Sztuczna inteligencja wszędzie pożera miejsca pracy — z wyjątkiem jednego statku tak precyzyjnego, że nawet błąd grubości włosa rujnuje dni pracy.
Mało miejsc pracy nie miało to wpływu. Sztuczna inteligencja jest obecna w supermarketach, w gabinetach lekarskich, a nawet monitoruje gospodarstwa rolne.
Ale w jednym wielowiekowym handlu, nowoczesna technologia ledwo odrobił straty — wytwarza wysokiej jakości, często robione na zamówienie artykuły papiernicze, ręcznie grawerując płyty używane do ich drukowania.
Ta żmudna praktyka — polegająca na rzeźbieniu tekstu i wzorów w miedzi przy użyciu ręcznych narzędzi — pozostaje pracą, którą mogą wykonać tylko ludzie.
W sercu znikającego rzemiosła znajduje się Crane Stationery, 200-letnia amerykańska firma, której oferta obejmuje grawerowane artykuły papiernicze, od zaproszeń na Statuę Wolności po korespondencję na zamówienie dla gwiazd takich jak Jimmy Fallon.
Dziś, gdy pozostało zaledwie kilkunastu rytowników – i co najmniej jeden ma w tym roku przejść na emeryturę – Crane obawia się, że zawód ten wymrze, ponieważ nie może znaleźć ludzi chętnych lub zdolnych do tego. Jeszcze dwie dekady temu zatrudniało dwukrotnie więcej pracowników.
Nie można winić sztucznej inteligencji i automatyzacji. Prawdziwym wyzwaniem jest przekonanie ludzi do nauki i zaangażowania się w tak wymagające i precyzyjne rzemiosło.
„Jeśli chcesz drukować, usiądź, masz pracę w Crane” – powiedział dyrektor naczelny Robert Buhler Dziennik Wall Street.
Grawerowanie to praktyka tworzenia projektów, tekstów lub wzorów poprzez wycinanie, rzeźbienie lub trawienie na powierzchni takiej jak metal, drewno, szkło lub kamień za pomocą narzędzi ręcznych
Crane Stationery, firma z 200-letnią tradycją, jest jednym z najbardziej uznanych pracodawców tego rodzaju rzemieślników
Prawdziwym wyzwaniem jest przekonanie ludzi do nauki i zaangażowania się w tak wysoko wykwalifikowane i precyzyjne rzemiosło
Niedobór już uderzył w biznes. Crane zakończył wyprzedaże świąteczne dwa tygodnie wcześniej w tym sezonie po tym, jak zabrakło grawerów do realizacji zamówień.
Według Międzynarodowego Stowarzyszenia Grafiki Grawerowanej obecnie w USA pracuje nieco ponad 300 przeszkolonych grawerów – zwanych także prasowcami.
Wymagająca długość i rygorystyczność szkolenia to główny powód zaniku tego rzemiosła.
Grawerowcy w firmie Crane wycinają cienkie jak brzytwa linie na miedzianych płytach używanych do drukowania niestandardowych kart, zaproszeń i artykułów piśmiennych. Margines błędu jest węższy niż szerokość ludzkiego włosa.
Chociaż do trawienia początkowych płytek matrycowych używa się laserów, najważniejsze prace nadal wykonuje się ręcznie. Grawerowie muszą ręcznie udoskonalić każdą linię, a następnie dostosować zabytkowe prasy, aby uwzględnić wilgotność, temperaturę i specyfikę maszyn, które mogą mieć ponad sto lat.
Każdy kolor wymaga własnej miedzianej płytki. Jeśli choć jeden odcień zostanie przesunięty – czasami w stopniu niewidocznym gołym okiem – cały proces musi zacząć się od nowa.
Stażyści mogą spędzić cały rok na opanowywaniu jednego koloru, zanim przejdą do bardziej złożonych projektów, stojąc do ośmiu godzin dziennie przy zabytkowych prasach.
Tylko około połowa praktykantów przechodzi program szkoleniowy Crane’a. Wielu zrezygnowało. Inne po prostu nie spełniają standardów firmy.
Nieco ponad 300 przeszkolonych grawerów – zwanych także prasowcami – pracuje obecnie w USA (na zdjęciu: pracownicy dźwigów sprzed kilkudziesięciu lat)
Praktykanci grawerujący zaczynają od 18,5 dolara za godzinę, a nawet przy kwartalnych premiach nowo certyfikowani grawerowie zarabiają do około 60 000 dolarów rocznie (na zdjęciu: pracownik Crane Currency)
Każdy, kogo Crane zatrudnia do grawerowania, zaczyna bez doświadczenia. Teoretycznie każdy mógłby wykonać to zadanie
Rzadka fotografia fabryki Crane Stationery z 1892 roku, przedstawiająca początki rzemiosła, które niewiele zmieniło się przez ponad sto lat
Praktykanci grawerujący zaczynają od 18,5 dolara za godzinę i nawet przy kwartalnych premiach nowo certyfikowani grawerowie zarabiają do około 60 000 dolarów rocznie – skromna pensja jak na rzemiosło, którego opanowanie zajmuje lata i którego nie można zautomatyzować.
Buhler twierdzi, że po zakupie Crane’a prawie dwa lata temu podniósł płace w całej firmie o około 14 procent, a płace starszych rytowników o ponad 20 procent.
Poprawił także świadczenia zdrowotne i zaczął zwracać koszty dojazdów do pracy, a w tym roku zaplanowano kolejną rundę podwyżek, po tym jak firma wydała dużo na przeprowadzkę do nowego budynku.
Każdy, kogo Crane zatrudnia do grawerowania, zaczyna bez doświadczenia — teoretycznie każdy mógłby wykonać tę pracę. W praktyce bardzo niewielu jest skłonnych znosić lata treningu i nieustannego dążenia do wymaganej perfekcji.
Aby zostać grawerem w firmie Crane, „trzeba każdego dnia żyć w stanie doskonałości” – Buhler powiedział WSJ.
Crane miał za sobą kilka trudnych lat.
Crane zwolnił podczas pandemii około 200 pracowników po przeprowadzce z North Adams w stanie Massachusetts do obszaru Albany w stanie Nowy Jork. Jej przyszłość wydawała się niepewna na początku 2024 r., kiedy jej spółka-matka została sprzedana włoskiej firmie.
Kiedy Buhler, grawer samouk z Karoliny Północnej, przejął udziały w 2024 roku, firma zatrudniała około 72 pracowników.


















