Czy zdecydowałeś się już na swój trunek? Może aksamitny merlot, a może rześki kosmopolita?
Jeśli zrobiłeś Dry January i przetrwałeś tydzień pracy bez alkoholu, prawdopodobnie odliczasz godziny do jutrzejszego pierwszego piątkowego drinka w roku.
Na co ja serdecznie gratuluję – a może wstrzymasz się jeszcze trochę?
Ponieważ chociaż miesiąc bez sosu może wydawać się wiekiem, przedłużenie okresu trzeźwości może radykalnie zmienić Twoją relację z alkoholem – zmieniając Cię z pijącego, który nie wyobraża sobie towarzystwa na trzeźwo i dla którego nigdy nie czuje się dość, w kogoś, kto może go wziąć lub rzucić.
Przynajmniej tak mi się przydarzyło.
Jeszcze cztery lata temu uważałem picie za integralną część mojej tożsamości – tak niezbędną, aby oderwać się od stresującego dnia, jak by błyszczeć na imprezie. Przez prawie trzydzieści lat piłem przez większość tygodni, często w nadmiarze, i do 43. roku życia zakładałem, że będę to robił wiecznie.
Jednak trzy okresy trzeźwości w ciągu ostatnich czterech lat całkowicie zmieniły moje nawyki związane z piciem. I z każdym okresem abstynencji chciałem pić mniej, kiedy znowu zacznę pić. Teraz, mając 47 lat, w zeszłą sobotę porzuciłem drugą margaritę po trzech łykach – coś, co wydawałoby się niemożliwe.
Jestem przekonany, że „picie sporadyczne” ograniczyło moje pragnienie alkoholu w podobny sposób, jak wykazano, że post przerywany zmniejsza ochotę na niezdrowe jedzenie.
Antonia Hoyle piła przez większość tygodni, często w nadmiarze, i do 43. roku życia zakładała, że tak będzie na zawsze.
Poleciłbym go osobom, które nie mają ochoty rezygnować z alkoholu, ale wiedzą, że ograniczenie jego spożycia przyniesie im korzyści.
Rzeczywiście, odkąd zaczęłam pisać o moim związku z alkoholem, kilka kobiet powiedziało mi, że one również straciły znaczną część ochoty na picie po długich okresach bez alkoholu.
Nie sądzę, że miesiąc przerwy w piciu wystarczy, aby przerwać trwający od kilkudziesięciu lat psychologiczny związek między alkoholem a kontaktami towarzyskimi, łagodzeniem stresu i dbaniem o siebie, zakorzeniony u kobiet w średnim wieku, takich jak ja.
Po pierwsze, wykazano, że apetyt rośnie, zanim opadnie. Jedno z badań na alkoholikach hospitalizowanych wykazało, że był on najwyższy po 60 dniach abstynencji.
Inne badanie wykazało, że potrzeba średnio 66 dni ciągłego powtarzania, aby codzienny nawyk stał się automatyczny.
Wśród ekspertów ds. trzeźwości 100 dni jest często wymieniane jako rozsądny kamień milowy, ponieważ to wystarczająco długo, aby nauczyć się cieszyć życiem bez alkoholu.
Podobnie jak wielu, przez lata uprawiałem „Suchy styczeń” jako ćwiczenie powściągliwości. Dopiero w styczniu 2022 roku, wypalona po wyjątkowo pijackich Świętach Bożego Narodzenia, wsłuchałam się w swój organizm i stwierdziłam, że cieszę się lepszym snem i spokojniejszym nastrojem, jakie zapewnia moja trzeźwość.
Antonia martwiła się, że gdy zacznie pić w styczniu 2024 r., wróci do napadu objadania się
Więc poszłam dalej, traktując swoją trzeźwość jako przygodę. Nauczyłam się nawiązywać kontakty towarzyskie na trzeźwo, wyłączać się przy głośnej muzyce zamiast sauvignon, żyć ze swoimi uczuciami i nie panikować.
Nigdy nie planowałem rzucić picia na zawsze, ale przy zaskakująco niewielkim wysiłku ten miesiąc zamienił się w dwa lata.
Jednak nasz związek z alkoholem może być bardziej złożony, niż sugerują ci, którzy opowiadają się za korzyściami płynącymi z całkowitej trzeźwości. Po pewnym czasie bycie trzeźwym wydało mi się kolejną formą perfekcjonizmu, nad którą muszę się zamartwiać.
Wiedziałem, że z piedestału, na którym się postawiłem, upadek z niego będzie trudniejszy, im dłużej będę się wstrzymywał. Zamiast tego zacząłem rozważać umiar.
Martwiłem się, że wrócę do picia, gdy zacznę pić w styczniu 2024 r.
Ale nie odczuwałem już tej samej potrzeby picia. Zniknęło picie w środku tygodnia, a związek między piątkowymi wieczorami a winem został zerwany. Alkohol często smakował niesmacznie i bez tego radziłem sobie całymi tygodniami.
Nieliczne sytuacje, w których się upiłem w tym roku, wynikały głównie z ciekawości; kac przypominał, że ból rzadko był tego wart. Moja tolerancja na alkohol gwałtownie spadła, nawet szklanka zakłócała mój sen, a początkowe szumy szybko ustąpiły miejsca drażliwości, więc w styczniu ubiegłego roku znowu przestałem pić na 100 dni. Przerwa bardziej przypominała troskę o siebie niż poświęcenie, a kiedy znów zacząłem pić, moje nastawienie do alkoholu stało się jeszcze bardziej ambiwalentne.
Antonia ma teraz zwiększone poczucie tego, jak się czuje po alkoholu – zwykle jest rozmowna, potem zrzędliwa, a potem ospała
Trzeci okres bez alkoholu od września do grudnia wymagał mniej wysiłku. Przecież to nie miało trwać wiecznie. Oczywiście są też inne korzyści płynące z sporadycznego picia, począwszy od gładszej skóry i niższego ciśnienia krwi, po lepszą koncentrację i bardziej zrównoważone jelita.
Chociaż nie ma badań potwierdzających, czy powtarzające się okresy abstynencji zmniejszają pożądanie, moje zachowanie jest tym, co psychiatra ze Stanford, dr Anna Lembke, określiła jako „samowiążące” – stawiając bariery przed kompulsjami, niezależnie od tego, czy naszym celem jest abstynencja, czy umiar.
Potem mam wzmożone poczucie tego, jak się czuję po alkoholu – zwykle jestem gadatliwy, potem zrzędliwy, a na końcu ospały. Wiem, że jeśli wypiję, kiedy jestem smutny, wkrótce poczuję się gorzej, a kiedy jestem zestresowany, tylko opóźni to moją panikę.
Picie w ramach świętowania nadal ma sens, choć w Nowym Roku wystarczył jeden kieliszek wina. Popijając, zadziwił mnie zwrot psychologiczny, który wcześniej uważałem za niemożliwy, ale teraz wierzę, że jest on dostępny dla większości.


















