Wood Farm zajmuje szczególne miejsce w życiu Rodzina królewska. To było gdzie Książę Filip po rezygnacji z obowiązków publicznych przeszedł na emeryturę, a kiedy dołączyła do niego królowa, lubili tu wspominać, przeglądając stare rodzinne fotografie.
Jakże nieznośnie przejmująca wydaje się dziś taka scena. Szok wywołany Andrew Mountbatten-Windsorem pozbawił wiejskie gospodarstwo sielankowego uroku, tak ukochanego przez jego matkę i ojca, i pogrążył monarchię w kryzysie, z którego może nigdy się nie podnieść.
Przez wieki opierał się skandalom i powstaniom, królobójstwu i abdykacji, a mimo to przetrwał. Stało się tak dzięki połączeniu pragmatycznych dostosowań i, z wyjątkiem najkrótszych momentów, publicznego oddania. Ale to wydaje się inne i niebezpieczne.
W ciągu 40 lat, które zajmuję się rodziną królewską, były inne momenty, gdy fundamenty tej instytucji wydawały się zagrożone: utrata Diany, gdy nasz bezgraniczny smutek z powodu jej niepotrzebnej śmierci został, słusznie czy nie, niemal przytłoczony wściekłością z powodu tego, co było postrzegane jako zimna obojętność rodziny królewskiej wobec księżniczki.
Kolejnym powodem było nieopuszczenie flagi do połowy masztu Pałac Buckingham lub zająć się udręką opinii publicznej, która chciała widocznego znaku królewskiej chęci uśmierzania smutku narodu. Zamiast tego widzieli niechęć.
Jeszcze wcześniej annus horribilis, kiedy konsternacja z powodu trzech nieudanych małżeństw królewskich została wzmocniona pożogą Zamek Windsor i kto miał zapłacić za jego naprawę – my czy niepłacący podatków Windsorowie – zadawał niewygodne pytania.
A później był spektakl Książę Harryzłośliwe odejście z królewskiego życia, domowe napady złości i jadowite traktowanie własnej rodziny.
Andrew Mountbatten-Windsor opuszcza komisariat policji w Aylsham po zwolnieniu w czwartek z aresztu
W czwartek rano grupa policjantów ubranych po cywilnemu przybyła do Wood Farm, gdzie rozpoczęły się przeszukania
Wszystkie te momenty były znaczące i szkodliwe, a wszystkie łączyły jeden wspólny mianownik: pomimo wszystkich swoich wad nadal preferowano monarchię.
Jeśli już, to istniało uznanie, że przywileje królewskie, pałace i błyskotki nie chronią przed ponurą rzeczywistością życia, której doświadcza tak wielu innych.
Ale sprawa byłego księcia Andrzeja ma inną skalę. Jej niesmaczne zarzuty dotyczące pieniędzy, seksu i porzucenia patriotyzmu przeniknęły każdą szczelinę w królewskiej strukturze, przyćmiewając dobre intencje, niszcząc ciężko wypracowaną reputację i w jakiś sposób wciągając rodzinę w niekończący się cykl oszustw. Wraz z nim odeszła także sympatia społeczna.
Jest teraz całkiem prawdopodobne, że niezależnie od tego, jak długie czy krótkie, panowanie króla zostanie zapamiętane tylko z jednego powodu – Andrzeja i tego, jak sobie z nim poradził.
Wczoraj część bardziej wiarygodnych zwolenników króla podbiegła do rozgłośni radiowych, twierdząc, że interwencje Karola – choć niewątpliwie godne pochwały – świadczą o odporności monarchii, a jego oświadczenie, w którym stwierdził, że „prawo musi przyjąć swój bieg” jest oznaką otwartości i uczciwości zarówno jego, jak i instytucji.
Nie mogę się zgodzić. W miarę rozwoju całej tej historii wydawało mi się to coraz bardziej symbolicznym momentem, który uderzył nie tylko w przywiązanie opinii publicznej do monarchii, ale w coś znacznie bardziej podstawowego – nasze zaufanie do niej.
Tym z nas, którzy tam nie byli i nie mają pamięci wykraczającej poza podręczniki historii, łatwo jest porównać to, co się wydarzyło z wstrząsającymi wydarzeniami towarzyszącymi kryzysowi abdykacyjnemu króla Edwarda VIII w 1936 roku.
Andrew został aresztowany w dniu swoich urodzin. Na zdjęciu opublikowanym w aktach Epsteina widać go na czworakach nad kobietą
Z pewnością istnieją pewne podobieństwa: wielu porównało chciwość Andrzeja i jego byłej żony Sarah Ferguson – jak szczegółowo opisano w Aktach Epsteina – do zaborczego życia, które Edward i jego amerykańska żona Wallis przyjęli jako księcia i księżnej Windsoru jako międzynarodowi darmozjady.
Dla Andrew była to tęsknota za dostępem do złoconego świata zamieszkiwanego przez Jeffreya Epsteina.
