Po zdobyciu emocjonalnego złota olimpijskiego Mikaela Shiffrin pomyślała o jednej osobie, której nie było – jej ojcu, Jeffie.

Amerykanka przekroczyła linię mety jako mistrzyni olimpijska w slalomie, podobnie jak to zrobiła 12 lat temu w Soczi w wieku 18 lat.

Tylko tym razem, obejmując mamę i trenerów, poczuła nieobecność taty, który zmarł sześć lat temu.

„Dla mojego taty, który nie mógł tego zobaczyć. To był moment, o którym marzyłam. Ja też bardzo się tego momentu bałam” – powiedziała.

„Wszystko, co robisz w życiu po stracie osoby, którą kochasz, jest jak nowe doświadczenie.

„To jakby narodzić się na nowo i wciąż jest tak wiele chwil, w których się temu opieram. Nie chcę żyć bez taty i może dzisiaj po raz pierwszy mogłam zaakceptować tę rzeczywistość.

„Zamiast myśleć, że byłabym w tym momencie bez niego, poświęć chwilę na milczenie przy nim”.

Shiffrin spędziła prawie rok z dala od sportu po stracie – którą określiła jako „niewidoczną kontuzję” – podczas gdy otwarcie mówiła o swoich problemach ze zdrowiem psychicznym.

Jej triumf we Włoszech, zdobywając złoto w zdecydowanym stylu z niezwykłą przewagą 1,50 sekundy, ugruntowuje jej imię wśród mistrzów narciarstwa alpejskiego.

30-latka uzyskała łączny czas 1:39:10 i została trzykrotną mistrzynią olimpijską po sukcesach w Soczi, a następnie w Pjongczangu w 2018 r.

Osiem lat przerwy bez medalu olimpijskiego przyniosło Shiffrin wiele wyzwań, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Powiedziała jednak, że w środę najważniejsze jest „postawienie się” na wyścigu.

„To mnóstwo pracy, aby pojawić się na dwóch biegach i zrobić coś, co we mnie siedzi i wiem, jak to zrobić” – powiedziała.

„Nie zawsze jest to łatwe. Czasami wydaje się to niemożliwe. Ostatecznie dzisiaj chodziło o wyeliminowanie hałasu i zachowanie prostoty”.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj