Pawła AdamsaKorespondent dyplomatyczny

AFP za pośrednictwem Getty Images Prezydent USA Donald Trump rozmawia z dziennikarzami po powrocie do Joint Base Andrews w Maryland. Ma na sobie biały kapelusz z napisem USA. AFP za pośrednictwem Getty Images

Przez prawie dwa tygodnie wydawało się, że Donald Trump jest o krok od interwencji w Iranie.

Od groźby z 2 stycznia, że ​​„uratuje” protestujących, jeśli władze irańskie zastosują wobec nich przemoc, po złożoną w tym tygodniu obietnicę, że „pomoc jest w drodze”, amerykański prezydent sprawia wrażenie zdecydowanego.

We wtorek dziennikarz CBS relacjonujący wizytę prezydenta w Detroit zapytał, jak Trump zareagowałby, gdyby władze irańskie rozpoczęły wykonywanie egzekucji na zatrzymanych.

Irańscy działacze powiedzieli, że rodzina Erfana Soltaniego powiedziano mu, że 26-letni sklepikarz został skazany na śmierć za udział w protestach.

„Jeśli zrobią coś takiego, podejmiemy bardzo zdecydowane działania” – odpowiedział prezydent, stwierdzając, że jego ostatecznym celem w Iranie jest „wygrana”.

Przez całą środę narastały oznaki wskazujące, że akcja wojskowa USA może być nieuchronna.

Relokowano personel amerykański, katarski i brytyjski stacjonujący w gigantycznej bazie lotniczej Al-Udeid w Katarze.

Pracownikom ambasady USA i ludności cywilnej w Arabii Saudyjskiej powiedziano, aby zachowali czujność, przypominając sobie podobne instrukcje z czerwca ubiegłego roku, na kilka godzin przed atakiem amerykańskich bombowców na irańskie obiekty nuklearne.

Wśród doniesień o zamknięciu przestrzeni powietrznej i odwołaniu lotów wydawało się, że w nadchodzących godzinach nadejdą wieści o amerykańskich strajkach. Jedynym pytaniem wydawało się być to, jak duży.

Ale potem, rozmawiając z reporterami w Białym Domu po południu, Trump nagle zmienił tonację.

„Powiedziano nam, że zabójstwa w Iranie ustają” – powiedział. „I nie ma planu egzekucji… Powiedziano mi to z dobrego źródła”.

Prezydent nie ujawnił charakteru dobrej władzy, poza stwierdzeniem, że informacje pochodziły z „bardzo ważnych źródeł po drugiej stronie” i że Stany Zjednoczone otrzymały „bardzo dobre oświadczenie osób, które są świadome tego, co się dzieje”.

Ale czy moment kryzysu już minął, czy to tylko przerwa?

Trump wyraźnie nie wykluczył działań zbrojnych. Powiedział, że zamierza „obserwować i zobaczyć, jak wygląda proces”, zanim podejmie decyzję, co dalej robić.

W Waszyngtonie nie brakuje głosów wzywających do ostrożności.

„Amerykańskie działania wojskowe podjęte z założeniem pomocy tym protestującym mogą spowodować odwrotny skutek: uciszenie ruchu organicznego, wzmocnienie narracji reżimu i wyrządzenie krzywdy ludności cywilnej” – ostrzegł w oświadczeniu Gregory Meeks, wysoki rangą demokrata w Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów.

Obejrzyj: Budynki w Teheranie podpalono podczas demonstracji w całym Iranie

Doniesienia z Zatoki sugerują, że niektórzy sojusznicy Waszyngtonu, w tym Arabia Saudyjska, Katar i Oman, również żywią poważne wątpliwości co do prawdopodobnego wpływu amerykańskiej interwencji wojskowej.

Zarówno Arabia Saudyjska, jak i Katar znalazły się w przeszłości na celowniku irańskiego odwetu.

W 2019 r. Iran wystrzelił drony i rakiety manewrujące w kierunku Arabii Saudyjskiej, uderzając w kluczowe zakłady naftowe i tymczasowo ograniczając o połowę produkcję ropy w królestwie. Iran zaprzeczył, jakoby był zaangażowany, twierdząc, że atak został przeprowadzony przez Houthi w odpowiedzi na zaangażowanie wojskowe Arabii Saudyjskiej w Jemenie.

Sojusznicy Arabii Saudyjskiej, w tym USA, Francja, Niemcy i Wielka Brytania, zgodzili się, że Teheran jest za to odpowiedzialny.

