„Nasze serca są złamane”. To właśnie napisałam na tych stronach w dniu śmierci królowej, we wrześniu 2022 roku, i myślę, że wszyscy to głęboko odczuliśmy.
Jak jej serce byłoby złamane aresztowaniem jej ukochanego syna, Andrew Mountbattena Windsora, pod zarzutem niewłaściwego postępowania na stanowisku publicznym.
Dla zmarłej królowej, która zawsze robiła wszystko, co w jej mocy, aby przestrzegać najwyższych standardów moralnych i która tak ciężko pracowała w służbie swojemu narodowi i ludowi, świadomość jego hańby byłaby zbyt trudna do zniesienia – podobnie jak nieunikniony fakt, że wciągnął w błoto nie tylko imię Windsor, ale także jej własną reputację monarchy.
Ile wiedziała o szczegółach i głębi jego związku ze zmarłym pedofilem Jeffreya Epsteinaprawdopodobnie nigdy się tego tak naprawdę nie dowiemy. Rozumiejąc sposób funkcjonowania Pałacu, nie mam wątpliwości, że w dużej mierze była przed nim celowo chroniona. Ale w pewnym stopniu musiała zdawać sobie z tego sprawę.
Król spędził 50 lat starannie budując swoje dziedzictwo, zanim ostatecznie wstąpił na tron, a teraz chciwość, kłamstwa, zepsucie moralne i szalejąca głupota Andrzeja grożą przyćmieniem tego wszystkiego
Być może, jak wielu innych, po prostu nie mogła uwierzyć, że byłby na tyle arogancki i głupi, żeby dać się zwieść Epsteinowi. Albo że byłby tak pozbawiony zasad moralnych, że przeoczyłby rażące oznaki rozpusty tego człowieka do tego stopnia, że zaprosiłby tego potwora i jego zboczoną panią Ghislaine Maxwelldo jej domów.
Wygląda na to, że Andrzej był jej słabym punktem i może jeszcze okazać się zgubą monarchii.
Prawie w każdej rodzinie jest takie dziecko jak Andrew, które zachowuje się okropnie i zawsze wydaje się, że uchodzi mu to na sucho, ku frustracji i wściekłości rodzeństwa, które często jest znacznie bardziej pracowite, a mimo to nie cieszy się za to uznaniem.
Dla króla Andrzej jest w dużej mierze synem marnotrawnym swojej matki, ukochanym dzieckiem, które nie mogło wyrządzić nic złego, nawet jeśli w oczywisty sposób to zrobił. A teraz jej nie ma i na nim, jako na głowie rodziny – i narodu – spada ciężar rażących błędnych ocen Andrew.
Jest to pod wieloma względami głęboko niesprawiedliwe. Podobnie jak jego matka, Karol ciężko pracował, aby zasłużyć na miano monarchy. I w przeciwieństwie do swojego średniego brata, idioty, nigdy nie uważał swojego statusu i przywilejów za coś oczywistego – ani, jeśli o to chodzi, nie nadużywał ich, jak zdaje się to robić Andrew.
On po prostu nie jest tego rodzaju człowiekiem. I, jeśli o to chodzi, nie są nimi także inne dzieci królowej, księżniczka Anna, prawdopodobnie najciężej pracująca członkini rodziny królewskiej ze wszystkich, ani książę Edward.
Ale król jest osobą, na której teraz wszystko się kończy. Spędził 50 lat starannie budując swoje dziedzictwo, zanim ostatecznie wstąpił na tron, a teraz chciwość, kłamstwa, zepsucie moralne i szalejąca głupota Andrzeja grożą przyćmieniem tego wszystkiego.
Nie żeby ich nie ostrzegał: kiedy w 2001 roku Andrew otrzymał stanowisko wysłannika ds. handlu, ówczesny książę Walii wyraził poważne wątpliwości co do jego przydatności do tej roli. Obawiał się, że Andrew potraktuje to raczej jako szansę towarzyską – lub co gorsza – niż poważną pracę, i podobno zażartował, że wykorzysta tę rolę głównie do „gry w golfa i ganiania za kobietami”.
Dla króla Andrzej jest w dużej mierze synem marnotrawnym swojej matki, ukochanym dzieckiem, które nie mogło wyrządzić nic złego
Ale być może nawet on nie był w stanie wyobrazić sobie, do jakiej otchłani miał rzekomo pogrążyć się Andrew w pogoni za własnymi przyjemnościami – być może dlatego, że sam nigdy nie miał czasu ani ochoty na takie rozrywki.
Podobnie jak jego zmarła matka, król zawsze był raczej poważną osobą. Jego pasje były przede wszystkim intelektualne, począwszy od wczesnego zainteresowania środowiskiem i dobrostanem zwierząt, poprzez fascynację architekturą i urbanistyką, aż po wysiłki na rzecz zapewnienia możliwości młodym ludziom za pośrednictwem fundacji Prince’s Trust (obecnie oczywiście King’s Trust), którą założył w 1976 roku.
Te namiętności czasami prowadziły do chwil błędnej oceny: przychodzą na myśl niesławne listy „czarnego pająka” do ministrów rządu i jego osobliwa obsesja na punkcie medycyny alternatywnej. Zasadniczo jednak jego wkład był niezwykle pozytywny, zwłaszcza jeśli chodzi o sposoby, w jakie starał się zmodernizować monarchię, nadając jej znaczenie dla nowego pokolenia, a jednocześnie zachowując naprawdę ważne tradycje.
Tam, gdzie Andrzej okazał się samolubny i wyrachowany, król ma zasadniczo altruistyczne podejście i zawsze szuka sposobów na poprawę życia innych (na przykład King’s Trust pomógł ponad milionowi młodych ludzi w realizacji ich ambicji, co nie jest łatwym wyczynem).
Jedyny raz, kiedy zachował się samolubnie, miał miejsce w stosunku do księżnej Diany, zwłaszcza podczas ich małżeństwa – choć był zaślepiony miłością do Camilli. Nie była to jego najwspanialsza godzina, ale nikt nie mógł odmówić siły jego uczuciom do obecnej Królowej, a która z nas może powiedzieć, że nigdy nie zachowała się pochopnie pod wpływem strzały Kupidyna.
W innych okolicznościach król cieszyłby się owocami swojej pracy, lat pracowitości i poświęcenia ważnym sprawom i jeśli nie spoczął na laurach, to przynajmniej pozwolił sobie na najmniejsze poczucie dobrze wykonanej pracy. Nie zapominajmy, że on również zmagał się z chorobą nowotworową. Należy mu się chwila wytchnienia.
Zamiast tego musi uporać się z największym skandalem, jaki spadł na rodzinę królewską od pokoleń. Jeśli policja wniesie oskarżenie przeciwko Andrew, sprawa trafi do sądu i on zostanie skazany, ulubiony syn zmarłej królowej może w końcu spędzać czas dla przyjemności własnego brata.
Nie jestem historykiem, ale jestem prawie pewien, że ostatni raz zdarzyło się to w 1477 r., kiedy Edward IV uwięził swojego młodszego brata Jerzego w Tower of London – chociaż, szczerze mówiąc, stało się tak dlatego, że spiskował przeciwko niemu, a nie dlatego, że zadawał się z finansistami pedofilami i rzekomo wysyłał im wrażliwe informacje rządowe.
Choć może się to wydawać okrutne, sposób, w jaki król zareaguje teraz na ten kryzys, określi jego miejsce w historii. Kiedy zmarła księżna Diana, jego matka popełniła jeden ze swoich rzadkich błędów w ocenie, początkowo nie potrafiąc ocenić głębi emocji i żalu odczuwanego przez brytyjską opinię publiczną.
Pozostała w Balmoral z wnukami, a jej milczenie przez wielu zostało zinterpretowane jako brak współczucia. Właściwie po prostu próbowała być przy Williamie i Harrym, ale w gorączkowej atmosferze tej chwili nie wyglądało to na to.
Jej opóźniona reakcja niemal wywołała kryzys konstytucyjny. W końcu zwróciła się bezpośrednio do narodu, wygłaszając wzruszające przemówienie: „To, co wam teraz mówię, jako wasza królowa i babcia, mówię z głębi serca”. To uciszyło jej krytyków i później przez wielu było postrzegane jako pozytywny punkt zwrotny.
Obawiam się, że król znalazł się teraz w analogicznej sytuacji. Bo tak, pozbawił Andrzeja tytułów i tak, wydał pisemne oświadczenie.
Ale to wszystko jest zbyt formalne i za jednym razem usunięte. Tak jak jego matka zdała sobie sprawę, że ta chwila wymaga czegoś więcej, tak król – który wczoraj został zaatakowany podczas zaręczyn podczas London Fashion Week – musi zrozumieć, że rosnący gniew opinii publicznej wymaga od niego użycia osobistej dźwigni.
Dopóki król nie zwróci się w tej sprawie bezpośrednio do narodu, pożre to jego dziedzictwo, reputację i najprawdopodobniej jego zdrowie psychiczne.
Nie ma czasu do stracenia.


















