Za kogo uważa się policja z Cheshire? W poniedziałek złożyli publiczną skargę, że Prokuratura Koronna (CPS) zdecydowała się nie wszczynać kilku nowych spraw przeciwko Lucy Letby. Co to za sprawa policji?
Jeśli doświadczeni prokuratorzy uważają, że ława przysięgłych nie skazuje ich na podstawie dowodów, to jest to po prostu trudne. Co gorsza, oświadczenie CPS zawiera pierwszy słaby szept ze strony establishmentu, że być może ława przysięgłych – gdyby wiedziała, co ustaliliśmy od tego czasu z dochodzeń ekspertów – nie skazałaby jej w żadnym z dwóch pierwotnych procesów.
Pamiętajcie, że to ta policja zorganizowała dwie tajne konferencje prasowe (nadal nie udostępnią transkrypcji) przed procesem i w jego trakcie, zamówiła samochwalący się film na temat tej sprawy i hucznie nazwała swoje śledztwo „Operacją Hummingbird” – tak jakby przygotowywała inwazję na sąsiednie Lancashire. Rzeczywiście „operacja”. Tego typu sytuacje są oznaką tego, że policja w ostatnich latach bardzo się przerosła, odkąd przestała chodzić.
Policja, choć często o tym zapomina, jest służbą społeczeństwa, a nie elitarnym korpusem geniuszy medycyny sądowej, którzy wiedzą wszystko i nigdy nie popełniają błędów. Ich zadaniem w rzeczywistości nie jest skazanie oskarżonego ani komentowanie jego winy lub niewinności po skazaniu lub uniewinnieniu. To zadanie prokuratorów, czyli tych samych osób, z którymi policja w Cheshire toczy obecnie publiczne spory.
Policja w Cheshire szuka dowodów w ogrodzie Lucy Letby po jej aresztowaniu w 2018 roku
Minęło ponad sto lat, odkąd Sir Arthur Conan Doyle wymyślił swojego fikcyjnego detektywa Sherlocka Holmesa, który wielokrotnie robił głupców z najlepszych pracowników Scotland Yardu, ponieważ byli zbyt gotowi na sformułowanie ustalonych pomysłów na początku sprawy. Doyle wiedział, o czym mówi i brał udział w naprawie dwóch niesłusznych wyroków skazujących. Częściowo dzięki opowieściom Holmesa od dawna nauczono śledczych, że nie należy wyciągać pochopnych wniosków ani ignorować dowodów, które nie potwierdzają ich uprzedzeń. Ich zadaniem jest prowadzenie dochodzenia bez strachu i przychylności, bez podejmowania decyzji z góry. Rzeczywiście istniało kiedyś „ABC miedzi”, w którym publikowano „Załóż nic”. Nie wierz nikomu. Sprawdź wszystko”.
Czy policja z Cheshire postępowała zgodnie z nim podczas dochodzeń w sprawie zgonów w szpitalu hrabiny Chester? Czy teraz to śledzą? CPS zapoznało się z „dowodami” przedstawionymi przez policję dotyczącymi dalszych przestępstw rzekomo popełnionych przez panią Letby. Zdecydowali, że nie spełnia podstawowych testów, które można z grubsza podsumować następująco: „Czy ława przysięgłych w to uwierzy?”. Oczywiście, że nie.
Zarzuty wobec tej pielęgniarki zawsze opierały się na atmosferze rzekomego zła, jaka w jakiś sposób narosła wokół sprawy. Wielka Brytania, niestety, jest pełna szpitali, w których niewłaściwa opieka nad noworodkami (i nie tylko) prowadzi do niepotrzebnych i tragicznych zgonów. Dopiero w zeszłym tygodniu NHS Większy Glasgow a Clyde przyznał, że istnieje „związek przyczynowy” między ofiarami śmiertelnymi w szpitalu uniwersyteckim Queen Elizabeth w Glasgow a jego systemem wodociągowym – po sześciu latach utrzymywania, że tak nie jest.
W czerwcu ubiegłego roku sekretarz zdrowia Wes Streeting nakazał szybkie ogólnokrajowe dochodzenie w sprawie, jak wszyscy wiedzą, haniebnego kryzysu w usługach położniczych i noworodkowych NHS. Powiedział: „Przez ostatni rok spotykałem się z rodzinami pogrążonymi w żałobie z całego kraju, które straciły dzieci lub doznały poważnej krzywdy w czasie, który powinien być najradośniejszym w ich życiu. To, czego doświadczyli, jest druzgocące – głęboko bolesne historie traumy, straty i braku podstawowego współczucia – spowodowane niepowodzeniami w opiece położniczej NHS, które nigdy nie powinny mieć miejsca”.