W dniu 23 czerwca ubiegłego roku Iran wystrzelił kilka rakiet balistycznych średniego zasięgu w kierunku Al-Udeid w odpowiedzi na dzień wcześniej amerykański atak na irańskie obiekty nuklearne.

Teheran przesłał telegraficznie swoje zamiary z wyprzedzeniem i nie było ofiar, ale ostrzeżenie było jasne: Iran jest zdolny do ataku.

Monarchie Zatoki Perskiej, które w ostatnich latach pracowały nad wzmocnieniem swoich stosunków z Iranem, obawiają się tego rodzaju powszechnej niestabilności w regionie, jaką może wywołać duża operacja wojskowa USA.

Jak zawsze w przypadku prezydenta Trumpa, wydaje się, że celem jest pozostawienie wszystkich w niepewności.

AFP za pośrednictwem Getty Images Ludzie mijają duży patriotyczny sztandar przedstawiający irańską flagę na placu Enghelab w Teheranie, 14 stycznia 2026 r.AFP za pośrednictwem Getty Images

W następstwie udanej operacji wojskowej mającej na celu odsunięcie Nicolasa Maduro od władzy w Wenezueli prezydentowi, aby przywódcy w Teheranie mogli myśleć, że może dokonać czegoś równie spektakularnego w Iranie.

„Sugestywne doniesienia prasowe, użycie czystej władzy i minimalna liczba ofiar przemawiają do Trumpa” – pisze w magazynie Foreign Affairs Andrew Miller, były zastępca sekretarza stanu w administracji Bidena.

„A uderzenie na Iran mogłoby zaopatrzyć wszystkie trzy”.

Jednak chęć „zwycięstwa” prezydenta w Iranie mogła go powstrzymać.

Reżim w Iranie jest twardy, zaprawiony w boju i zdolny przetrwać powtarzające się burze. Dla porównania Wenezuela to niewiele więcej niż republika bananowa, pomimo ogromnych zasobów ropy.

Myśl o ostatecznym podboju Republiki Islamskiej po dziesięcioleciach intensywnych wrogości i konfliktów musi być niezwykle kusząca, szczególnie dla człowieka, który przechwala się, że armia amerykańska nigdy nie była potężniejsza.

Jednak cel ten, jakkolwiek pożądany w Waszyngtonie, nadal wydaje się odległy. Ataki powietrzne mogą być w stanie zadać ogromny ból irańskiemu aparatowi bezpieczeństwa oraz programom nuklearnym i rakietowym, ale jest mało prawdopodobne, że „uratują” Irańczyków demonstrujących przeciwko ich rządowi.

W ostatnich dniach anonimowi urzędnicy amerykańscy, cytowani w prasie, zasugerowali szereg innych, bardziej tajnych opcji, w tym cyberataki, mające na celu zmniejszenie skuteczności reżimu i dodanie impulsu protestującym.

Niektóre z tych taktyk zostały zastosowane z wielkim skutkiem w Caracas podczas błyskawicznej operacji mającej na celu pojmanie Nicolasa Maduro.

Jednak bez jasno określonego celu końcowego trudno uznać, że takie metody przyniosą jakikolwiek długoterminowy efekt.

Tak śmiałe posunięcie opozycji, najwyraźniej zastraszonej pokazem surowej i bezkrytycznej władzy przez reżim, wydaje się, przynajmniej na razie, wysoce nieprawdopodobne.

Miller twierdzi, że groźby Trumpa powinny ustać, chyba że prezydent będzie zdeterminowany je spełnić. Spektakl, w którym protestujący zmieniali nazwy ulic imieniem prezydenta USA i błagali o interwencję USA, wskazuje, że mógł on niebezpiecznie budzić nadzieje.

„Blef, gdy w grę wchodzi życie, jest nie tylko nieprezydencki, ale i nieludzki” – pisze Miller.

Biorąc pod uwagę doniesienia amerykańskich mediów, niepotwierdzone przez Pentagon, sugerujące, że grupie uderzeniowej lotniskowca dowodzonej przez USS Abraham Lincoln nakazano przerzucić siły z Morza Południowochińskiego, jest całkowicie prawdopodobne, że Donaldowi Trumpowi zależy na maksymalizacji dostępnych opcji.

Pozostaje jednak podstawowe pytanie: czy to zrobi, czy nie?

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj