? Czy mogą mieć jakieś znaczenie dla ludności wyobcowanej ze swojej historii? A może ryzykują, że staną się jedynie narzędziami propagandy państwowej? A co z niezliczonymi skradzionymi przedmiotami, które znajdują się w zachodnich muzeach? nie zwrócony? W nieziemskiej zarozumiałości Diopa te niepokoje wyraża „26” – wyzywająco upozowana statua króla Dahomeju Ghezo, który przemawia w imieniu skarbów niezgłębionym, donośnym warczeniem. (To jeden z trio Royal wolaczyli postacie władzy, przedstawiające władców Dahomeju i przypisuje się artystom Sossie Dede i Bokossie Donvide.) „Jestem rozdarta między strachem, że nikt mnie nie rozpozna, a nierozpoznaniem czegokolwiek” – 26 progów w języku Fon, królestwie , zastanawiając się, z czymś w rodzaju poczucia winy ocalałego, dlaczego został wybrany, aby „powrócić na powierzchnię czasu”.

Zapytaliśmy ochroniarza, gdzie eksponowano skarby przed ich usunięciem z muzeum. Diop tam filmowała, ale nie mogła znaleźć miejsca, w którym umieściła swoje kamery; między ogłoszeniem demontażu dzieł a ich lotem do Beninu miała tylko dwa tygodnie na przygotowania. „To było jak operacje komandosów” – wspomina. Quai Branly nie uwzględniła jej prośby o dostęp, dopóki urzędnicy benińscy, którzy chcieli odnotować przekazanie dla potomności, nie interweniowali w jej imieniu. Teraz, wracając na miejsce swojego filmowego napadu, sapnęła głośno na widok maski znanej z „Statues Also Die” Chrisa Markera i Alaina Resnaisa, filmowego eseju na temat zrabowanych dzieł sztuki, którego Francja zakazała po premierze w 1953 roku. To ona” – powiedziała, wyciągając telefon z niebieskiej torebki Telfar, żeby zrobić zdjęcie. „Ona jest taka piękna. Ona jest taka piękna.

Diop, czterdzieści dwa lata, jest szczupłą, zrównoważoną kobietą o delikatnych rysach i chłodnej, czujnej postawie. Często, ku jej rozczarowaniu, uważana jest za „słodką”, ma falowane włosy z przedziałkiem pośrodku i znamię w jednym kąciku pierzastych brwi, a jej oczy skaczą, gdy wędrowaliśmy po galeriach, od witryny do witryny. Potrafi być niemal agresywnie powściągliwa; w pewnym momencie, gdy inny turysta wtargnął w jej przestrzeń osobistą, zareagowała niemą irytacją. Kiedy jednak mówi o swojej pracy, robi to z zapałem, który popycha ją do działania. Czasami gestykulowała tak dobitnie, że dotykała moich ramion, jakby tego nie zauważając. „Muszę mieć zmysłowy i fizyczny związek z pomysłami” – powiedział Diop. „Trudno mi tworzyć bez jednoczesnego nadawania”.

„Dahomej” pojawia się w amerykańskich kinach podekscytowany sukcesem krytycznym w Europie. (W późniejszym terminie będzie dostępny na platformie streamingowej zły.) W lutym tego roku zdobył Złotego Niedźwiedzia na Berlinale, po decyzji Niemiec o przeniesieniu własności swoich Brązów z Beninu do Nigerii. Jego premiera we Francji w zeszłym miesiącu na nowo rozpaliła dogorywającą ogólnokrajową debatę na ten temat, dzięki czemu Diop stał się stałym elementem radia i telewizji i wylądował na 26. miejscu okładki lewicowego dziennika Oswobodzenie. „Ona już przyniosła skutek” – powiedziała mi Felwine Sarr, senegalska intelektualistka i współautorka raportu Sarr-Savoy z 2018 r., który wyznaczał kierunki restytucji dziedzictwa kulturowego przez Francję krajom afrykańskim. „To pytanie zostało sformułowane w kontekście zachodniej debaty. „Czy macie muzea? Czy potrafisz dbać o przedmioty? Czy opróżniacie zachodnie muzea? Teraz dzięki filmowi słyszymy głosy ludzi, których powinno to dotyczyć głównie.”

„Początkowo planowałem napisać fikcyjną epopeję, przedstawiającą całą podróż dzieła sztuki od momentu jego splądrowania do momentu jego zwrotu, co według mnie miało nastąpić w przyszłości” – Diop mówi o „Dahomeju”: wyjaśniając, że stał się filmem dokumentalnym dopiero po tym, jak przeczytała, że ​​skarby mają zostać zwrócone. Przed premierą we Francji film miał premierę w Beninie i Senegalu, gdzie Diop niedawno założył firmę producencką o kardynalnej nazwie Fanta Sy. (Fanta i Sy to popularne w Senegalu imiona). Restytucja stała się jej synekdochą twórczego wzmacniania pozycji afrykańskiej młodzieży. Jak mi to ujęła: „Chciałam nakręcić film, który przywróci nam tęsknotę za sobą”.

Zapał twórcy filmowego jest inspirujący, choć czasami jest też autopoważny. Któż inny mówiłby, jak to zrobiła podczas niedawnego wydarzenia prasowego, o restytucji jako o „marszu, któremu nie można się oprzeć”, który obiecuje zachwiać samym „porządkiem wyobraźni”? Jednak twórczość Diopa uzasadnia takie autorskie wypowiedzi. Jej kino to tęskne, nocne kino pełne niejednoznacznych przygód i niemożliwych powrotów, balansujące pomiędzy intymną samotnością – posągu, byłego aktora – a rozległymi problemami, takimi jak dekolonizacja i kryzys migracyjny. Nakręciła „Dahomey” po przekazaniu wielomilionowych projektów w Hollywood. Trudno było w nią wątpić, gdy mówiła, że ​​została reżyserką, bo to „jej jedyna możliwa droga do wyzwolenia”.

