W grudniu niemiecki rząd – koalicja na czele z Socjaldemokratami Olafa Scholza – przegrał wotum nieufności. Wybory odbędą się w przyszłym miesiącu. Scholz doszedł do władzy po szesnastoletnim panowaniu Angela Merkelale stał się niepopularny w obliczu stagnacji gospodarczej – takiej, która niegdyś była dumą, jeśli nie przedmiotem zazdrości, całego kontynentu. Faworytem wyborów jest centroprawicowa Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU), której kiedyś przewodniczyła Merkel, choć poparcie dla skrajnej prawicy Alternatywa dla Niemiec (AfD) rośnie na wschodzie kraju. (Elona Muska niedawno trafiło do wiadomości prasowych i wzbudziło pogardę Scholza, który wyraził nadzieję, że wybory wygra populistyczna AfD, którą definiuje przede wszystkim skrajna wrogość do imigrantów.) Najbardziej prawdopodobnym rezultatem jest kolejny rząd koalicyjny, tym razem na czele CDU, łącznie z Socjaldemokratami.
Aby lepiej zrozumieć stan niemieckiej polityki, rozmawiałem niedawno telefonicznie z Hansem Kundnanim, autorem wielu książek o tym kraju i byłym szefem Programu Europejskiego w brytyjskim think tanku Chatham House. Podczas naszej rozmowy, która została zredagowana pod kątem długości i przejrzystości, omawialiśmy, w jaki sposób niegdyś wychwalane dziedzictwo Merkel sprowadziło na porażkę jej następczyni, czym niemiecka skrajna prawica różni się od swoich europejskich odpowiedników i czy brak porozumienia między głównymi niemieckimi partiami politycznymi stanowi zagrożenie dla jej demokracji.
Jakie są według Pana główne problemy polityczne Niemiec? Czy postrzegasz je jako sui generis w porównaniu z innymi krajami doświadczającymi niestabilności politycznej?
W niemieckiej polityce mamy stałą wielką koalicję. Kiedy w 2005 roku Angela Merkel została kanclerzem, w historii Republiki Federalnej istniała tylko jedna wielka koalicja. Od tego czasu wielkie koalicje stały się normą. Przewodziła wielkiej koalicji przez trzy z czterech kadencji. Za Scholza mieliśmy tak zwaną koalicję „na światłach”, która technicznie rzecz biorąc nie jest wielką koalicją, ponieważ nie obejmuje chadeków, ale funkcjonalnie jest wielką koalicją. Częściowo ma to związek ze sposobem, w jaki obejmuje partie z całego spektrum politycznego. Masz Socjaldemokratów po centrolewicy, masz Zielonych, którzy przynajmniej w niektórych kwestiach są partią lewicową, ale masz też Wolnych Demokratów, którzy są partią w dużej mierze prawicową.
Jednak w centrum niemieckiej polityki panuje taki konsensus, że w zasadzie wszystkie partie, które mogłyby być w rządzie, zgadzają się prawie we wszystkim. Różnice są naprawdę bardzo niewielkie, co bardzo różni się od Stanów Zjednoczonych. Uważam więc rząd Scholza za kontynuację konsensusu Merkel. A w ostatnich wyborach, trzy lata temu, dwaj czołowi kandydaci – Scholz, który był kandydatem socjaldemokratów na kanclerza, i Armin Laschet, który był kandydatem chadeków – zasadniczo rywalizowali ze sobą, aby przekonać naród niemiecki, że byli bardziej podobni do Merkel niż do swojego przeciwnika. Odkąd Scholz został kanclerzem, wybuch wojny na Ukrainie zmusił go do zmiany pewnych rzeczy, zwłaszcza w kwestii konieczności większych wydatków na obronę i poszukiwania alternatywnych źródeł energii.
Nawet jeśli Niemcy dość wyraźnie różnią się pod względem poziomu konsensusu, prawdą jest również, że wyborcy w innych częściach Europy i w Stanach Zjednoczonych są niezadowoleni z urzędujących rządów.
Myślę, że nastroje antyurzędowe, o których mówisz, są reakcją na niepowodzenie rządów centrowych w oferowaniu obywatelom rozwiązań ich problemów. Dobrym przykładem jest Francja, gdzie szczególnie skrajna prawica staje się coraz silniejsza, co zmusza partie centrowe do zwarcia szeregów i połączenia sił przeciwko skrajności. To bardzo jak Emmanuela Macrona przedstawił się, kiedy po raz pierwszy ubiegał się o urząd prezydenta Francji. Ale to oznacza, że tak naprawdę nie mają programu, który oferuje obywatelom zbyt wiele, a wtedy skrajna prawica staje się silniejsza. Myślę, że istnieje wersja tego, co dzieje się w Niemczech.
Czy uważa Pan, że niepowodzenia szesnastoletniej kadencji Merkel są odpowiedzialne za porażkę obecnego rządu w sensie podjętych przez nią decyzji i ich wpływu? Mam na myśli inicjatywę zbliżenia się do Rosji, odrzucenia energii nuklearnej i imigracji, niezależnie od tego, jakie znaczenie ma moralna decyzja jej decyzji o przyjęciu uchodźców?