Ale są pewne zaskakujące różnice. Edward był niezwykle popularnym królem, a wcześniej księciem Walii.
Nie było publicznych żądań wypędzenia go z tronu. A kiedy udał się na wygnanie, zrobił to z nienaruszonymi wszystkimi tytułami królewskimi – łącznie z JKW – podczas gdy jego sztandar Orderu Podwiązki wisiał w kaplicy św. Jerzego w Windsorze aż do jego śmierci.
Andrew, któremu brakuje magnetyzmu i popularności po dziadku, pomimo bezinteresownej służby w marynarce wojennej, podczas której brał udział w wojnie o Falklandy, jest postrzegany jako uprawniony, arogancki i ignorant.
Został pozbawiony wszystkiego: stylu, tytułów, honoru i domu.
Jednak przedwojenny świat abdykacji, w którym 90 procent populacji identyfikowałoby się jako monarchiści, bardzo różni się od współczesnej Wielkiej Brytanii. Dziś to wsparcie znajduje się w punkcie zwrotnym.
Kiedy w najnowszym brytyjskim badaniu postaw społecznych, które od 1983 r. zadaje to samo pytanie: „Czy monarchia jest ważna dla Wielkiej Brytanii?” – opublikował swój raport we wrześniu ubiegłego roku, z którego wynika, że tak uważa zaledwie 51 proc. w porównaniu z 81 proc. cztery dekady temu.
Wśród młodych ludzi – kluczowej grupy wiekowej od 16 do 24 lat – odsetek ten spadł znacznie bardziej. Nie dajcie się zwieść, groteskowa historia Andrzeja była prezentem dla republikanów, którzy z radością wyczuwają, że długi romans Wielkiej Brytanii z rodziną królewską, jeśli się nie zakończy, to dobiega końca.
Aresztowanie Andrew jest zatem momentem głębokiego wyzwania rzuconego Pałacowi Buckingham. Niezależnie od tytułów i stylów, jakie usunął, nadal jest bratem króla, synem zmarłej królowej Elżbiety i – pamiętajcie – od 22 lat następcą tronu.
Wierzę, że istnieje bardzo realne poczucie bezbronności. A spadek poparcia społecznego jest kluczowy.
Budowało się już jakiś czas. Król dwukrotnie był zaczepiany w miejscach publicznych podczas oficjalnych spotkań, a w ostatnich dniach dziennikarze ośmielili się zadawać pytania zarówno Karolowi, jak i księciu Williamowi, jakby byli politykami na pniu.
Kiedy w telewizji rozeszła się wiadomość, że Andrzej nie będzie już księciem, publiczność tury pytań BBC wybuchła spontanicznym aplauzem.
Zadaje się coraz więcej pytań o bogactwo Windsorów, ich rozległe posiadłości i liczne przywileje. Wszystko to można prześledzić wstecz do imbroglio Andrew.
Wczorajsze aresztowanie to jednak nie koniec sprawy, a raczej jej początek.
Windsor: Funkcjonariuszy policji widać u bram dawnego domu Andrew w Berkshire, Royal Lodge
W czwartek król Karol w pierwszym rzędzie podczas London Fashion Week obok Stelli McCartney
Prawdą jest, że w stosunkach z bratem Karol był bezwzględny w sposób, na jaki zmarła królowa nigdy nie byłaby w stanie się zdobyć.
Problem Andrzeja nie zaczął się za jego kadencji, był widoczny przez prawie 12 lat, aż do śmierci królowej Elżbiety. Ale za jej panowania nigdy nie było żadnych poważnych wygnań. Nigdy nie odrzucono żadnego zhańbionego krewnego.
Być może złagodzona współczuciem dla swojej siostry księżniczki Małgorzaty, najpierw z powodu udaremnionej miłości do dzielnego kapitana Grupy Koni, Petera Townsenda, a następnie z powodu rozwodu i skandalicznych romansów, królowa wybrała zrozumienie i powściągliwość we wszystkich sprawach domowych.
W swoim przemówieniu kończącym annus horribilis w 1992 r., zaledwie kilka dni po pożarze Windsoru, królowa w słynny sposób przyjęła krytykę, która spadła na członków rodziny królewskiej, ale poprosiła także o „odrobinę łagodności, dobrego humoru i zrozumienia”.
Trzydzieści cztery lata później nastawienie opinii publicznej do Andrzeja pokazuje, że pokłady „zrozumienia” wyczerpały się. Całkiem możliwe, że dotyczy to także łagodności i humoru.
Wiele osób zastanawiało się, dlaczego nie zareagowała wcześniej. Z pewnością nadszedł czas na działanie, gdy „Mail on Sunday” opublikował zdjęcie ówczesnego księcia Yorku obejmującego ramieniem nagą talię 17-letniej Virginii Giuffre.