Brawa rozległy się na Rue du Premier-Film w Lyonie, gdy Diop z uprzejmym gestem wyciągnęła czerwony materiał ze „Ściany Filmowców”, aby odsłonić tablicę z jej imieniem. Niewielka grupa ludzi robiła zdjęcia. Thierry Frémaux, który kieruje Festiwalem Filmowym w Cannes i Instytutem Lumière – gdzie w zeszłym miesiącu odbyła się ta zaimprowizowana ceremonia – objął ją dobrotliwie. Wkrótce dziesiątki uczniów, w tym wielu czarnych lub brązowych, zebrało się wokół Diopa w świetle ulicznych latarni. Młoda kobieta w za dużych okularach zaprosiła ją do odwiedzenia swojej szkoły filmowej. Inna, w kaffiyeh i rękawiczkach bez palców, poprosiła reżysera o podpisanie jej DVD „Atlantics”.

Debiut Diopa to gotycki romans, polityczna baśń o pracy i migracji oraz hołd złożony Dakarowi w Senegalu. Grupa młodych mężczyzn pomagających w budowie luksusowej wieży pada ofiarą kradzieży zarobków i postanawia szukać lepszego życia w Hiszpanii. Podobnie jak tysiące innych, giną w morzu. Ale potem, co jest niemożliwe, wracają, mając ciała młodych kobiet, które pozostawiły. Niewytłumaczalne pożary i gorączki nawiedzają miasto; Dakar, najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Afryki, jest przedstawiany jako rozległy obszar zakurzonych autostrad i upiornych plaż wcinających się w ciemną przestrzeń Atlantyku. W jednej z finałowych scen chłopcy zmuszają szefa do kopania dla nich grobów na nadmorskim cmentarzu. „Za każdym razem, gdy spojrzysz na szczyt wieży, pomyślisz o naszych niepochowanych ciałach na dnie oceanu” – mówi jedna z nich.

Diop obsadził nieprofesjonalnych aktorów z całego Dakaru. Amadou Mbow pojawił się na jej drodze o drugiej w nocy w eleganckiej dzielnicy Almadies, gdzie spędzał czas w klubie. „Ja wierzę w przeznaczenie” – powiedział mi; chociaż nigdy nie myślał o aktorstwie i obawiał się reakcji religijnej w scenach seksu, ostatecznie zagrał młodego policyjnego detektywa i od czasu do czasu tłumaczył dla swojej koleżanki, Mamy Sané, która nie mówiła po francusku. Film został nakręcony w języku wolof, senegalskim lingua franca, którego zrozumienie sama Diop starała się zrozumieć. Ale jej determinacja była językiem samym w sobie. „Skoro ona musiała odgrywać tę scenę pięćdziesiąt razy, my zrobiliśmy ją pięćdziesiąt razy” – powiedział Mbow, przypominając sobie polecenie, aby podczas sceny przesłuchania „być wyczerpanym o cal życia”. Zdjęcia trwały cały dzień: „W przypadku Matiego nie ma żadnego wyczucia czasu, wystarczy szukać, aż znajdziesz”.

„Atlantics” miał swoją premierę na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2019 roku, gdzie Diop była pierwszą czarnoskórą kobietą, która kiedykolwiek rywalizowała w roli reżyserki. Jej zaproszenie było szokiem. Film był nie tylko debiutem, ale gatunkową fantazją, w której nieprofesjonalni aktorzy wygłaszali swoje kwestie w języku afrykańskim. Mimo to zgarnął do domu Grand Prix. (Został następnie przejęty przez Netflix, przełamując barierę językową diaspory i dołączył do renesansu czarnego kina w Stanach Zjednoczonych). Dla Diopa, który do tej pory był głównie znany z roli w intymnym dramacie o ojcu i córce Claire Denis „35 kieliszków rumu” ” (2008), jego zwycięstwo było „doświadczeniem LSD”. Zawroty głowy były widoczne w jej przemowie powitalnej. Po czterech minutach uroczystych wyrazów wdzięczności Diop została eskortowana ze sceny przez Sylvestra Stallone do dźwięcznych dźwięków „Akwarium” Camille’a Saint-Saënsa.

Dwa niedźwiedzie siedzą w pokoju z klimatyzacją.

„Teraz możemy zapadać w sen zimowy, kiedy tylko chcemy”.

Kreskówka Setha Fleishmana

„Byłem pod wrażeniem tej kobiety – tak młodej, wyglądającej tak uroczo i delikatnie, ale tak silnej i tak precyzyjnej w rozmowie” – wspomina Frémaux przy drinku. Byliśmy w kawiarni instytutu, naprzeciwko hangaru, w którym kręcono niektóre z pierwszych filmów na świecie. Menu specjalizuje się w winach twórców filmowych; mieliśmy Francisa Forda Coppolasa. „Atlantyk” miał „senegalską esencję”, która wykraczała poza mieszane pochodzenie Diopa – kontynuował Frémaux, charakteryzując twórcę filmu jako „czystego artystę, czystą poetkę, a także wielkiego polityka”. W 2022 roku wyreżyserowała reklamę kampanii lewicowej La France Insoumise i udzieliła jej narracji. Przybliża twarze w kinie, celebrując różnorodność kraju, w którym bracia Lumière wynaleźli kino, jakie znamy. „W każdym gatunku i kolorze śmiejemy się, zastanawiamy i płaczemy” – intonuje Diop.

Source link