Uważam, że Merkel była dla Niemiec absolutną katastrofą pod każdym możliwym względem, a wspomniał pan o niektórych aspektach, w jakich była katastrofalna dla Niemiec. Jest jeszcze inny wymiar, o którym rzadziej się dyskutuje, a mianowicie to, że w Merkel było coś całkiem antydemokratycznego. AfD jest wyraźną odpowiedzią na jej politykę „braku alternatywy”. Już sama ich nazwa była odpowiedzią na stwierdzenie Merkel, że nie ma alternatywy dla jej podejścia do kryzysu w strefie euro.
Należy podkreślić, że był to konsensus, zatem w pewnym sensie zrzucanie winy wyłącznie na Merkel jest trochę niesprawiedliwe. Merkel była właśnie wyrazem tego konsensusu i tu wracamy do kwestii wielkich koalicji. We wszystkich tych decyzjach, niezależnie od tego, czy chodzi o decyzje dotyczące polityki gospodarczej – a więc moglibyśmy na przykład mówić o hamulcu zadłużenia – czy też decyzje dotyczące polityki zagranicznej, takie jak podejście Niemiec do Chin i Rosji, nie tylko Merkel to naciskała, Poprzez; był to konsensus w polityce niemieckiej, w którym uczestniczyli także socjaldemokraci.
Czy można mówić o hamulcu zadłużenia?
Hamulec długu to ograniczenie długu publicznego i deficytów rządowych, które zostało wprowadzone w pierwszej wielkiej koalicji Merkel w 2009 roku. Była to odpowiedź Niemiec na światowy kryzys finansowy, który polegał na wpisaniu do niemieckiej konstytucji limitu deficytu i długu .
Kluczową postacią był w tym minister finansów Peer Steinbrück, minister finansów socjaldemokratów. Merkel skłoniła większość pozostałych państw członkowskich UE do wyrażenia zgody na podobny hamulec zadłużenia. Było to absolutnie katastrofalne, zarówno dla Niemiec, jak i dla reszty Europy, ponieważ ograniczało bardzo potrzebne inwestycje we wszystko, od infrastruktury, przez edukację, po obronność.
Wspominam o tym wszystkim, ponieważ jedyną dobrą rzeczą, która może wyniknąć z wielkiej koalicji, jaką prawdopodobnie będziemy mieć po wyborach pod koniec lutego, będzie pozbycie się hamulca zadłużenia.
A jak konkretnie widzisz podjęte przez nią decyzje dotyczące bliskości z Rosją?
Na Zachodzie panował konsensus – szczególnie silny w Niemczech, ale podzielany także w całej Europie, a nawet w Stanach Zjednoczonych – co do tego, że im większa będzie współzależność gospodarcza z Chinami i Rosją, tym bardziej staną się one „ cywilizowany.” Myślę, że Europejczycy wierzyli w to bardziej niż Amerykanie i myślę, że w Europie Niemcy wierzyli w to jeszcze bardziej. I dlatego niemiecką wersję tego poglądu, szczególnie skrajną, nazwano „zmianą poprzez handel”. Uczyniłoby to Chiny i Rosję odpowiedzialnymi stronami zainteresowanymi w systemach międzynarodowych, ale popchnęłoby je również w stronę demokratyzacji. Po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r., a nawet cofając się wstecz, do przemówień Putina w 2007 r., było widać, że coś takiego nie miało miejsca, ale Niemcy naprawdę się w to zagłębili.
Jednak po Krymie Merkel była powszechnie chwalona za koordynację sankcji UE wobec Rosji w odpowiedzi na rosyjską aneksję. W rzeczywistości pamiętam, jak ludzie opowiadali o tym, jak Niemcy po 2014 r. przeszły geopolityczne przebudzenie i rozwiały wszystkie złudzenia co do Rosji, a teraz przyjęły znacznie bardziej stanowcze podejście, którego ucieleśnieniem były sankcje gospodarcze, które w rzeczywistości były dość ograniczone . Jednocześnie Merkel ucięła dyskusję na temat jakiejkolwiek reakcji militarnej na rosyjskie działania na Ukrainie. Obama był prezydentem i próbował rozpocząć debatę na temat tego, czy powinniśmy uzbroić Ukraińców, ale Merkel natychmiast to uciszyła.
Być może jeszcze ważniejsze jest to, że Merkel kontynuuje budowę Nord Stream 2 (gazociągu łączącego Rosję z Niemcami). W rzeczywistości częścią jej reakcji na rosyjską aneksję Krymu jest podwojenie współzależności energetycznej z Rosją. Myślę, że nadal była bardzo zafascynowana pomysłem, że jest to sposób na zmniejszenie konfliktu z Rosją. Myślę, że była w tym też pewna doza cynizmu, bo oznaczało to tani gaz dla niemieckich korporacji, a Merkel miała dużo na kieszeni dużych niemieckich korporacji.