Zamiast tego mianowała go Rycerzem Wielkiego Krzyża Królewskiego Zakonu Wiktoriańskiego, najwyższego rangą rycerstwa poniżej Podwiązki.
Dopiero po samobójstwie Epsteina i rażąco obraźliwym, usprawiedliwiającym się wywiadzie Andrew dla BBC Newsnight i zdumiewającym braku wyrzutów sumienia królowa poczuła się zmuszona do wykonania ruchu.
Jednak nawet odsunięcie go od obowiązków królewskich i zakazanie noszenia munduru wojskowego było po prostu za mało i za późno.
Sprawy nie pomogło zaciemnianie i to, co mogę opisać jedynie jako ślepa wiara, że prawda Andrzeja była prawdą.
Twoja przeglądarka nie obsługuje ramek iframe.
Dopiero dzięki rewelacjom zawartym w e-mailach Epsteina wiemy teraz, że wiele z jego twierdzeń, na przykład dotyczących zerwania kontaktu z finansistą, było nieprawdziwych.
U podstaw tej niechęci do właściwego poradzenia sobie z rosnącą katastrofą leżały wyjątkowo bliskie relacje Andrew z matką.
Nawet w obliczu jego hańby pozwoliła swojemu ulubionemu synowi wziąć ją pod ramię podczas nabożeństwa żałobnego księcia Filipa – bardzo publicznego i symbolicznego momentu. I wywołało to niemały gniew. Sugerowało to, że członkowie rodziny królewskiej nie słuchali.
Do tego czasu nawet w rodzinie królewskiej zapanowała konsternacja. Kiedy Andrew próbował publicznie powrócić podczas ceremonii Podwiązki w Windsorze w 2022 roku, William skutecznie postawił swojej babci ultimatum: jeśli jego wujek pojawi się publicznie w procesji, wycofa się.
Królowa ustąpiła i w ostatniej chwili po cichu usunięto Andrzeja z miejsc publicznych – tak późno jego nazwisko nadal widniało w kolejności nabożeństw.
Ponieważ jego matka się wahała, Charles nie mógł nic zrobić. Jako książę Walii stanowczo sprzeciwiał się wyniesieniu Andrzeja na stanowisko wysłannika handlowego w 2001 roku, ostrzegając, że będzie to katastrofalna nominacja.
Jednakże jego brat miał potężnego sojusznika w osobie Petera Mandelsona, który teraz musiał zmierzyć się z własnym rozliczeniem z Epsteinem.
Mimo to Karol musiał przezwyciężyć więzy braterskie i krwi. Jednym z obszarów, w którym mógłby jeszcze działać, jest usunięcie brata z funkcji doradcy stanu i jego pozycji w linii sukcesji – obecnie jest ósmy.
Obydwa są nadal postrzegane przez społeczeństwo jako odpusty, które należy i można odebrać.
Wczorajszy atak cywilnej policji na Wood Farm zmienia wszystko. Wydarzenia nie są już pod kontrolą pałacu. Są też niezwykle skomplikowane.
Gdyby Andrew został oskarżony po aresztowaniu – a jego aresztowanie już umieściło nas na niezbadanym terytorium – podstawy prawne byłyby zdradliwe w sposób rzadko omawiany publicznie.
Doprowadziłoby to do sprawy sądowej i byłoby światową sensacją. Wyobraźcie sobie tylko brata władcy Wielkiej Brytanii sądzonego przed jednym z sądów Jego Królewskiej Mości, gdzie sędziowie i sędziowie zasiadają pod herbem królewskim. Orzeczenia stwierdzające winność lub niewinność mogą być równie szkodliwe dla monarchii.
Zastanówmy się jednak nad tym: gdyby Mountbatten-Windsor twierdził na przykład, że informował króla o jakiejkolwiek części swojego postępowania, konsekwencje dla konstytucji byłyby niezwykłe.
Jako monarcha Karol nie może zeznawać ani być świadkiem we własnych sądach. Oskarżenie może upaść – tak jak w 2002 roku upadła sprawa królewskiego lokaja Paula Burrella.
Potem wyszło na jaw, że kamerdyner księżnej Diany oskarżony o kradzież powiedział królowej, że zabrał na przechowanie niektóre rzeczy osobiste i dokumenty Diany.
Korona nie mogła przy tej okazji wezwać na świadka własnego monarchy. Sprawa upadła. Ci, którzy rozumieją, jak to działa, nie zapomnieli tego precedensu.
Nie tak dawno temu, 19 lutego, na budynkach publicznych powiewały flagi z okazji urodzin Andrzeja i biły kościelne dzwony.
Wczoraj jedynym odgłosem tła towarzyszącym jego 66. urodzinom był dźwięk nieoznakowanych radiowozów rozbijających żwir na farmie Wood Farm.
Jego upadek może się teraz zakończyć. Pytanie brzmi, czy powali ze sobą ród Windsorów.


