Ale jakoś nie dotyczyło to szpitala hrabiny Chester. Tam śmierć i zniszczenia były dziełem szalonej, dzieciobójczej wariatki, która nie miała żadnej historii przestępstw, oszustw ani nieuczciwości, była kochana i ufana przez przyjaciół i przeciwko której nie było żadnych faktycznych dowodów.
Zauważam, że wiele mediów, w tym rzekomo bezstronna BBC, nadal opisuje panią Letby, przedstawioną na zdjęciu, jako „seryjną morderczynię dzieci”, pisze Peter Hitchens
Kanadyjski profesor pediatrii dr Shoo Lee, który zgromadził największych ekspertów w dziedzinie neonatologii na świecie i stwierdził, że nie doszło do przestępstwa
Streeting nie odrzucił jeszcze własnego, umiarkowanego publicznego ataku na krytyków wyroków w sprawie Letby. We wrześniu 2024 r. powiedział, że kampania mająca na celu ponowne rozpatrzenie sprawy Letby’ego była „bezczelna i nieczuła”, powołując się na smutek rodziców. Nie rozumiem, dlaczego zwolennicy wyroku upierają się przy powoływaniu się na smutek rodziców. Czy śledztwo policyjne i wstępne procesy nie wywołały smutku tych rodziców? Oczywiście, że tak. Czy zatem kontynuowanie tej sprawy było niewłaściwe? Oczywiście, że nie. Sprawiedliwości musi stać się zadość, ale czasami wymaga ona bolesnej ceny.
Teraz okazuje się, że być może niewinna kobieta musi siedzieć w więzieniu aż do śmierci, czy sprawiedliwość nie jest już potrzebna i czy można ją wymierzyć bez krzywdzenia kogokolwiek? Streeting stwierdził również: „Kampania medialna nie ma żadnego celu”. Ale oczywiście, że istnieje. Bez tej kampanii kanadyjski profesor pediatrii, dr Shoo Lee, nie zgromadziłby największych ekspertów w dziedzinie neonatologii na świecie, którzy nie doszliby do wniosku, w druzgocący sposób, że nie doszło do przestępstwa.
Zauważam, że wiele mediów, w tym rzekomo bezstronna BBC, nadal opisuje panią Letby jako „seryjną morderczynię dzieci”. Naprawdę chciałbym, żeby przestali to robić. Czyniąc to, ignorują ponad rok zadawania ostrych, celnych, skutecznych i w wielu przypadkach bez odpowiedzi ciosów skierowanych przeciwko oskarżeniu pani Letby.
Komisja Shoo Lee zniszczyła dowody medyczne. Twierdzenia, że pani Letby była jedyną osobą niezawodnie obecną przy śmierci kilkorga dzieci i że napisała zeznania, zostały całkowicie obalone. Świadkowie oskarżenia zmienili swoje zeznania, dotyczące rzekomej śmierci dzieci i tego, co pani Letby robiła na służbie, w jednym przypadku tak drastycznie, że aż szczęka opadła.
Rzekome dowody z machnięcia drzwiami, rzekomo pokazujące, gdzie ludzie byli, a gdzie nie, okazały się nie tylko błędne, ale wręcz przeciwne prawdzie. Przyjaciele i byli współpracownicy zwracali się do niej z coraz większą pewnością siebie, gdy atmosfera polowania na czarownice opadła. W powtarzających się programach telewizyjnych i radiowych zwracano uwagę na poważne uchybienia w sprawie oskarżenia. Książka, której autorzy pierwotnie zamierzali opisać jej wyrok skazujący, ostatecznie wyrazili co do tego poważne wątpliwości.
Co najmniej jeden reporter, który podczas głównego procesu uważał ją za winną, zmienił teraz zdanie. Pozbawione dowodów twierdzenia, że majstrowała przy workach z insuliną, okazują się oparte na żałosnych podstawach, na których nie można zdyskwalifikować olimpijki, nie mówiąc już o zamknięciu kogoś do śmierci.
Tak naprawdę cały ciemny smog domniemanej winy, który unosił się wokół pani Letby od dnia, w którym policja w lipcu 2018 r. publicznie rozkopała jej ogród, został rozwiany przez wzmacniający, świeży powiew inteligentnych wątpliwości. Pozbawiona insynuacji, rzekomych zbiegów okoliczności i domysłów sprawa prokuratury okazuje się imponująca niczym zamoczony zamek z piasku.
Nie ma i nigdy nie było żadnego faktycznego dowodu na to, że pani Letby kiedykolwiek skrzywdziła choć jedną duszę. I CPS zaczyna to rozumieć. Policja Cheshire dobrze by zrobiła, gdyby nawet na tak późnym etapie wykazała się odrobiną skromności i ostrożności, a co więcej, zaakceptowała fakt, że wokół tego przekonania gromadzą się obecnie poważne wątpliwości.


















